Menu rozwijane

27 grudnia 2021

Bogdan Rymanowski, Polsat News: Dobry wieczór Państwu, witam serdecznie z Poznania. Dzisiaj Narodowy Dzień Zwycięskiego Powstania Wielkopolskiego. Gościem „Wydarzeń” jest Prezydent Andrzej Duda. Witam serdecznie, Panie Prezydencie, dobry wieczór.
Prezydent RP Andrzej Duda: Dobry wieczór, Panie Redaktorze. Witam naszych widzów.

I przejdźmy do najważniejszej decyzji dnia, a dla niektórych pewno i roku. Decyzję podjął Pan kilka godzin temu, ogłosił ją Pan – a mianowicie weto wobec ustawy medialnej. Co było główną przyczyną tego, że zgłosił Pan weto? To, że bał się Pan, że w trudnej sytuacji geopolitycznej Amerykanie zostawią nas jako sojusznika i na przykład wycofają wojska amerykańskie w rewanżu za to, co się stało?
Zasady, Panie Redaktorze. Zasady spowodowały, że decyzja była taka, a nie inna. Ja tę decyzję – śmiało można powiedzieć – zapowiadałem przede wszystkim moim kolegom parlamentarzystom, którzy mieli nad tymi sprawami głosować, jeszcze w sierpniu.
Przypominam moje wystąpienie 15 sierpnia na placu Marszałka Józefa Piłsudskiego w Warszawie, gdy sygnalizowałem już, że treść tej ustawy – według mnie – nie koresponduje z zasadami, którymi powinniśmy się kierować także w polityce międzynarodowej: [chodzi o] zasady dotrzymywania umów, zasady lojalności i dobrej współpracy z sojusznikami.
Ale także w kwestii rzeczywiście bardzo ważnych zasad konstytucyjnych: wolności gospodarczej, poszanowania prawa własności, trochę także wolności słowa, aczkolwiek przede wszystkim jednak wolności gospodarczej, poszanowania prawa własności, praw dobrze nabytych.
To było zresztą to, o czym dzisiaj mówiłem w swoim wystąpieniu, sygnalizując, dlaczego ta decyzja jest taka, a nie inna.

A gdzieś w tyle głowy nie było jednak myśli o sytuacji geopolitycznej? Sytuacja jest bardzo trudna: mamy żądania, mamy ultimatum Władimira Putina wobec Zachodu, mamy groźbę wojny na Ukrainie, no i mamy – oczywiście – wojska naszego sojusznika w Polsce.
Przepraszam, ale kwestii jakiejś jednej ustawy – i w tym przypadku akurat jednej firmy ze Stanów Zjednoczonych – trudno mi jest w sposób poważny przekładać ją na sytuację geopolityczną, strategiczną. Jeżeli miałoby się coś stać w polityce strategicznej Stanów Zjednoczonych przez to wydarzenie, to uznałbym to wyłącznie za pretekst ku temu, żeby dokonać jakichś zmian w polityce strategicznej.
Więc jeżeli miałyby się zdarzyć jakieś zmiany w polityce strategicznej Stanów Zjednoczonych, to one i tak się zdarzą – niezależnie od tego, jakie byłyby tu decyzje. Bo nie wierzę, że taka kwestia mogłaby powodować zmiany w polityce strategicznej, która jest długofalowa i wielodziesięcioletnia.

Czyli nie wyobraża Pan sobie sytuacji, że gdyby ta ustawa weszła w życie, Amerykanie mogliby z Polski wyjść?
Nie, nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Oczywiście to na pewno spowodowałoby poruszenie w Stanach Zjednoczonych, dlatego że tam rzeczywiście jest tak, że biznes ma poparcie ze wszystkich stron amerykańskiej sceny politycznej – jest tam bardzo twarda polityka biznesowa. I jaka administracja by to nie była – czy republikańska, czy demokratyczna – amerykańskich firm broni zawsze. Warto się na tym wzorować – mówię to też do moich koleżanek i kolegów polityków. Twardo popierane są tam firmy amerykańskie, nie oglądają się na nic. My też powinniśmy tak samo popierać firmy polskie w przestrzeni międzynarodowej.
Natomiast tutaj dla mnie było to przede wszystkim rozpatrywane z punktu widzenia naszych interesów i naszych spraw, naszej konstytucji i naszych zasad, którymi my – w moim przekonaniu – powinniśmy się kierować. Jak powiedziałem: jeżeli oczekujemy, że inni będą nas traktowali poważnie, będą przestrzegali umów, które z nami zawarli – także sojuszniczych – to wymagajmy od siebie, żebyśmy i my tych umów przestrzegali.

No i okazuje się, że sprawił Pan duży zawód swoim byłym kolegom z Prawa i Sprawiedliwości. Pierwsze komentarze są bardzo wstrzemięźliwe, mniej więcej takie, że „szanujemy decyzję Pana Prezydenta, no ale jednak jesteśmy zawiedzeni”. Na przykład posłanka Lewicy skomentowała to krótko: jej zdaniem to, co Pan zrobił – pani poseł Maciejewska – to policzek dla Jarosława Kaczyńskiego. Taki był Pański cel?
Zostawmy wypowiedzi posłów, polityków, przedstawicieli opozycji, którzy na przestrzeni ostatnich tygodni wypowiadali się naprawdę w różny sposób, nieraz wręcz gorszący.
Patrzę na to przede wszystkim jednocześnie z punktu widzenia konstytucyjnego i społecznego. Dla mnie bardzo ważne były kwestie konstytucyjne – powtarzam – o których wspominałem już wcześniej. Bo przecież dokładnie o nich mówiłem w sierpniu.

Pamiętam. Ale jakoś koledzy z PiS–u wtedy Pana nie posłuchali. Dalej brnęli w tę ustawę. Dlaczego?
Ale to już nie moja wina.

Jest Pan rozczarowany tym, jak się zachowali?
Jestem zdumiony. Natomiast powiem tak: kwestie konstytucyjne, kwestie pewnej rzetelności z naszej strony – mówię o tym pacta sunt servanda, o którym dzisiaj tak wyraźnie mówiłem w południe – i trzecia sprawa, to, co słyszałem od ludzi, po prostu od moich rodaków, na przestrzeni ostatnich dni. Bo rzeczywiście, jak dzisiaj mówiłem w czasie swojego wystąpienia, miałem cały szereg takich bardzo spontanicznych spotkań, na zasadzie że po prostu podeszli do mnie ludzie – dosłownie w ostatnich dniach.

Na ulicy?!
Tak, na ulicy.

I co mówili? Panie Prezydencie, weto, weto i jeszcze raz weto?
„Panie Prezydencie, czy mogę z Panem porozmawiać?”. To były bardzo kulturalne rozmowy. Zresztą jestem za to wdzięczny, dlatego że były to w dużej części na pewno osoby, które – powiedzmy – mają odmienne od moich poglądy na wiele kwestii związanych z tym, jak powinny być prowadzone polskie sprawy. Zresztą część z nich nie ukrywała, że nie byli tymi, którzy wcześniej na mnie głosowali. Ale podeszli do mnie – cieszę się, że się na to odważyli, bo jestem otwarty i na kulturalną, rzeczową rozmowę jestem zawsze gotowy. Zamieniliśmy dosłownie kilka zdań.
I w tych zdaniach zawsze odczuwałem po prostu niepokój. Była nawet taka sytuacja, że rozmawiała ze mną pani, mówiła, że jest zaniepokojona właśnie tym, że będzie ograniczana wolność słowa. Powiedziałem, że akurat jeżeli chodzi o kwestię wolności słowa, jakby nie do końca mogę podzielić jej zdanie, bo uważam, że wolności słowa jest u nas bardzo dużo. Bardzo często ta wolność słowa w ustach niektórych jest w ogóle za daleko posunięta, bo sprowadza się też do tego, że poniżają i obrażają innych, czego nie powinno być – ale zostawmy to już.
Natomiast podszedł również jej mąż i mówi tak: „Panie Prezydencie, jestem byłym mundurowym – tak powiedział – po co nam ta kolejna awantura? Mamy tyle problemów, tyle niepokojących rzeczy dzieje się na wschodzie. Po co nam ta awantura?”. To był tak normalny głos człowieka, który trochę interesuje się polityką, trochę ogląda media, ale tak naprawdę jest zajęty własnym życiem, własnymi sprawami – po prostu [głos] normalnego człowieka, który chciałby, żeby sytuacja trochę się uspokoiła, który uważa, że niepotrzebnie w niektórych kwestiach brnie się tak daleko.
Doszedłem do wniosku, że jeżeli rzeczywiście widzę tu dookoła tyle problemów, jeżeli to jest tak odbierane, to po prostu trzeba to przeciąć.

Czyli vox populi, vox Dei?
Też – tak, oczywiście.

No dobrze, mamy też komentarz człowieka, którego zapewne dobrze Pan zna – Donald Tusk. Zdaniem Donalda Tuska Pańska decyzja oznacza, że ulica i zagranica – w tym przypadku Ameryka – czyli presja, mają sens. Uległ Pan presji?
Panie Redaktorze, ja w sierpniu zapowiadałem swoją decyzję.

Czyli co – ta ostatnia demonstracja pod Pałacem Prezydenckim była niepotrzebna?
Zapowiadałem swoją decyzję w sierpniu. Takie demonstracje pod Pałacem Prezydenckim czy jakieś pokrzykiwania ze strony jakiegoś sfrustrowanego polityka nie mają dla mnie specjalnego znaczenia.

Donald Tusk jest sfrustrowany?
Myślę, że tak. Utracił dużo ze swojego…

Przyjechał do Polski i tak naprawdę reaktywował Platformę. Jego partia jest znowu numerem 1 na opozycji. To chyba sukces?
Zobaczymy.

A jak Pan przyjął ten wiersz cytowany przed Pałacem Prezydenckim – wiersz Czesława Miłosza, fragment: „Lepszy dla ciebie byłby świt zimowy i sznur, i gałąź pod ciężarem zgięta”?
To mówi człowiek, który był premierem i odpowiadał właściwie za całość polskiego państwa w czasie, gdy była katastrofa smoleńska? To bardzo ciekawe.

Ale odczuł Pan…
Do kogo to mówił? Nie odebrałem tego, że mówi to do mnie.

Mówił, że adresuje to do lokatora Pałacu Prezydenckiego.
Nie odebrałem tego do siebie.

A Pan lubi Miłosza?
Tak – lubię, szanuję. Lubię poezję.

Ale odebrał Pan to jako groźbę? Te słowa Donalda Tuska. Czy nie?
Jestem poważnym człowiekiem. Nie odebrałem tego jako groźby.

No dobrze. Dzisiaj Jarosław Kaczyński udzielił wywiadu moim kolegom z Interii – Marcinowi Fijołkowi, a także Piotrowi Witwickiemu. I tam powiedział wprost: przyznał, że między Prezydentem Dudą a Prezesem Kaczyńskim od wielu miesięcy panuje coś, co można nazwać chyba szorstką przyjaźnią. Bo podobno ze sobą w ogóle nie rozmawiacie. To prawda?
Przede wszystkim zacznijmy od tego, że jesteśmy politykami innych pokoleń. Pan Premier Jarosław Kaczyński to akurat dokładnie pokolenie moich rodziców, nawet ten sam rocznik, więc jesteśmy politykami różnych pokoleń.

Ale z rodzicami przecież Pan się świetnie dogaduje.
Aczkolwiek w wielu sprawach mamy odmienne spojrzenie i odmienne zdanie. Tak samo zresztą jak są sprawy, w których mam odmienne zdanie i odmienne spojrzenie niż na przykład moja córka. Myślę, że jest to po prostu rzeczywiście kwestia tego, że różne pokolenia na różne sprawy różnie patrzą, często bazują na swoich życiowych doświadczeniach. Ale na przykład wcale nie uważam, żebym zawsze miał rację w relacji z moją córką i w dyskusjach z nią.

Ale właśnie może o to chodzi, żeby dyskutować, żeby te pokolenia ze sobą się spotykały? Czy nie sądzi Pan, że to nie jest dobre dla Polski, że prezes największej partii nie spotyka się z Prezydentem, który z tej partii się wywodzi? Był kandydatem tej partii.
Mam ogromny szacunek do Pana Premiera Jarosława Kaczyńskiego. Proszę pamiętać, że początek mojej obecności w polityce to uczestnictwo wtedy w jego rządzie, w latach 2006/2007. Jest to człowiek, który stoi na czele ugrupowania, w którym w jakimś sensie wychowałem się politycznie. Bo cała moja droga polityczna była związana z Prawem i Sprawiedliwością. Mam do niego wielki szacunek.
Zawsze podkreślam, że fakt, że w 2014 roku podjął decyzję, by to właśnie mnie wystawić wtedy jako kandydata w wyborach prezydenckich, wymagało ogromnej odwagi i niezwykłej przenikliwości. Bo chyba bardzo niewielu ludzi w Polsce spodziewało się, że może nastąpić coś takiego. A jednak!
Ugrupowanie wygrało te wybory, a ja byłem tym, który te wybory prowadził w takim sensie, że byłem liderem. W związku z powyższym naprawdę jest to polityk z ogromnym doświadczeniem i niezwykłą przenikliwością. Jak powiedziałem: mam do niego wielki szacunek. Pałac Prezydencki jest zawsze otwarty na każde spotkanie z Panem Premierem Jarosławem Kaczyńskim.

Czyli to Prezes Kaczyński powinien zadzwonić z Nowogrodzkiej i poprosić o audiencję?
Jest możliwe spotkanie, praktycznie rzecz biorąc, w każdej chwili. Zaproszenie jest zawsze otwarte.

Czyli te ciche dni między Wami się skończą, tak?
Jak powiedziałem, Panie Redaktorze: zaproszenie jest zawsze otwarte.

To jeszcze jeden fragment tego wywiadu z Interii. Pan Premier Kaczyński był pytany o sprawy ustaw sądowych i on tam wprost zasugerował, że to Pan jest w jakimś sensie przeszkodą do tego, żeby – po pierwsze – zlikwidować Izbę Dyscyplinarną i – po drugie – dokonać zmian w Sądzie Najwyższym. Czy rzeczywiście jest tak, że Pan tutaj też składa takie nieformalne weto i mamy problem?
Nie wiem, skąd Pan Premier Jarosław Kaczyński ma takie informacje, że jestem przeciwny jakimś przekształceniom w zakresie Izby Dyscyplinarnej w Sądzie Najwyższym – trudno mi na to pytanie odpowiedzieć, nie wiem, dlaczego ma takie przekonanie.

„Sprawa Izby Dyscyplinarnej – to dokładny cytat – i zmian w Sądzie Najwyższym bez pewnych kłopotów, w moim przekonaniu pozamerytorycznych, byłaby załatwiona”. Czy jest jakiś problem niemerytoryczny? Czy ten problem wynika z postawy, czy z działań, czy ze stanowiska Pana Prezydenta? Bo tak to odebrałem.
Nie wiem. Ja w każdym razie patrzę bardzo sceptycznie na propozycję reformy, jaką proponowano już w 2017 roku, wobec której sprzeciwiłem się i zgłosiłem wtedy weto. Bo uważałem, że tak daleko idące kompetencje Prokuratora Generalnego wobec Sądu Najwyższego są niedopuszczalne. I wobec takich reform, które w efekcie prowadziłby do takiego skutku, jestem przeciwny, bo uważam je za z gruntu złe, za kierunek niewłaściwy.

Ale czy Pan już widział, analizował te pomysły Pana Ministra Ziobry, czy jeszcze nie? Czy nie widział Pan efektów końcowych?
Były ze mną prowadzone na ten temat rozmowy, odbywały się już konsultacje i rzeczywiście jest tak, że w części punktów zgłosiłem tutaj zdecydowany sprzeciw. Natomiast…

Na przykład w jakich? O co chodzi tak naprawdę? Z czym się Pan nie zgadza? Z jakimi pomysłami Pana Ministra Ziobry?
Najpierw musiałyby zostać oficjalnie przedstawione projekty ustaw w takiej postaci, w jakiej Pan Minister Ziobro i jego współpracownicy będą je proponowali w tej chwili. Ostatnich po naszych rozmowach wersji projektu nie widziałem, więc trudno mi powiedzieć, jaką mają postać w tej chwili.

Ale spotykacie się, rozmawiacie ze Zbigniewem Ziobrą?
Były tam takie propozycje na przykład, żeby de facto zmienić sposób ustalania składu Sądu Najwyższego, z czym osobiście się nie zgadzałem. Powiedziałem wtedy Panu Ministrowi i jego przedstawicielom, którzy razem z nim byli, którzy przygotowywali te projekty, że tej drogi nie uważam za właściwą i musimy tu absolutnie realizować standardy konstytucyjne.

Panie Prezydencie, tuż przed świętami Pan Minister Zdrowia podpisał rozporządzenie w sprawie obowiązkowych szczepień dla medyków. Dzisiaj mija rok od pierwszego szczepienia w Polsce. Pan wiele razy mówił, że jest przeciwny obowiązkowi szczepień. Czy decyzja Pana Ministra Niedzielskiego to błąd?
Nie będę ukrywał, że trafił Pan Redaktor na temat, który jest dla mnie trudny, dlatego że – oczywiście – fakt jest faktem, Pan Redaktor ma rację, że wielokrotnie deklarowałem, że jestem sceptycznie nastawiony wobec obowiązkowości szczepień, mówiliśmy przede wszystkim o szczepieniach przeciwko grypie. Sam jestem zaszczepiony trzykrotnie przeciwko koronawirusowi. Trzecie szczepienie było nie tak dawno, zresztą publicznie ogłaszałem, że przyjęliśmy z żoną dawkę przypominającą. I wszystkich namawiam, by się zaszczepić, dlatego że widzimy, co się dzieje.
Sam niedawno byłem na pogrzebie znajomego w stosunkowo młodym wieku, nawet jeszcze w kwiecie wieku, który – niestety – odszedł właśnie w związku z koronawirusem, nie był zaszczepiony. Wiem, że absolutna większość przypadków bardzo ciężkich i śmiertelnych to osoby, które nie były zaszczepione. W związku z powyższym jest to widomy dowód, że szczepienie przynosi pozytywny efekt – że po prostu ratuje życie.

Wielu prawników, w tym na przykład Rzecznik Praw Obywatelskich, mówi, że jednak tego rodzaju ograniczenie praw obywatelskich, jakim jest obowiązek bądź przymus szczepień, powinno być wprowadzane w życie ustawą, a nie rozporządzeniem. Czy Pan tutaj nie widzi problemu, że jednak to powinno być załatwione ustawą?
Uważam, że trzeba by to wprowadzić rzeczywiście na poziomie ustawowym. Mówię o tym: jest to dla mnie temat trudny, bo mamy nawet spór w domu – moja żona jest zwolenniczką tego, by jednak wprowadzić obowiązkowe szczepienia przynajmniej dla poszczególnych grup zawodowych, a ja mam tu ogromne wahanie.
Jestem zwolennikiem tworzenia pewnej presji, ale o charakterze „prosimy, zaszczep się, zrobisz rozsądnie, jeżeli się zaszczepisz” – namawiania do tego, by się zaszczepić. Natomiast cały czas wzbudza moje wątpliwości nakładanie obowiązku szczepienia, dlatego że obawiam się też, jakie to będzie miało u nas skutki społeczne.

No właśnie – jaki to może mieć efekt?
Wszyscy doskonale wiemy, że my – jako naród – jesteśmy bardzo przekorni. Jeżeli do czegoś nas zmuszają, to zwykle zachowujemy się w sposób odwrotny niż to, do czego próbują nas przymusić. Boję się, że będzie silny sprzeciw społeczny przeciwko temu, i ogromnie martwi mnie ta sytuacja. Dlatego mam takie wątpliwości. Nie ukrywam – mam tu ogromną wątpliwość.
Sam się szczepię, namawiam, by się szczepić. Ale żeby przymusić do szczepienia, wprowadzić obowiązek… No bo jeżeli ma być obowiązkiem skutecznym, to musi być zarazem również jakaś forma przymuszenia.

Właśnie – rozporządzenie czy ustawa? Bo jest ryzyko, że może być fala pozwów.
Jeżeli miałoby to mieć taką formułę, to uważam, że w tej sprawie musiałby być chyba jednak ustawa.

A gdyby taka ustawa została położona na Pańskim biurku, Panie Prezydencie, to zgłosiłby Pan weto czy nie? Podpisałby Pan ustawę o obowiązku szczepień?
Mam taki zwyczaj, że o ustawie mówię wtedy, gdy jest na moim biurku. A przynajmniej gdy rzeczywiście jest sformułowana i gdy się nad nią pracuje w sensie parlamentarnym. Więc – jak powiedziałem – jest to dla mnie sprawa bardzo trudna. Musiałbym się temu dokładnie przyjrzeć. Po to mam Radę ds. Ochrony Zdrowia w Narodowej Radzie Rozwoju, by usiąść z ekspertami i jeszcze porozmawiać na ten temat.

Czyli będzie Pan miał podobny dylemat, gdy trafi do Pana – być może już za kilka tygodni – ustawa, która jest w tej chwili procedowana w Sejmie, pana posła Hoca. Chodzi o to, że pracodawca dostanie – jeśli przejdzie ta ustawa – prawo do sprawdzenia statusu szczepień pracownika. Czyli jeśli taka ustawa, w tej formie trafiłaby do Pana na biurko, to co by Pan zrobił? Byłby Pan za, czy przeciw?
Na pewno będę się jej bardzo uważnie przyglądał.

Ale dzisiaj co Pan czuje? Że to jest dobre rozwiązanie czy nie do końca?
Na pewno będę się jej bardzo uważnie przyglądał. Tutaj ścierają się ze sobą wartości. Bo – z jednej strony – jest tak, że w jakimś sensie trzeba się pochylić i zrozumieć, że osoby, które nie chcą się poddać szczepieniu, w jakiś sposób się obawiają, mają wątpliwości itd. Człowiekowi wolno mieć wątpliwości, może się obawiać.
Ale z drugiej strony – jest to także kwestia bezpieczeństwa innych osób, a nie tylko ich samych. I nie jest to tylko kwestia bezpieczeństwa ich najbliższych – to także kwestia bezpieczeństwa innych osób…

Można powiedzieć, że…
…choćby na terenie zakładu pracy – to kwestia funkcjonowania tego zakładu pracy, to kwestia tego, czy firma będzie mogła produkować, pracować, czy nie; czy też będzie miała przestoje w swojej działalności w związku z tym, że pandemia koronawirusa będzie się rozprzestrzeniała na terenie firmy. To są rzeczywiście bardzo złożone kwestie.

Czyli trudne decyzje wciąż przed Panem?
Tak, to jest bardzo trudna decyzja.

015_Andrzej_Duda_powstanie_wielkopolskie_wywiad_Polsat_20211227_MBO11574.jpg [255.72 KB]

Panie Prezydencie, zaczęliśmy od sytuacji wokół Polski, od sytuacji geopolitycznej. Mamy wprost żądania Prezydenta Putina, żeby NATO zgodziło się na pewne ultimatum. Mamy wręcz wypowiedź z wczoraj, że „jeśli Ameryka i NATO nie zastosują się do naszego ultimatum – mówi Prezydent Rosji – to nastąpi wojskowo–techniczna odpowiedź”. Musimy się liczyć z wojną?
Absolutnie się z tym nie zgadzam. Uważam, że twarda postawa Sojuszu Północnoatlantyckiego – przede wszystkim z lat 70., a głównie z lat 80., gdy prezydentem był Ronald Reagan – doprowadziła do upadku Związku Sowieckiego. Twarda, zdecydowana postawa Sojuszu Północnoatlantyckiego doprowadziła do tego, że właśnie nie doszło do poważnej wojny, a zwłaszcza nuklearnej, ponieważ Związek Sowiecki bał się przeprowadzić jakikolwiek atak choćby na jedno państwo NATO. Dlaczego? Dlatego że NATO było silne, twarde i zdecydowane. Uważam, że silna i twarda postawa chłodzi rozpalone imperialnymi ambicjami głowy, i myślę, że taka twarda postawa skutecznie zapobiega wojnie.
Zresztą jest stare, znane od stuleci powiedzenie: chcesz pokoju, szykuj się do wojny. To znaczy tak skutecznie bądź gotowy na to, że mogą cię zaatakować, żebyś mógł odeprzeć ten atak; nie będzie się opłacało cię atakować, jeżeli zaatakowanie ciebie będzie się wiązało z dużymi stratami.

Ale czy to znaczy, że Prezydent Biden jest za miękki wobec Prezydenta Putina?
To znaczy, że Prezydent Putin poczuł wiatr w żagle. Jacyś doradcy [mu powiedzieli] czy może sam zdecydował, że to jest dobry moment, by w pandemii koronawirusa – gdy wiemy, że panuje ogólne zaniepokojenie społeczne, że wiele państw boryka się z problemami gospodarczymi, że ogólnie jest sytuacja kryzysowa – doprowadzić do kryzysu gazowego, bo przecież to Rosja doprowadziła do kryzysu gazowego i ten wzrost cen surowców energetycznych, który obserwujemy, jest właśnie z tym związany, z jednej strony; a z drugiej – żeby spróbować zrealizować swoje imperialne ambicje na drodze półdyplomatycznej.

Czyli wykorzystujemy słabość Europy i słabość Zachodu?
Uznał, że Zachód jest słaby – to jego opinia.

A nie jest, Panie Prezydencie?
Uważam, że jeżeli Zachód pokaże bardzo twardą i zdecydowaną postawę i powie: „Absolutnie w ogóle nie mamy o czym rozmawiać”, to pokaże, że jest twardy. I uważam, że taką postawę powinien pokazać, powinien powiedzieć: „To w ogóle nie jest temat do rozmowy”.
Przypominam: w 2014 roku, gdy Rosja zaatakowała Ukrainę, zakończyły się poważne rozmowy z Rosją, wszystko zeszło de facto na najniższy poziom dyplomatyczny. Rozmowy cały czas się toczyły, ale na bardzo niskim poziomie dyplomatycznym, z premedytacją.
Dopóki sprawa okupowanego Krymu, dopóki sprawa okupowanych terenów Ukrainy nie zostanie rozwiązana – czy to w formacie normandzkim, czy jakimś innym – dopóki Rosja nie cofnie się z działań agresorskich, do których doprowadziła, których się dopuściła, nie mamy o czym rozmawiać. Bo nie wolno zaakceptować przesunięcia granic w Europie po II wojnie światowej siłą.

Ale mamy już zapowiedź, Panie Prezydencie: 12 stycznia posiedzenie NATO–Rosja. To błąd?
Wszystko zależy od tego, na jakim poziomie będą toczyły się te rozmowy i jaki będzie ich temat – jaką decyzję podejmie Zachód. Uważam, że jeżeli poziom dyplomatyczny będzie wysoki i jeżeli w ogóle będzie rozmowa na temat tych propozycji, tego ultimatum, które przedstawił Władimir Putin, to będzie błąd ze strony Zachodu.

Panie Prezydencie, jak donosi agencja AP, oprogramowanie Pegasus było wykorzystywane w okresie kampanii wyborczej przeciwko politykowi Platformy, panu senatorowi Krzysztofowi Brejzie, a także przeciwko Romanowi Giertychowi i pani prokurator Wrzosek. Czy to polska Watergate?
Od tego jest parlament, żeby te sprawy były wyjaśniane w parlamencie.

Komisja śledcza?
Nie wykluczam. Jeżeli taka będzie decyzja posłów, jeżeli taka będzie decyzja parlamentu, jeżeli są takie twierdzenia. Nic nie słyszałem o tym, żeby były jakiekolwiek dowody na tę okoliczność – tu żeby była jasność. Żadnego dowodu na tę okoliczność nie widziałem i mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że nigdy nie miałem żadnej korespondencji w tej sprawie, nigdy nikt ze mną na ten temat nie rozmawiał. W związku z powyższym jestem za tym, żeby absolutnie tę sprawę wyjaśnić.

Czyli byłby Pan w stanie… czy namawiałby Pan dawnych kolegów z Prawa i Sprawiedliwości – bo to oni dysponują większością – do tego, by zgodzili się na powołanie komisji śledczej jeszcze w tej kadencji Sejmu?
Jeżeli pojawiają się takie twierdzenia, to sprawa wymaga wyjaśnienia.

Czyli komisja śledcza?
Zwłaszcza jeżeli tego typu twierdzenia dotyczą prokuratora, który prowadził jakąś sprawę. Zdumiewające były dla mnie te informacje. Jak mówię: nigdy o tym nie słyszałem i nigdy też nie miałem żadnych dokumentów, które o czymś takim mogłyby stanowić. W związku z powyższym uważam, że sprawę trzeba wyjaśnić, skoro są takie twierdzenia.

Telefon senatora Brejzy miał być zhakowany 33 razy w okresie od 26 kwietnia do 23 października 2019 roku.
Jest Komisja ds. Służb Specjalnych. Rozumiem, że chodzi o służby specjalne. Więc przecież jest w parlamencie Komisja ds. Służb Specjalnych – może to być przedmiotem dyskusji, pracy komisji.

No dobrze, ale komisja śledcza ma większe uprawnienia. To Komisja ds. Służb Specjalnych czy komisja śledcza?
Zostawmy to Sejmowi i posłom, bo to oni zdecydują. Powtarzam: jest w Sejmie choćby Komisja ds. Służb Specjalnych, która – jeżeli są wątpliwości – w pierwszej kolejności mogłaby się tym zająć.

Panie Prezydencie, za kilka tygodni kończy się kadencja Prezesa Narodowego Banku Polskiego, Adama Glapińskiego. Czy wysunie Pan jego kandydaturę na drugą kadencję?
Uważam, że Pan Prezes Glapiński dobrze się sprawdził na tym stanowisku przez swoją pierwszą kadencję, dobrze działał. Jak powiedziałem: w bardzo trudnym momencie miałem właściwie codzienny kontakt z Panem Prezesem, prof. Adamem Glapińskim, w czasie gdy była ogromna obawa, że może dojść do paniki bankowej, i Pan Prezes działał wtedy w bardzo spokojny sposób, co – muszę powiedzieć – zrobiło na mnie rzeczywiście duże wrażenie.

Nie za późno zareagował, jeśli chodzi o podwyżkę stóp procentowych i blokadę inflacji?
Tak się mówiło w mediach, Panie Redaktorze, i tak też twierdzili niektórzy przedstawiciele opozycji. Ale dzisiaj wielu ekspertów właśnie twierdzi zupełnie inaczej – że zareagował we właściwy sposób i ta reakcja wcale nie była spóźniona.

No i proszę, okazuje się, że jednak może się Pan zgadzać w jakiejś sprawie z Prezesem Kaczyńskim, bo on również ma pozytywną opinię na temat Prezesa Glapińskiego.
Dlatego że Pan Premier Jarosław Kaczyński ma – oczywiście – swoją wiedzę, bo na bieżąco zajmuje się sprawami państwowymi. Ja również zajmuję się na bieżąco sprawami państwowymi i również mam swoją wiedzę. Jak widać, ta wiedza jest tutaj spójna.

Czyli Adam Glapiński na drugą kadencję – to 100 proc. pewne.
Powtarzam: tak jak mówiłem, Panie Redaktorze, Pan Prezes Adam Glapiński w moim przekonaniu dobrze wykonywał swoje obowiązki w pierwszej kadencji.

Pytanie, jak Polacy uporają się z tymi podwyżkami cen prądu i gazu, bo one są bardzo istotne i potężne.
Dotyka to nas wszystkich. Ja też ogrzewam swoje mieszkanie gazem i też mnie to dotyka. Jest to rzeczywiście ogromny problem. Ale – jak powiedzieliśmy przed momentem – niestety, dzisiaj są to działania, które prowadzi Rosja.
W jakimś sensie patrząc w szerokiej perspektywie, można mówić tak: to właśnie bardzo dobrze, że prowadzimy taką dalekowzroczną politykę; że dywersyfikujemy choćby źródła dostaw gazu; że mamy pozawierane długoterminowe kontrakty na dostawę gazu, choćby właśnie gazu skroplonego LNG do naszego gazoportu w Świnoujściu; że mamy długofalowe, długoterminowe umowy z Katarem; że mamy długoterminowe umowy ze Stanami Zjednoczonymi na dostawy gazu. To pokazuje właśnie dalekowzroczną, odpowiedzialną politykę, którą realizujemy.

Już na koniec à propos Rosji: przed nami mecz Polska–Rosja. To jest pierwsze spotkanie o awans do mistrzostw świata. No i mamy zaskakującą decyzję portugalskiego trenera polskiej reprezentacji, Paula Sousy. Co Pan poczuł, jak Pan usłyszał, że trener chce zrezygnować?
Muszę powiedzieć, że w pierwszej chwili ze zdumienia nie mogłem uwierzyć w informację, że coś takiego dzieje się właściwie tuż–tuż przed tym niezwykle ważnym momentem dla naszej reprezentacji. Sytuacja jest kuriozalna. Jak dzisiaj zażartował jeden z moich współpracowników – krakowianin – ostatni raz taka historia zdarzyła się za czasów Henryka Walezego, który uciekł nocą z Wawelu.

To nie najlepsza reklama dla Polski, Panie Prezydencie.
Jest to zupełnie kuriozalna sytuacja i przede wszystkim bardzo trudna dla naszej reprezentacji.

No właśnie, oni są w trudnej sytuacji. Na koniec: na kogo by Pan postawił? Powrót do Adama Nawałki? Trener Papszun? Trener Michniewicz? A może jeszcze raz trener zagraniczny na te parę tygodni czy miesięcy?
Decyzja nie należy do mnie. Proszę sobie wyobrazić, że nie jestem ekspertem w dziedzinie piłki nożnej (śmiech). Co prawda wszyscy Polacy, zwłaszcza faceci, uważają się za ekspertów w tej dziedzinie.

Wszyscy Polacy, tak jest. Ale ma Pan na pewno jakieś… Czy Polak, czy trener zagraniczny?
Mam bardzo duży szacunek do wspomnianego trenera, pana Adama Nawałki, osobiście bardzo go lubię i szanuję. Zresztą był też kiedyś świetnym zawodnikiem.

Wisły Kraków.
Ale to nie są – na szczęście – moje decyzje, kto będzie trenerem polskiej reprezentacji. Mam tylko nadzieję, że będzie to osoba, która z werwą przystąpi [do pracy], szybko złapie porozumienie z zawodnikami i wprowadzi nową jakość do gry polskiej reprezentacji – tak, że będziemy mieli z tego radość.

I pojedziemy do Kataru.
Miejmy nadzieję.

Bardzo dziękuję, Panie Prezydencie.
Kibicujemy.

Tak jest. Ta trudna decyzja przed Prezesem Kuleszą, szefem PZPN–u. Dziękuję za rozmowę, Panie Prezydencie. Gościem „Wydarzeń” był Prezydent Andrzej Duda. Dziękuję Państwu. Do zobaczenia.

016_Andrzej_Duda_powstanie_wielkopolskie_wywiad_Polsat_20211227_MBO11586.jpg [384.07 KB]

Może Cię zainteresować Para Prezydencka zachęca do szczepień przeciw COVID-19 Prezydent zawetował ustawę o radiofonii i telewizji