Narzędzia dostępności

Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej

Dodatkowe narzędzia

Piątek, 22 stycznia 2021

Wywiad z Prezydentem RP w programie „Sprawdzam”

Wywiad z Prezydentem RP w programie „Sprawdzam”

Krzysztof Skórzyński, to jest program „Sprawdzam”, dziś wyjątkowo nie ze studia, a z Pałacu Prezydenckiego, bo moim gościem jest Prezydent Andrzej Duda. Dobry wieczór, Panie Prezydencie.

Prezydent RP Andrzej Duda: Dobry wieczór, Panie Redaktorze. Witam naszych widzów.

 

Porozmawiamy dzisiaj o zmianie warty w Stanach Zjednoczonych, o szczepieniach i o całkiem bieżącej polityce. Ale właśnie od Stanów Zjednoczonych zaczniemy. Panie Prezydencie, zdążył Pan już porozmawiać z prezydentem Bidenem?

Rozmawiać – jeszcze nie rozmawialiśmy, ale mieliśmy bardzo sympatyczną wymianę korespondencji. Przyznam szczerze, że nawet nie spodziewałem się, że Pan Prezydent – jeszcze wtedy elekt – nadeśle odpowiedź. Ale gdy przesłaliśmy gratulacje w rozszerzonej formie – bo bardziej mówiąc o pewnej spodziewanej, oczekiwanej, dobrej dalszej współpracy ze Stanami Zjednoczonymi poprzez osobę nowo wybranego prezydenta – dostałem odpowiedź na ten list; tak że to było bardzo miłe. Najczęściej takie odpowiedzi nie przychodzą, bo taka depesza gratulacyjna jest traktowana jako kurtuazja. A tymczasem pan prezydent Joe Biden odpisał. To było bardzo miłe.

 

Ale rozumiem, że nie jest to informacja ściśle tajna, więc może uchyli Pan rąbka tajemnicy, co w tej odpowiedzi było?

Że – oczywiście – dziękuje za gratulacje, że jest nastawiony na współpracę. Taka naturalna, sympatyczna odpowiedź człowieka, który wie, że w najbliższym czasie obejmie bardzo ważny urząd i przyjdzie mu prowadzić politykę największego na świecie mocarstwa.

 

To naturalnym pytaniem, Panie Prezydencie, po tym, czy Pan przywitał nowego prezydenta, jest pytanie, czy Pan pożegnał prezydenta, który odszedł. Czyli – czy po wyborach rozmawiał Pan z prezydentem Trumpem?

Nie, nie rozmawiałem z panem prezydentem Trumpem po wyborach. Ale pozytywnie oceniam jego politykę wobec naszego kraju. Gdy spojrzy się na moją dotychczasową prezydenturę, to – patrząc od 2015 roku – jest to już trzeci prezydent Stanów Zjednoczonych, z którym będę współpracował. Cieszę się, bo od samego początku – od 2015 roku – ten trend w relacjach między Polską a Stanami Zjednoczonymi z całą pewnością mogę powiedzieć, że jest wznoszący.

Dlaczego? Dlatego że przecież nie kto inny, tylko jeszcze prezydent Barack Obama podjął decyzję, że w Polsce będą stacjonowały wojska amerykańskie. Podjął także decyzję o tym, że Stany Zjednoczone w ramach NATO i Enhanced Forward Presence będą u nas państwem ramowym, czyli wiodącym, jeżeli chodzi o obecność NATO w Polsce, na wschodniej flance. To były bardzo ważne decyzje dla interesów naszego kraju, naszego bezpieczeństwa, dla naszych obywateli. Mogę śmiało powiedzieć, że współpraca z demokratycznym przecież prezydentem Barackiem Obamą układała się bardzo dobrze, był u nas na szczycie NATO w Warszawie w 2016 roku.

No i potem był ten okres, gdy była prezydentura pana Donalda Trumpa – uważam, że świetne dla Polski zwiększenie amerykańskiej obecności wojskowej, zawarcie kontraktów na dostawę gazu skroplonego ze Stanów. No, moglibyśmy dużo… Już nie wspomnę o wizach.

 

Moglibyśmy sobie napisać cztery tomy na temat relacji polsko-amerykańskich. Ale czy nie ma Pan obaw, Panie Prezydencie, że po tym, jak tak wiele rząd Polski i Pan, Panie Prezydencie, zainwestowaliście w relacje osobiste z Donaldem Trumpem, teraz relacje z demokratyczną administracją mogą być nieco cięższe. Nie ma Pan takich obaw?

Nie mam takich obaw. To był, oczywiście, miły kontakt i osobiście bardzo lubię pana prezydenta Donalda Trumpa, natomiast bądźmy otwarci i szczerzy – każdy z nas realizował interesy swojego kraju. To, że akurat te interesy są zbieżne i udało nam się znaleźć punkty, w których ten interes był zarówno dla Polski, jak i Stanów Zjednoczonych i obie strony wygrywały – to bardzo dobrze. Właśnie na tym polega dobre robienie interesów. Tak też było za czasów pana prezydenta Baracka Obamy. W związku z powyższym jest to przede wszystkim pilnowanie interesów swojego kraju.

Donald Trump był nastawiony jako prezydent Stanów Zjednoczonych na pilnowanie i dbanie o interesy Stanów Zjednoczonych. Ja – jako Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej – byłem nastawiony na polski interes. I na tym to polega.

 

To jest chyba zrozumiałe dla każdego. Jakby romantyzm w polityce – umówmy się – rzadko funkcjonuje.

Nie ma go wiele. Zwłaszcza w wydaniu wielkiego mocarstwa.

 

Ale Panie Prezydencie, czy to nie właśnie ze względu na Pana relacje osobiste z Donaldem Trumpem i to, że Pan go tak bardzo lubi, o czym Pan w tym momencie powiedział, można było odnieść wrażenie, że robi Pan wiele, żeby nie pogratulować od razu po wyborach Joe Bidenowi, że Pan zwleka. Czy pamięta Pan, co Pan napisał bezpośrednio po wyborze Donalda Trumpa cztery lata temu na prezydenta Stanów Zjednoczonych? Zamierzchłe dzieje z perspektywy tego, jak wiele się w polityce wydarzyło od tamtej pory.

Nie, nie pamiętam, co napisałem.

 

Napisał Pan: „Moje najgorętsze gratulacje dla Donalda Trumpa po zwycięstwie. Jestem przekonany, że relacje amerykańsko-polskie pozostaną tak bliskie i mocne jak zawsze, a miejmy nadzieję, że jeszcze silniejsze”. Cztery lata później Joe Bidenowi pogratulował Pan, Panie Prezydencie, zaledwie sukcesu kampanii wyborczej. Przecież różnice w podejściu do tych dwóch zwycięstw na podstawie tych dwóch Pana gratulacji są widoczne gołym okiem.

Uważam, że zachowałem zdroworozsądkowy spokój i czekałem, aż wynik będzie urzędowo w jakimś sensie potwierdzony, a nie będzie to tylko wynik sondażowy ogłoszony przez stacje telewizyjne. To był tylko i wyłącznie taki wynik. Zresztą ten wynik był w tamtym momencie zupełnie niewyraźny. Uważam, że właśnie zachowałem się bardzo rozsądnie. Tak się robi w dojrzałej, poważnej dyplomacji. W odpowiednim momencie wystosowałem pisemną depeszę – i dostałem na nią odpowiedź.

To państwo robią z tego problem, szukacie tu problemu. Ja tego problemu nie widzę. Nie widzę też, by prezydent Joe Biden robił z tego jakikolwiek problem. Myślę, że gratulacje dotarły do niego w odpowiednim czasie.

Gdy po raz drugi zostałem wybrany na urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, też otrzymywałem gratulacje dopiero po oficjalnym ogłoszeniu wyników przez Państwową Komisję Wyborczą i tylko takie gratulacje były poważne.

 

Panie Prezydencie, już dzień po wyborach i prezydent Macron pogratulował, i pani kanclerz Merkel. Umówmy się – to też są dojrzałe demokracje. Przeczytam Panu fragment opinii człowieka z Pana obozu politycznego. Opinia brzmi tak: „My z Polski nie jesteśmy w stanie stwierdzić, na ile te wybory były sfałszowane czy nie. Oglądając kampanię wyborczą, to, co się działo, można powiedzieć, że nie były to uczciwe wybory”. Powiedział to Witold Waszczykowski. Czy Pan, Panie Prezydencie, jako prezydent 40-milionowego kraju sojuszniczego wobec Stanów Zjednoczonych ma jakieś wątpliwości co do uczciwości wyborów w Stanach Zjednoczonych?

W Stanach Zjednoczonych sprawa wyborów jest rozstrzygnięta i w ogóle nie ma o czym tu dyskutować. Natomiast uważam, że w odpowiednim momencie – właściwym z punktu widzenia dyplomatycznego – złożyłem gratulacje. I nie bardzo rozumiem, Panie Redaktorze, tego szukania w Polsce dziury w całym, podczas gdy w Stanach Zjednoczonych nikt jej nie widzi.

 

Zacytowałem Witolda Waszczykowskiego, Panie Prezydencie, to już nie jest kwestia szukania dziury w całym. Ale pójdźmy kawałek dalej: jaki sygnał wysłał, Pana zdaniem, Donald Trump, nie przychodząc na zaprzysiężenie Joe Bidena w sytuacji, w której – umówmy się – mamy niezwykle podzielone społeczeństwo w Stanach Zjednoczonych po tych wyborach. Pamiętam inaugurację Pana drugiej prezydentury – jedynym prezydentem, który wtedy przyszedł do Sejmu, był Aleksander Kwaśniewski. W dość powszechnej opinii został pochwalony za to, że zachował się odpowiednio, tak jak zachować się trzeba. Czy Donald Trump zachował się – Pana zdaniem – odpowiednio, nie przychodząc na inaugurację Joe Bidena?

To pytanie powinien Pan zadać byłym prezydentom, którzy nie przyszli na moją inaugurację, a mogli przyjść. Nie przyszli. Uważam, że to ich sprawa. Właśnie w ten sposób – jak Pan powiedział – w jakimś sensie sami wystawiają sobie świadectwo. Zwłaszcza jeżeli faktycznie jest się już dawno byłym prezydentem.

Bo tu można mówić o emocjach, tu jeszcze cały czas są emocje. Myślę, że nie jest to fajna sprawa, gdy przegrywa się wybory prezydenckie – to na pewno bardzo duże przeżycie. W każdą kampanię człowiek wkłada serce i bardzo wiele sił. Jest to zawsze na pewno bardzo trudny moment.

 

Ale nie o tym mówimy, Panie Prezydencie. Bo to od prezydenta – wydaje mi się – oczekuje się, że się wzniesie ponad takie emocje, które mogą towarzyszyć mi, mojej ekipie, która jest tu w tym momencie; bardzo ludzkie emocje. Od prezydenta oczekuje się chyba więcej?

Emocje są zawsze bardzo ludzkie. No i cóż – każdy jest też człowiekiem. Mogę powiedzieć tak: jak bym przyszedł.

 

Czy po zmianie prezydenta Stanów Zjednoczonych, po zmianie administracji możemy być pewni – Pana zdaniem – że ustalenia, które zostały podjęte przez poprzednią administrację, dotyczące choćby obecności amerykańskich wojsk w Polsce, zostaną podtrzymane? Czy ma Pan jakieś obawy?

Nie byłoby tej obecności, gdyby nie było to zgodne ze strategicznymi interesami Stanów Zjednoczonych. W związku z powyższym, biorąc pod uwagę te właśnie interesy i obserwując, jak są realizowane, nie mam specjalnych wątpliwości, że w tym względzie nic się nie powinno zmienić. Wręcz przeciwnie – jeżeli tylko nadarzy się sposobność, będę namawiał pana prezydenta Bidena, by tę obecność jeszcze zwiększyć. Można ją zwiększyć na różne sposoby – bo także pod względem infrastruktury. Na pewno będę Prezydenta do tego namawiał i w ogóle – by było więcej obecności amerykańskiej w naszej części Europy.

Proszę pamiętać, że Izba Reprezentantów w całości – ponad wszelkimi podziałami politycznymi – wypowiedziała się, że warto generalnie inwestować w Trójmorze i że jest to właściwy kierunek polityki amerykańskiej, także inwestycyjnej. To proste: jeżeli są amerykańskie inwestycje, to powinny być one dodatkowo zabezpieczone poprzez amerykańską obecność militarną. Myślę, że tu nie będzie problemu, by te kwestie wyjaśnić i spokojnie omawiać.

Bardzo mnie zresztą cieszy ta uchwała podjęta jesienią, że cała Izba Reprezentantów wspiera amerykańskie zaangażowanie w obszarze Trójmorza i w zamierzenia inwestycyjne, które w Trójmorzu są planowane, bo jako współtwórca tego formatu właśnie uważałem, że ma on istotne znaczenie w Unii Europejskiej i w ogóle w Europie. Cieszę się, że Stany Zjednoczone tak samo to postrzegają.

 

Panie Prezydencie, kończąc wątek przekazania władzy w Stanach Zjednoczonych, chciałem Pana jeszcze zapytać o to, co się wydarzyło w dniu, w którym były liczone głosy elektorów, czyli mówię o tych wydarzeniach na Kapitolu. Czy Pański komentarz dotyczący tego, co się wydarzyło, dzisiaj Pan by powtórzył? Napisał Pan wtedy tak: „Wydarzenia w Waszyngtonie to wewnętrzna sprawa Stanów Zjednoczonych, które są państwem demokratycznym i praworządnym”. Czy mając tę wiedzę, którą ma Pan dzisiaj, obserwując to wszystko – i bezpośrednie, i pośrednie skutki tego, co wydarzyło się na Kapitolu – Pan by napisał takie zdanie czy ono brzmiałoby mocniej?

Nie sądzę, bym napisał inne zdanie, dlatego że uważam, że jest to wewnętrzna sprawa Stanów Zjednoczonych. Demokracja amerykańska pokazała zresztą swoją siłę – zamieszki, które wtedy były, bardzo szybko zostały zakończone i sprawy wróciły do normy. Takie wielkie państwo jak Stany Zjednoczone musi pokazywać, że jest sprawne i radzi sobie z tego typu kłopotem.

Bo to także kwestia prestiżu Stanów Zjednoczonych. Mnie na tym prestiżu Stanów w przestrzeni ogólnoświatowej ogromnie zależy, dlatego że Stany Zjednoczone – jako największy członek Sojuszu Północnoatlantyckiego, sojuszu obronnego, który gwarantuje, dodatkowo obok tych gwarancji, które sami sobie stwarzamy, nasze bezpieczeństwo, posiadacze największej armii świata i najpotężniejsze mocarstwo – nie mogą okazywać słabości. I próby kreowania – zwłaszcza medialnie – jakiejś słabości Stanów Zjednoczonych są niekorzystne z punktu widzenia naszych interesów.

 

To w takim razie, czy my – jako państwo – nie okazaliśmy słabości, jednoznacznie ustami Prezydenta nie potępiając tego, co wydarzyło się na Kapitolu?

Są różne emocje, straszliwie się stało, że zginęli ludzie. Myślę, że w tamtym momencie, gdy to się toczyło, nikt się nie spodziewał, że te skutki mogą być aż tak tragiczne. Natomiast to, że odbywają się jakieś demonstracje czy zamieszki? No, dzieją się w bardzo wielu krajach demokratycznych i nic się złego nie dzieje. To, że są demonstracje i protesty, jest normalne w demokracji. Mogę wyrazić tylko jedno zdziwienie. Akurat byłem w czerwcu w Stanach Zjednoczonych, gdy odbywały się protesty Black Lives Matter. Pamiętam ochronę wokół Białego Domu. Było to wtedy absolutne zabezpieczenie – dziesiątki, setki, tysiące policjantów, ochrony, zasieki, płoty itd. Nigdy nie było problemu z tym, by ochronić Biały Dom. Dziwiło mnie, że w sumie tak łatwo udało się demonstrantom wedrzeć do Kongresu. To było dla mnie rzeczywiście zdumiewające, muszę powiedzieć, że byłem tym zaszokowany.

 

Jak rozumieć tę sugestię, Panie Prezydencie?

Tak jak to powiedziałem: byłem zdumiony, że udało im się tak łatwo wedrzeć do budynku Kongresu, bo to rzeczywiście było zadziwiające. Gdy miałem w pamięci ten poziom ochrony, który obserwowaliśmy wtedy, to zabezpieczenie, które wtedy panowało – muszę powiedzieć, że autentycznie byłem zdziwiony.

 

Panie Prezydencie, zostańmy jeszcze na chwilę przy relacjach ze Stanami, ale porozmawiamy już nie o obronności, relacjach politycznych, lecz o koronawirusie. Jak dziś – wspomniał Pan swoją wizytę w Stanach Zjednoczonych w czerwcu – powinniśmy rozumieć deklarację, którą wtedy złożył Pan, stojąc obok Donalda Trumpa, że Polska będzie uczestniczyć w badaniach nad szczepionką i otrzyma te szczepionki bardzo szybko?

W taki sposób, jak to powiedziałem. Wtedy takie miałem ustalenia z Prezydentem Stanów Zjednoczonych. Pan prezydent Trump powiedział do mnie: „Tak, dopuścimy współpracę naukową i wtedy, jeżeli ta współpraca będzie, to naturalną kwestią stanie się to, że będziecie mogli partycypować w tych szczepionkach w pierwszej kolejności”. Oczywiście nie mówił, że będziemy pierwsi, ale generalnie mówił o pierwszej kolejności.

Przyjąłem to. Następnie zaraz po powrocie ze Stanów Zjednoczonych przekazałem te informacje polskiemu rządowi, ale decyzje rządu w tej materii były inne. Decyzja rządu była taka, by wejść we współpracę w ramach Unii Europejskiej, w ramach umowy, która gwarantowała wspólne zakupy, gdzie to zadanie brała na siebie Komisja Europejska. Taką decyzję podjął polski rząd i ja ją przyjąłem.

 

Panie Prezydencie, bo teraz żyjemy w takiej rzeczywistości, w której naprawdę mamy problemy z dostawami, jeżeli chodzi o liczbę szczepionek. Zapytam zupełnie wprost i liczę na bardzo szczerą odpowiedź: czy była Pana zdaniem – Prezydenta Rzeczypospolitej – jakaś alternatywa dla zakupu szczepionek przez Unię Europejską? Czy ta deklaracja amerykańska była alternatywą wobec tego, jaką decyzję podjął polski rząd? Czy tak mam Pana rozumieć?

Zawsze była alternatywa. Proszę popatrzeć choćby na Kanadę. Przecież Kanada kupuje właśnie jako państwo te szczepionki.

 

Chodzi o Unię Europejską. Daleko.

 

I co jest istotne? Istotne jest to, że też ma problem. Bo też właśnie kupują szczepionki m.in. z firmy Pfizer, które nie docierają do nich w tej chwili, i mają gwałtownie spadającą liczbę dostaw ze względu na to, jaką politykę w tym momencie przyjęła firma Pfizer.

 

Ale czy rozmawiał Pan, Panie Prezydencie – przepraszam najmocniej, że przerywam – wówczas, po powrocie ze Stanów Zjednoczonych, z premierem Morawieckim? Wówczas jeszcze był min. Szumowski – dobrze pamiętam? 

Tak, rozmawiałem. Ale decyzja została podjęta taka, że robimy to jako państwo członkowskie Unii Europejskiej w ramach Unii Europejskiej.

 

I to była dobra decyzja Pana zdaniem?

Uważam, że to była dobra decyzja. Jesteśmy państwem członkowskim, na to się zdecydowaliśmy. A podaję przykład kanadyjski, by pokazać, że nawet jeżeli ktoś zawarł tę umowę samodzielnie – bo Kanada ją zawarła samodzielnie; nie jest oczywiście, to jasne, w Unii Europejskiej – też ma dziś problemy z dostawą szczepionki tej właśnie firmy.

Myślę, że te problemy tak czy siak by były, nawet gdybyśmy mieli indywidualną umowę. A jeszcze mielibyśmy problemy, bo na pewno państwa Unii Europejskiej miałyby do nas pretensje, że nie działaliśmy w ramach Unii Europejskiej. A Pan, Panie Redaktorze, na pewno w pierwszej kolejności krytykowałby decyzję rządu i mnie, że rozbijamy jedność europejską. Właśnie nie! Zadziałaliśmy w ramach jedności europejskiej, w ramach europejskiej solidarności. Uważam, że dobrze się stało.

 

Panie Prezydencie, nigdy nie krytykuję z zasady, zawsze w imieniu obywateli staram się pilnować, by wszystko było w porządku. Tak widzę swoją rolę.

Panie Prezydencie, to będzie osobiste pytanie: Pańska mama ma 72 lata, tata ma 71. Zapisali się już na szczepienia? Udało im się dzisiaj to zrobić?

Nie wiem, czy zapisali się na szczepienia, bo nie miałem sposobności dziś z nimi rozmawiać.

 

Mogli dziś od 6 rano.

Nie wiem, nie rozmawiałem z nimi, trudno mi powiedzieć. Mogę tylko przyznać, że namawiałem ich do tego, by generalnie się zaszczepili. Nawet powiedziałem przecież w jednym z wywiadów, że nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, że jestem zaszczepiony przed moimi rodzicami. Mam nadzieję, że to zrobią – że też będą mieli taką możliwość, że te dostawy będą i będą szczepionki.

 

A jest Pan zadowolony z tempa szczepień w Polsce?

Bardzo bym chciał, by to tempo było jeszcze szybsze, tylko chcę podkreślić rzecz, która jest tu oczywistą oczywistością: tzn. mamy dziś problem z dostawami szczepionek. Bo mamy wyznaczone zespoły, jest Narodowy Program Szczepień – śmiało można powiedzieć, że te zespoły czekają, by dostać szczepionki, którymi będą mogły zaszczepić obywateli. Natomiast rzeczywiście jest problem z dostawami. Ale to nie tylko problem nasz, nie tylko Unii Europejskiej – jest to, niestety, jak widać, problem ogólnoświatowy, gdzie indziej też występuje.

 

Jasne, Panie Prezydencie, tylko że chcę Pana zapytać o to, czy – Pana zdaniem – gdzieś w tym programie szczepień prowadzonym przez rząd popełniono błąd. Może jakieś zaniedbanie? Może jakaś dziura w systemie? Dzisiaj rano gros seniorów po 70. roku życia – przepraszam za kolokwializm – odbiło się od drzwi swoich POZ-etów i usłyszało, że nie ma terminu na szczepienie do końca marca. Czy wszystko jest w porządku? Czy to jednak nie powinno wyglądać inaczej?

Jest ok. 6 tys. zespołów, które mają szczepić. Zakładając, że taki zespół mógłby zaszczepić – powiedzmy – stu pacjentów dziennie, to proszę policzyć, jaka to jest liczba. Teoretycznie mogłoby być szczepionych 600 tys. ludzi dziennie, gdyby były szczepionki. Rozumiem, że problem polega na tym, że nie jesteśmy w tej chwili w stanie zapewnić pacjentów, obywateli, w jakim dokładnie terminie będzie dostępna szczepionka. Wszyscy mają ten sam problem.

 

A czy w takim razie Pan, Panie Prezydencie, zamierza podjąć jakąś inicjatywę, by wesprzeć, zmobilizować, zdopingować rząd do tego, by może aktywniej działał na rynku wspólnych zakupów, by bardziej naciskać na fabryki, które produkują szczepionki. Tak też rozumiem trochę i wydaje mi się, że gros naszych widzów rozumie rolę Prezydenta w tym bardzo ciężkim dla Polaków okresie.

Tak ją realizuję. Rozmawiałem z panem min. Dworczykiem, który jest odpowiedzialny za Narodowy Program Szczepień. Rozmawiałem z panem premierem Mateuszem Morawieckim. Rozważane są tu różne scenariusze. Nie chcę mówić o szczegółach, bo oni za to odpowiadają i prowadziliśmy na ten temat dyskusję. Mam nadzieję, że w jak najszybszym czasie te dostawy będą do nas skierowane i będziemy mogli program szczepień realizować.

 

Panie Prezydencie, w zeszłym roku zmarło prawie pół miliona Polaków. Od zakończenia wojny nigdy nie umarło tak wielu obywateli Rzeczypospolitej. Czy nie ma Pan poczucia, że państwo polskie całkowicie zawiodło na tym odcinku? Bo to nie są tylko osoby, które zmarły na koronawirusa. Czy właśnie nie pokazało się to fatalne oblicze polskiej służby zdrowia i być może Pan, być może rząd zrobiliście w tym okresie za mało? Czy ma Pan cokolwiek sobie do zarzucenia – i polskiej władzy – na tym odcinku?

Przede wszystkim uważam, że dołożono bardzo wielu starań, by system jak najlepiej funkcjonował. Podjęto specjalne instrumenty, które mają zachęcić lekarzy, by się jak najbardziej angażowali się w pomoc osobom chorym, dotkniętym koronawirusem. Natomiast występował cały szereg problemów. Nie ma co ukrywać – byli też lekarze, którzy się po prostu bali, były różne sytuacje, były problemy z dostawami środków ochronnych. Więc tych problemów było bardzo dużo. Ale – jak powiedziałem – te problemy występowały wszędzie, u nas, niestety, też.

Oczywiście, że na pewno dziś, z perspektywy czasu możemy wskazać „a tu można było zadziałać lepiej”, „a tutaj można było zadziałać”, „a tam można było zadziałać lepiej”…

 

Czy ma Pan może poczucie, że Pan mógł być aktywniejszy na tym polu?

Można było być może przewidzieć, że będzie koronawirus, kupić 100 mln maseczek, zgromadzić je w jakimś magazynie i trzymać je cały czas, bo przecież w każdej chwili może przyjść coś takiego jak koronawirus, tylko nikt na świecie czegoś takiego nie zrobił.

 

Panie Prezydencie, czy rozumie Pan przedsiębiorców, którzy w desperacji zaczynają otwierać swoje biznesy. Pozamykane.

Rozumiem desperację przedsiębiorców, tak. Rzeczywiście jest to dramatyczna sprawa. W ogóle rozumiem desperację i stres, w jakim znajdują się ludzie, obawiając się o swoje miejsca pracy, pensję, o wypłatę po prostu, krótko mówiąc – a więc w związku z tym o to, jak spłacą kredyt, choćby za mieszkanie, co w ogóle z nimi będzie, jak będzie wyglądało ich przyszłe życie. Oprócz tego wielu ludzi właśnie martwi się choćby o swoich rodziców, seniorów. 

Mnóstwo stresu jest w tej chwili. I to się w ogóle bardzo czuje w rozmowach – że ludzie są zestresowani, że niektórzy są załamani, że wielu ludzi jest w depresji, że młodzież też jest w złej kondycji, bo jest zamknięcie, odebranie podstawowej możliwości rekreacji, ruchu. Rzeczywiście dramatyczna jest ta sytuacja.

 

Ale za moim pytaniem, czy rozumie Pan tę sytuację – bo wydaje mi się, że tę desperację wiele osób w Polsce rozumie – kryje się pytanie, czy Pan pochwala otwieranie restauracji, stoków narciarskich, siłowni wbrew decyzjom i rozporządzeniom rządu?

Nie pochwalam, dlatego że przecież zostały zamknięte nie dla zabawy, tylko po to, by ludzie się nie gromadzili. A w związku z tym – by nie było zwiększonej liczby zachorowań, lecz wręcz przeciwnie: by tę liczbę ograniczać. Nie pochwalam, ale rozumiem desperację ludzi. Proszę tylko o solidarność i zrozumienie, że czynione jest naprawdę wszystko, co możliwe, by jak najbardziej pomóc, gdzie się da, zadośćuczynić.

 

No właśnie, czy wystarczająco, Panie Prezydencie?

Rząd gwarantuje pokrycie 70 proc. strat poniesionych przez przedsiębiorców, którzy są dotknięci lockdownem. Unia Europejska wprowadza tu granice – maksymalnie 3,5 mln zł można przekazać takiemu przedsiębiorcy. Dla niektórych dużych przedsięwzięć gospodarczych to nie jest wielka kwota.

 

Ale Pan, Panie Prezydencie, doskonale wie, że te kryteria sięgnięcia po pieniądze budżetowe z różnych tarcz czasami są tak bardzo ścisłe, że gros biznesów kompletnie nie mieści się na jakąkolwiek pomoc. Bo ci ludzie, także na naszej antenie, publicznie, spoglądają w Pana stronę. Liczą na to, że Prezydent Rzeczypospolitej będzie ich rzecznikiem choćby w relacjach z rządem. Czy Pan spotkał się chociaż raz w tej sprawie z premierem Morawieckim albo zamierza Pan się z nim spotkać w najbliższym czasie?

Wielokrotnie spotykałem się z premierem Morawieckim. I nie tylko z Premierem, ale przede wszystkim zapraszam do Pałacu Prezydenckiego ministrów, prowadzę z nimi dyskusje, rozmowy. Byli tu przedstawiciele przedsiębiorców świadczących usługi przewozów autokarowych, by znaleźć dla nich rozwiązanie, bo sytuacja rzeczywiście zrobiła się krytyczna i całej branży groził – praktycznie rzecz biorąc – upadek.

Zaprosiliśmy przedstawicieli rządu, usiedliśmy razem z nimi. Tak długo pracowaliśmy, aż w końcu udało się wypracować rozwiązanie, które im pomogło. Więc jeżeli tylko jest takie zapotrzebowanie, to po prostu siadamy, pracujemy. Muszę powiedzieć, że jestem wdzięczny przedstawicielom rządu, że zawsze przychodzą, są otwarci, że nawet gorzkich słów są gotowi wysłuchać ze strony przedsiębiorców, ale szukać rozwiązania i je znaleźć. Tak się dzieje cały czas od wiosny.

 

Na samym początku drugiej kadencji powiedział Pan, że Pałac Prezydencki jest otwarty dla wszystkich. Czy jest Pan gotów spotkać się z przedstawicielami tych branż, choćby z południa Polski, którzy mają dziś nóż na gardle? Czy Pan ich zaprasza do Pałacu? Chciałby Pan z nimi porozmawiać?

Jeżeli tylko będą chcieli ze mną porozmawiać, bardzo serdecznie zapraszam ich do Pałacu Prezydenckiego. Na pewno znajdzie się możliwość takiego spotkania.

 

Panie Prezydencie, to jest dobra informacja dla tych ludzi z pewnością, usłyszą ją.

Panie Prezydencie, czy potwierdza Pan, że w rozmowie z Jarosławem Gowinem to Pan naciskał na to, by nie zamykać stoków? Pan z pewnością zna słowa Jarosława Gowina: „To Prezydent Andrzej Duda do mnie zadzwonił i powiedział, że nie zaakceptuje zamknięcia stoków”. Dlaczego za tą jedną branżą akurat Pan się wstawił?

Dlatego że właśnie przedsiębiorcy z południa do mnie dzwonili, przez kilka godzin odbierałem telefony od ludzi, którzy mnie znają – jak pan wie, jestem z południa, znają mnie tam ludzie osobiście – właścicieli pensjonatów, hoteli, stacji narciarskich, a także ludzi, którzy po prostu chcieli jeździć na nartach, moich znajomych, przerażonych, zdenerwowanych, bardzo często wręcz wściekłych: „Jak to zamykanie?”, przecież to jest nonsens, głupota kompletna, na świeżym powietrzu ludzie są przecież, którzy korzystają ze stoków narciarskich. Więc zadzwoniłem, rzeczywiście skontaktowałem się z premierem Gowinem i powiedziałem mu, słuchajcie, zastanówcie się dwa razy. Przecież można wprowadzić pewne zasady korzystania ze stoków narciarskich. Oczywiście rozumiem, że restauracje trzeba zamknąć, dla mnie to jest jasne. Natomiast uważam, że można prowadzić sprzedaż jakichś posiłków na zewnątrz, jeśli ktoś chce zjeść posiłek na zewnątrz, proszę bardzo, może sobie zjeść posiłek na zewnątrz. Wprowadzić zasady dystansu społecznego, także na wyciągach narciarskich, pilnować tych zasad i ludzie mogą tej rekreacji, tak bardzo im przecież potrzebnej, jakiegoś ruchu, trochę sportu, trochę przyjemności mieć. Uważałem, że jest to moja normalna reakcja, powtarzam to jeszcze raz, była ona odpowiedzią na apele, dosłownie mi się telefon grzał.

 

No, ta jedna branża jest z pewnością Panu wdzięczna. 

Akurat wszyscy wiedzą, że ja tę branżę znam, rzeczywiście jestem wielkim sympatykiem narciarstwa, bardzo lubię też narciarstwo jako sport. Natomiast interweniowałem i uważałem tę interwencję za logiczną. Później, kiedy mi tłumaczono, dlaczego jednak podejmą decyzję o zamknięciu stoków, z przykrością, ale również uznałem te argumenty. No, niestety były mocne, zwłaszcza po tym, co działo się w tamtych dniach i po tym, jak niektórzy ludzie się zachowywali, bo to też jest problem.

 

Panie Prezydencie, wczoraj Sejm wybrał na rzecznika praw obywatelskich aktualnego wiceministra spraw zagranicznych profesora Piotra Wawrzyka. Czy to jest kandydat Pana marzeń?

To Sejm wybiera Rzecznika Praw Obywatelskich. Ja uważam, że przede wszystkim jest to człowiek, który na pewno ma kwalifikacje zarówno zawodowe, jak i osobiste.

 

Zna Pan jakieś jedno dokonanie pana Piotra Wawrzyka na odcinku ochrona praw obywatelskich, czyli to, czym ma się zajmować Rzecznik Praw Obywatelskich?

Nie, ale znam osobiście osobę pana ministra Piotra Wawrzyka i z całą pewnością jest osobą bardzo empatyczną i bardzo wyczuloną na ludzkie sprawy i uważam, że jeżeli zostałby wybrany na tę funkcję, byłaby duża szansa, że pełniłby ją dobrze.

 

Panie Prezydencie, Pan doskonale wie jako prawnik, że Rzecznik Praw Obywatelskich, w ustawie jest wiele obostrzeń, kto może Rzecznikiem Praw Obywatelskich zostać. Nie może to być członek partii, to musi być człowiek o nieskazitelnej moralności, człowiek obiektywny. Tu mamy do czynienia z urzędującym wiceministrem spraw zagranicznych, więcej – posłem Prawa i Sprawiedliwości. Czy rzeczywiście to jest człowiek, który powinien piastować tę funkcję, niezależnie od tego, jak Pan ocenia samego Piotra Wawrzyka, niezależnie od tego, jak ocenia jego kwalifikacje społeczeństwo polskie?

Ja bardzo wysoko oceniam go jako człowieka. Tak jak mówię, znamy się z panem Piotrem Wawrzykiem i ja tutaj nie mam specjalnych wątpliwości, że to jest człowiek, który by tę funkcję dobrze wykonywał.

 

A jeżeli on przepadnie w Senacie, to czy wróci Pan do propozycji Jana Rokity?

Panie redaktorze, do żadnej propozycji nie wrócę, ponieważ to nie ja zgłaszam kandydata, tylko to jest wybór parlamentu. Jak pytano mnie w mediach, właśnie pana koledzy, co ja na ten temat sądzę, kto mógłby być potencjalnie takim kandydatem na rzecznika, który znalazłby poparcie również opozycji, to pomyślałem rzeczywiście o panu Janie Rokicie, który przecież kiedyś, jeszcze w czasach, kiedy byliśmy za żelazną kurtyną, jak to mówimy, czyli przed 1989 rokiem, jako opozycjonista właśnie o prawa człowieka walczył. I wiem również, że jest na kwestie związane ze sprawiedliwością i uczciwością funkcjonowania państwa bardzo uwrażliwiony. A ponieważ jest także prawnikiem i bardzo doświadczonym zarazem politykiem, który zna polską scenę polityczną, wie, jak wyglądają realia życia politycznego, wie, jak wyglądają realia funkcjonowania instytucji państwowych, sprawdził to z obydwu stron, byłby być może bardzo dobrym kandydatem i dlatego go wskazałem.

 

Ale czy, Panie Prezydencie, wróćmy do Piotra Wawrzyka, czy Rzecznikiem Praw Obywatelskich nie powinien być, mówiąc już zupełnie wprost, człowiek, który potrafi rządowi trochę zaleźć za skórę. Bo on ma pilnować, by rząd nie naruszał na żadnym odcinku praw obywatelskich. Czy nie warto byłoby, pan jako Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej dzisiaj nie pełni żadnej partyjnej funkcji, czy nie warto byłoby, żeby Pana byli koledzy z obozu rządowego, którzy dzisiaj mają większość parlamentarną, oddali to jedno stanowisko człowiekowi, który będzie w stanie im patrzeć na ręce i nawet czasami deptać po piętach, tak jak robił to przez lata Adam Bodnar?

No właśnie. Pan Adam Bodnar został wybrany przez środowisko dzisiejszej opozycji. Rzeczywiście deptał po piętach obecnemu rządowi przez cały okres swojego urzędowania. Natomiast poglądy jego były jasne i oczywiste w czasie, kiedy został Rzecznikiem Praw Obywatelskich, więc panie redaktorze, prosiłbym o odrobinę obiektywności.

 

Ale ja o to pytam.

Powiem tak. Nie przypominam sobie, kiedy mieliśmy takiego rzecznika, który rzeczywiście był absolutnie obiektywny i który rzeczywiście sprawował swoją funkcję w taki sposób, że trudno było wobec niej podnosić jakieś zarzuty. Chyba pan profesor Andrzej Zoll był takim rzecznikiem, rzeczywiście wobec którego specjalnie nie podnoszono zarzutów politycznych.

 

Janusz Kochanowski był taką osobą.

Podnoszono wobec niego zarzuty polityczne. Ówczesna opozycja atakowała go później, obóz rządowy… 

 

… profesor Łętowską na pierwszego Rzecznika Praw Obywatelskich. Osobę, która, no umówmy się, to nie jest osoba, której było stuprocentowo po drodze z tamtą władzą. To znaczy nawet tamta władza uznała, że to stanowisko być może warto powierzyć komuś, kto właśnie nie będzie stuprocentowo zgodny światopoglądowo z władzą obecną.

Na pewno było jej bardziej po drodze z tamtą władzą niż z obecną. Natomiast powiedzmy sobie w ten sposób – oczywiście to byłaby sytuacja idealna, gdyby wybrać absolutnie apolitycznego Rzecznika Praw Obywatelskich. I kiedy się mnie o to pytano, ja w ogóle nie zastanawiając się nad tym, czy ktoś jest zgłoszony w Sejmie w tej chwili, czy nie, powiedziałem rzeczywiście o Janie Rokicie, bo wydaje mi się, że on mógłby dzisiaj z dystansu spojrzeć na scenę polityczną, na której już go nie ma od jakiegoś czasu i mógł być wolny od wszelkich politycznych wpływów.

 

Panie Prezydencie, na Pana biurko może trafić ustawa, która uniemożliwi Polakom nieprzyjęcie mandatu od policji. Czy taką ustawę Pan by podpisał. Czy Pan w ogóle zgadza się na taką formułę w polskim prawie?

Z tego, co wiem, to trwają bardzo poważne dyskusje w Sejmie i bardzo poważne też tarcia na tym tle są. Ja mam zwyczaj pochylać się nad ustawami wtedy, kiedy znajdą się one na moim biurku. I wtedy będę podejmował decyzję. Może być pan pewny, że na pewno nie zaakceptuję żadnej ustawy niezgodnej z konstytucją, zwłaszcza jeśli chodzi o prawa obywatelskie.

 

Panie Prezydencie, wrócę jeszcze na moment, bo przypomniało mi się jedno pytanie, którego wtedy Panu nie zadałem, o polityków, którzy łamią obostrzenia. Czy jest Pana zdaniem miejsce w polskiej polityce dla, być może nawet wartościowych ludzi, takich jak Jadwiga Emilewicz czy pan minister Soboń, którzy w momencie kiedy grosPolaków jest pozamykanych w domach, nie może zrobić tego, na co mają ochotę, pan minister Soboń ostentacyjnie idzie na mecz siatkówki, dzieci pani minister Emilewicz jeżdżą na stoku narciarskim, jak się okazało, bez licencji PZN-u. 

Myślę, że tutaj popełnili błąd.

 

Za który powinni zapłacić?

Za który przede wszystkim, o ile wiem, pani minister Jadwiga Emilewicz przeprosiła. W związku z powyższym, no cóż można powiedzieć? Wszyscy jesteśmy zmęczeni tym, co się dzieje i wszyscy mamy dosyć koronawirusa. Ja też.

Od polityków wymagamy więcej.

Tak, od polityków wymagamy więcej, to prawda.

 

Mam głębokie poczucie, że wie Pan, że jeśli ktoś ma dawać przykład tego, jak funkcjonować w tym trudnym świecie, to są to politycy. Chyba tutaj się Pan ze mną zgodzi?

Od polityków na pewno można wymagać więcej.

 

Panie Prezydencie, teraz chwilę o sądach chciałem porozmawiać. Czy sądy Anno Domini 2021 są dla Kowalskiego czy pani Kowalskiej lepsze od sądów w 2015, kiedy Prawo i Sprawiedliwość rozpoczęło swoją sądową rewolucję zmian?

No wreszcie Sąd Najwyższy orzeczeniami izby ds. nadzwyczajnych punktuje głupie orzeczenia sądów, jak choćby wczoraj wydane orzeczenie o tym, że wczoraj czy przedwczoraj został wydany tam wyrok, że o 15 groszy kobieta była ścigana przez całe lata i zasądzone wobec niej koszty procesowe wynosiły sto trzydzieści ileś złotych i próbowano to od niej wyegzekwować, więc powstał nonsens w postaci takiego orzeczenia, zaprzątania głowy, tak że sędziowie sobie tym w ogóle głowę zawracali. To pokazuje po prostu beznadziejność polskiego wymiaru sprawiedliwości na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci. To są kwestie bardzo trudne do naprawy dzisiaj i ten proces naprawiania polskiego wymiaru sprawiedliwości na pewno będzie długo trwał.

 

Okej, Panie Prezydencie, bo ja pamiętam wypowiedzi pana ministra Ziobry i Pańskie, te wypowiedzi sprzed wielu lat, gdzie właściwie jednym głosem wszyscy w Pańskim obozie politycznym mówili, że istotą zmian w polskim wymiarze sprawiedliwości ma być przyspieszenie procesów. To jest to, co dzisiaj doskwiera Kowalskiemu. Wie Pan, czytam w tym momencie raport Najwyższej Izby Kontroli. To nie jest opinia Borysa Budki, Katarzyny Lubnauer, to jest opinia kontrolerów Najwyższej Izby Kontroli: średni czas trwania postępowań w sprawach gospodarczych wzrósł z 2,3 w 2005 roku do 3,8 miesiąca na koniec pierwszego półrocza 2019, a odsetek spraw rozpatrywanych przez sądy pierwszej instancji, których czas rozpatrywania przekraczał 12 miesięcy, czyli rok, wzrósł w tym samym okresie z 5,8 do 9,2 miesiąca. Czy to nie jest ten moment, żeby otwarcie powiedzieć, że po całym tym sporze o sądy dla obywatela zostało tyle, że dłużej czeka na rozpatrzenie swojej sprawy. Dla obywatela, Panie Prezydencie.

Panie redaktorze, praca sądów jest zakłócona również przez koronawirusa. I mogę powiedzieć tak: bardzo wiele rozpraw się w ogóle nie odbywało.

 

To jest porównanie, Panie Prezydencie, chcę sprecyzować bardzo jasno, z okresu kiedy nie było koronawirusa. Tego dotyczy raport NIK-u.

W związku z powyższym prawdopodobnie te terminy będą jeszcze dłuższe, natomiast reforma jest w toku. Różne są tam sytuacje. Ja sam kiedyś, dawno temu pracowałem w Ministerstwie Sprawiedliwości. Wiem, jak bardzo te kwestie prób przyspieszania postępowań są złożone, bardzo trudne i podejmowano bardzo wiele instrumentów przez te wszystkie lata, od tego 2007 roku, kiedy ja jeszcze pamiętam Ministerstwo Sprawiedliwości od wewnątrz, kolejne rządy podejmowały różne próby, kolejni ministrowie sprawiedliwości, jednym się lepiej udawało, drugim gorzej. To jest rzeczywiście trudny proces. Ja osobiście uważam, że przede wszystkim trzeba zmniejszyć kognicję sądów, tzn. trzeba przesunąć sprawy, być może, że właśnie powinna powstać instytucja sędziego pokoju po to, żeby częściowo odciążyć dzisiejsze sądy powszechne od orzekania w bardzo prostych sprawach, które można by łatwo rozwiązać, w jakichś kwestiach prostych sporów sąsiedzkich czy właśnie w jakichś kwestiach mandatowych, w takich sprawach. O takich rzeczach powinniśmy dzisiaj dyskutować. I mogę powiedzieć, że szkoda, że takiej dyskusji jest dzisiaj tak mało. My w tej chwili, tutaj, w Kancelarii Prezydenta pracujemy nad projektem dotyczącym sądów pokoju. Mam nadzieję, że za jakiś czas będziemy w stanie przedstawić propozycje. Są problemy i dyskusje konstytucyjne na tym tle, więc sprawa nie jest taka prosta, ale proces reformowania polskiego sądownictwa musi być kontynuowany.

 

Panie Prezydencie, tutaj odwołam się do Pana doświadczenia z Ministerstwa Sprawiedliwości i do tej atmosfery, o której Pan powiedział, bo bardzo ciężko się dyskutuje o sądach i reformie sprawiedliwości w atmosferze, w której… Zapytam tak: jaką niezależność od nacisków politycznych może czuć krytyczny wobec ministra sprawiedliwości, ministra Ziobry, prokurator, który z dnia na dzień jest przenoszony do pracy kilkaset kilometrów dalej. Zna Pan na pewno tę sprawę. 

Panie redaktorze, prokuratura od zawsze była wewnętrznie zhierarchizowana i to jest hierarchiczne podporządkowanie i proszę tego w ogóle nie porównywać z sądownictwem. Prokuratura to nie sądownictwo.

 

Okej, Panie Prezydencie, sześciu z 18 delegowanych właśnie prokuratorów, to są prokuratorzy, którzy krytykowali Zbigniewa Ziobrę. I oni zostali z dnia na dzień dosłownie, pani prokurator Wrzosek – 312 kilometrów z Warszawy do Śremu, Jarosław Onyszczuk – 263 kilometry, z Warszawy do Lidzbarku Warmińskiego, mam to wypisane wszystko. Czy tak rzeczywiście, czy prokurator może czuć, że jest niezależny od politycznego wpływu, politycznego nacisku. Przypomnę, że pani prokurator Wrzosek to jest pani prokurator, która chciała śledztwa w sprawie organizacji wyborów, a dzisiaj została przeniesiona.

Panie redaktorze, prokurator generalny podejmuje decyzje w takich sprawach, proszę pytać prokuratora generalnego. Ale proszę też pamiętać o tym, że każdy ma wolność wyboru zawodu. Akurat w zawodach prawniczych jest tak, że zawód prawniczy można sobie zmienić. Będąc prokuratorem, można przejść do innego zawodu prawniczego. Jeżeli państwu prokuratorom jest tak bardzo źle, bo rozumiem, że narzekają, jest im bardzo źle, no to ja tutaj problemu nie widzę. Są inne możliwości, niekoniecznie trzeba w zawodzie państwowym prawniczym, bo przecież prokurator to jest zawód państwowy prawniczy, pracować. Można być adwokatem, można być radcą prawnym, notariuszem.

 

Panie Prezydencie, po wyroku Trybunału Konstytucyjnego zgłosił Pan ustawę, która nieco łagodziła ten wyrok. Ona została, mam wrażenie, całkowicie odłożona ad acta przez polityków w Sejmie. Czy Pan w tej sprawie się już poddał, czy zamierza Pan walczyć jeszcze o tę ustawę?

Gospodarzem tego tematu jest w tej chwili Sejm i tutaj posłowie podejmą decyzję zgodnie z własnym sumieniem, zgodnie z własnym rozumem. Ja poddałem propozycję, dlatego że widziałem olbrzymie zaniepokojenie społeczne. Przede wszystkim widziałem obawę, która w moim przekonaniu nie była obawą uzasadnioną o to, że kobiety boją się o swoje zdrowie i życie. Powiedzmy sobie otwarcie, wyrok Trybunału Konstytucyjnego w żaden sposób nie wpłynął na kwestie życia kobiet. 

 

Trybunał de facto zakazał legalnej aborcji w Polsce.

Jasne, jeśli jest zagrożenie dla życia kobiety, to aborcja jest możliwa i decyzja w przedmiocie tego należy do kobiety. W związku z powyższym pod tym względem nic się nie zmieniło. Natomiast mówimy o innej kwestii. Mówimy o aborcji eugenicznej. I tutaj, panie redaktorze, ja muszę powiedzieć w ten sposób: jak pan wie, bo nie jest to tajemnicą i nigdy z tego tajemnicy nie robiłem, ja jestem przeciwnikiem aborcji eugenicznej. Uważam, że nie powinno jej być. Uważam, że w sytuacji, kiedy płód, dziecko jest dotknięte jakąś wadą…

 

Mówimy o wadach płodu.

…która powoduje jego niepełnosprawność, np. nie wiem, dziecko ma zespół Downa czy jakąś inną wadę, nie powinno być tak, że może to dziecko zostać zamordowane poprzez aborcję. Jestem tego przeciwnikiem, aby do tego dopuszczać.

 

Znam Pańskie poglądy, Panie Prezydencie.

No więc właśnie. Ale ponieważ jestem nie tylko Andrzejem Dudą, który ma swoje poglądy, ale dzisiaj jestem z wyboru polskiego społeczeństwa także Prezydentem Rzeczypospolitej…

 

Także Prezydentem osób, które na Pana nie głosowały.

…wystąpiłem z projektem, który nie jest w zgodzie z moimi osobistymi przekonaniami. Wystąpiłem z tym projektem, bo uważałem, że Prezydent Rzeczypospolitej powinien tak właśnie zrobić. Złożyłem ten projekt także po to, żeby pokazać tym kobietom, które się właśnie obawiały, że nie będzie opieki, że ich życie będzie zagrożone, że ich zdrowie będzie zagrożone, żeby pokazać tym kobietom – nie jest tak, że nikt o paniach nie myśli. Proszę się nie obawiać, ręka na pulsie jest trzymana i złożyłem ten projekt.

 

Chciałby Pan, żeby on był dalej procedowany? Bo to jest może taki moment, w którym warto się zwrócić do polityków Prawa i Sprawiedliwości.

Decyzja, tak jak powiedziałem, należy dzisiaj do polskiego parlamentu. To tam politycy w tym przedmiocie decyzję podejmą. To jest kwestia ich odpowiedzialności, to jest kwestia ich sumienia, to jest kwestia ich przekonań, a także to jest kwestia tego, jaka będzie przyszłość Rzeczypospolitej.

 

Jak Pan ocenia, Panie Prezydencie, bo Pan mówił o ogromnych emocjach ulicznych, społecznych, które po tym wyroku wybuchły, co było do przewidzenia, chyba się zgodzimy, prawda? Jak pan ocenia działania policji wobec tych osób, które tam protestowały? Czy działania policji nawet dziś, kiedy nastolatki są ciągane po komisariatach za to, że były na Strajku Kobiet, za to, że nawoływały do tego, żeby być na Strajku Kobiet. I to jest ok? 

 

Muszę panu powiedzieć, że uważam, iż policja u nas zachowuje się naprawdę w niezwykle profesjonalny sposób. Proszę zauważyć, że u nas nie ma przypadku, że ktoś zginął w czasie jakiejkolwiek interwencji. We Francji, w Stanach Zjednoczonych, panie redaktorze nikt się nie dziwi…

 

Przy całym szacunku, Panie Prezydencie, to, że nikt nie zginął, wydaje mi się nie powinno być powodem, żeby dobrze oceniać działania policji.

Powinno być powodem, żeby dobrze oceniać działania policji, ponieważ policja jest od tego, żeby utrzymać porządek. I policja swoje zadanie wykonuje. Jeżeli wykonuje je tak, że nie ma poszkodowanych, to znaczy, że wykonuje je wzorowo.

 

Panie Prezydencie, no niedaleko stąd, na placu Powstańców jednego dnia protestów rozgrywały się naprawdę dantejskie sceny, kiedy nieoznakowani policjanci wyciągali osoby z tłumu i naprawdę traktowali je brutalnie, czy to jest to, jak Pan chciałby widzieć reakcję zbrojnego ramienia państwa, jakim jest policja, co do tego się zgodzimy.

Policja działa profesjonalnie i jej zadanie polega na tym, że czasem musi działać w sposób bardzo stanowczy, zwłaszcza wobec osób, które rzeczywiście zakłócają porządek i stwarzają niebezpieczeństwo. Powiedzmy sobie otwarcie. Dzieje się to po części także dla ich bezpieczeństwa, żeby w takich miejscach nie były i żeby rozładować te emocje, usunąć je z tego miejsca. 

 

A panie posłanki, które trzymają w rękach legitymację poselską, dostają, przepraszam za ten kolokwializm, w twarz gazem, to jest coś, co rzeczywiście należy dzisiaj oceniać dobrze?

Nigdy nie należy takich sytuacji oceniać dobrze. Ale doskonale wiemy o tym, że jak to mówią, gdzie drwa rąbią, tam drzazgi lecą. I jeśli ktoś dostaje się w taki tzw. młyn, gdzie dzieją się rzeczy gwałtowne, gdzie są emocje, gdzie jest przemoc fizyczna, no to niestety, bywa tak, że zdarzy się i taka sytuacja. Na szczęście nikomu nic poważnego się nie stało. To też pokazuje profesjonalizm naszej policji.

 

Panie Prezydencie, zmieniając temat i zmierzając już powoli do końca tej rozmowy, chociaż tak jak mówię, pytań mam jeszcze tysiąc pięćset, no ale wszystkich dzisiaj nie…

Proszę zobaczyć, jak reaguje policja we Francji, jak tam w ostry sposób się zachowuje. Wielokrotnie widzieliśmy obrazy w telewizji, jak były tłumione protesty żółtych kamizelek.

 

To wiemy. Ja jestem Polakiem i mówimy o tym, jak działa policja w Polsce.

Uważam, że nasza policja zachowuje się w sposób bardzo profesjonalny i niezwykle odpowiedzialnie.

 

Panie Prezydencie, dzisiaj zmarł Henryk Chmielewski, dla pokolenia 40-, 50-latków osoba fundamentalna, człowiek, który dał nam Tytusa, Romka i A’Tomka, komiksy, w których zaczytywaliśmy się, jak byliśmy dzieciakami. Czy Pan zamierza jakoś uhonorować jego i pamięć o nim.

Ja dzisiaj napisałem rano, kiedy tylko tę wiadomość zobaczyłem, że skończyła się jakaś epoka dla mojego pokolenia wychowanego na Tytusie, Romku i A’Tomku, na tych komiksach, różnych niesamowitych historiach, które Papcio Chmiel wtedy wymyślał. I myślę, że jego zasługa dla naszego pokolenia jest nie do przecenienia. Na pewno będę chciał uhonorować pośmiertnie tego człowieka, uważam, absolutnie wybitnego. Ktoś może się śmiać, że to dla młodzieży, dla dzieci rysował, ja uważam, że w istotny sposób wpływał na rozwój młodych ludzi, budząc w nich często zainteresowania, chociażby takie techniczne, prawda, inżynierskie, różnymi swoimi pomysłami, które przedstawiał, a także językiem, jakim się posługiwał, który bardzo często był takim językiem już półprofesjonalnym. To było na pewno nie tylko bardzo interesujące i po prostu fajne, lecz także rozwijające. Będę chciał uhonorować tego wybitnego naszego rodaka jako Prezydent Rzeczypospolitej.

 

W jaki sposób, Panie Prezydencie? 

Nie będę ukrywał, że jest taka propozycja, aby odznaczyć Papcia Chmiela pośmiertnie. Tym odznaczeniem, które rozważam bardzo poważnie, jest Order Orła Białego. Uważam, że jego zasługa dla młodzieży w Polsce, tamtej młodzieży w Polsce, lecz także dzisiejszej młodzieży, która też w wielu przypadkach korzysta, jest ogromna. Jest to jeden z tych, myślę, cichych bohaterów dobrego wychowania młodzieży. 

 

Tu się z Panem w stu procentach zgadzam. Panie Prezydencie, ostatnie pytanie, co roku przekazuje Pan coś na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy? Jak to będzie w tym roku? To będzie zupełnie inna Orkiestra, umówmy się, niż wszystkie dotychczasowe w związku z tym, że żyjemy w takiej rzeczywistości, a nie innej.

Żona ze mną rozmawiała na ten temat. Oczywiście, że powiedziałem, żebyśmy przekazali, tym bardziej że o ile dobrze pamiętam, dla dzieci jest ta aukcja tegoroczna i cała zbiórka, więc wiem, że przedmioty miały zostać przekazane i mam nadzieję, że przyczynią się do zebrania jak najbardziej pokaźnej kwoty na pomoc dla dzieci.

 

Wszyscy trzymamy tutaj Pana za słowo. Panie Prezydencie, dziękuję bardzo serdecznie za rozmowę.

Dziękuję bardzo. 

 

Andrzej Duda był gościem specjalnego wydania programu „Sprawdzam”. Krzysztof Skórzyński, widzimy się za tydzień o tej samej porze. Panie Prezydencie, dobrej nocy.

 

Dziękuję, dobrej nocy.

Poleć znajomemu