Menu rozwijane

20 kwietnia 2020
Pałac Prezydencki. Andrzej Duda udziela wywiadu dla programu „Gość Wydarzeń”
Pałac Prezydencki. Andrzej Duda udziela wywiadu dla programu „Gość Wydarzeń”
Pałac Prezydencki. Andrzej Duda udziela wywiadu dla programu „Gość Wydarzeń”
o862483852.jpg
o1373278727.jpg
o594980770.jpg

Bogdan Rymanowski: Przenosimy się teraz do Pałacu Prezydenckiego. Naszym gościem – gościem „Wydarzeń” – jest Prezydent Andrzej Duda. Dobry wieczór, Panie Prezydencie, witam.

Prezydent Andrzej Duda: Dobry wieczór, Panie Redaktorze. Bardzo serdecznie witam Pana Redaktora i bardzo serdecznie witam też naszych widzów – widzów Polsatu.

Panie Prezydencie, czy Pan wie, kiedy odbędą się wybory?

Mam nadzieję, że odbędą się wtedy, kiedy zostały ogłoszone przez Marszałka Sejmu, dlatego że to ważne dla porządku konstytucyjnego państwa. To ważne także dlatego, by zachowana była ciągłość władzy państwowej.

Pamiętajmy, że urząd Prezydenta Rzeczypospolitej – ta niezwykle prestiżowa, ale i ważna w sensie państwowym, ustrojowym funkcja – to jeden z fundamentów ustrojowych polskiego państwa. Nie ma żadnej ustawy bez podpisu Prezydenta Rzeczypospolitej, a więc nie ma nowego prawa w tym zakresie bez podpisu Prezydenta Rzeczypospolitej.

I sytuacja, w której wybory prezydenckie by się nie odbyły, to bardzo poważne zaburzenie spoistości ustrojowej oraz porządku ustrojowego i konstytucyjnego państwa. Więc powiem otwarcie: w ogóle trudno mi sobie wyobrazić taką sytuację, że do wyborów prezydenckich mogłoby nie dojść.

Ale przyzna Pan, Panie Prezydencie: do wyborów mamy 20 dni i wciąż nie wiemy – nie wiedzą wyborcy, nie wie 30 mln Polaków – w jaki sposób mamy głosować w tych wyborach. To chyba normalne nie jest?

Nie jest to normalne, ale też powiedzmy sobie otwarcie: sytuacja nie jest normalna. Dlatego że nikt nie spodziewał się epidemii, która nastąpiła. Rozumiem, że intencją przede wszystkim rządu, ale również parlamentarzystów – intencją większości sejmowej – jest chronienie w jak największym stopniu, z jednej strony, zdrowia i życia Polaków, co jest dla mnie oczywiste i całkowicie zrozumiałe, ale z drugiej – także właśnie chronienie ładu ustrojowego i porządku konstytucyjnego.

Dlatego – z jednej strony – chcielibyśmy bardzo, żeby odbyły się wybory, ale z drugiej – mamy pełną świadomość, że w jak największym stopniu życie i zdrowie obywateli musi być zabezpieczone. Minister Zdrowia wypowiedział się, że uważa, że gdyby wybory odbyły się w trybie korespondencyjnym, to rzeczywiście bezpieczeństwo będzie podniesione do bardzo wysokiego poziomu.

Tylko trzeba je w tym trybie przeprowadzić. To wymagało zmian ustawowych i stąd teraz apele do Senatu, by jednak jak najprędzej procedował tę ustawę, by te przepisy mogły jak najszybciej wejść w życie – żeby jak najszybciej można było rozpocząć ich realizację. Dla mnie [jest to] zrozumiałe i sam apeluję, by Senat zachował się tu poważnie i odpowiedzialnie.

Panie Prezydencie, mamy już deklarację pana marszałka Grodzkiego i wszystko na to wskazuje, że Senat wykorzysta 30 dni, jakie mu przysługują. W związku z tym, czy widzi Pan możliwość przesunięcia wyborów z 10 maja na 17 bądź na 23 maja?

To zawsze budzi istotne wątpliwości, dlatego że jest to przesunięcie już biegnącego terminu, który został wcześniej przez Marszałek Sejmu ogłoszony zgodnie z obowiązującymi przepisami, przede wszystkim konstytucji. Ale to jest zawsze decyzja Marszałka Sejmu i proszę w tej sprawie pytać Marszałka Sejmu.

Prezydent nie ma tu, w tej sprawie, nic do zrealizowania z tego względu, że – proszę pamiętać – są to wybory prezydenckie, a więc takie, które akurat w tym wypadku dotyczą także mnie, który pełnię dzisiaj ten urząd z woli wyborców, ale również zdecydowałem się kandydować na kolejną kadencję. Zgodnie z konstytucją mogę kandydować na drugą kadencję, zdecydowałem się na to i również jestem uczestnikiem tych wyborów.

Czyli rozumiem, że Pan nie chciałby podejmować decyzji w grze, w której Pan uczestniczy.

Panie Prezydencie, czy podoba się Panu pomysł, jaki dzisiaj poznaliśmy z ust pana Borysa Budki, żeby przełożyć wybory prezydenckie na za rok? Ale że odbyłoby się to bez zmiany konstytucji. Czy jest to w ogóle – Pana zdaniem – realne?

Przede wszystkim patrzę na wszystkie propozycje, jakie są składane, właśnie z punktu widzenia – z jednej strony – bezpieczeństwa obywateli, z drugiej – porządku ustrojowego i konstytucyjnego państwa. To, żeby była zachowana ciągłość władzy, żeby wszystkie procesy polityczne toczyły się w normalnych, przewidzianych zwyczajnie ramach ustrojowych i konstytucyjnych, ma istotne znaczenie.

Oczywiście są pewne sytuacje, które są ponadstandardowe. Dzisiaj mamy z taką sytuacją do czynienia, mamy czas epidemii. I to rzeczywiście wywołuje pewne zakłócenia – jak doskonale wiemy – w naszym normalnym funkcjonowaniu, także w normalnym funkcjonowaniu z punktu widzenia wyborów, bo chodzi o bezpieczeństwo oraz ochronę zdrowia i życia obywateli.

Ale słuchajmy również tego, co mówi Minister Zdrowia. Pan prof. Łukasz Szumowski mówi wyraźnie: o tym, że będziemy mieli całkowitą wolność od jakiegokolwiek zagrożenia epidemicznego, będziemy mogli mówić tak naprawdę za dwa lata, czyli wtedy, gdy na pewno będzie już szczepionka lub inne lekarstwo przeciwko temu wirusowi.

No dobrze, pan przewodniczący Borys Budka proponuje: przełóżmy to na za rok. Pan jest za czy przeciw?

Pan przewodniczący Borys Budka proponuje za rok. Ja słucham Ministra Zdrowia, to jest dla mnie ekspert. Przepraszam, ale akurat w tej sprawie – pan Borys Budka tak jak ja jest prawnikiem – nie jesteśmy ekspertami w tej materii. Ja słucham eksperta. Ekspert mówi: „Dwóch lat trzeba, żeby było spokojnie i żeby można było te wybory w zwykłym trybie przeprowadzić na pewno”.

I taką propozycję złożył też swego czasu premier Jarosław Gowin. To właśnie on przedstawił propozycję, by te wybory de facto przesunąć o dwa lata – o dwa lata przedłużając prezydencką kadencję. Można ten pomysł różnie oceniać. Oczywiście – jak każdy pomysł – wywołał on dyskusję na scenie politycznej. Niemniej jednak tych ram czasowych się trzymał. I to, że został tak raptownie odrzucony przede wszystkim przez opozycję, która przecież domagała się właśnie odsunięcia w czasie tych wyborów, było dla mnie zdumiewające.

Jeszcze nie wiadomo, Panie Prezydencie. Widział Pan dzisiaj spotkanie pana Budki i pana Gowina, więc być może się dogadają. Czy Pan w ogóle wierzy, że pan Gowin – były wicepremier – będzie miał w sobie taką siłę perswazji, że przekona opozycję? Na razie Lewica tego nie chce, PSL raczej też tego nie chce, pan Borys Budka podjął rozmowy. Czy Pan widzi sens tych rozmów?

Proszę pamiętać, że do tego trzeba większości konstytucyjnej, dlatego że to rzeczywiście wymaga zmiany konstytucji. Natomiast proszę spojrzeć na propozycję pana przewodniczącego Budki. Z jednej strony proponuje, by te wybory odbyły się 16 maja 2021 roku, a z drugiej – proponuje taki mechanizm, że trzeba zmienić ustawę w ten sposób, że stan epidemii po 30 dniach automatycznie przejdzie w stan klęski żywiołowej i następnie 16 [maja] odbędą się wybory.

Tylko proszę spojrzeć na uregulowania konstytucyjne dotyczące stanu klęski żywiołowej. Jest on ogłaszany przez Radę Ministrów na 30 dni. Później może być przedłużany na kolejne okresy 30-dniowe za zgodą Sejmu. Czyli rozumiem, że pan Borys Budka zakłada, że to przedłużenie będzie za każdym razem następowało, tak żeby w efekcie pozostało od lutego do maja 90 dni na okres kampanii wyborczej.

Tylko że to jest ustawianie całego stanu klęski żywiołowej wyłącznie ze względów wyborczych, co tak naprawdę absolutnie nie mieści się w podstawach konstytucyjnych. Więc przepraszam, ale ten pomysł jest co najmniej dziwny. Dziwię się, że przewodniczący Budka z takim pomysłem – jako prawnik – w ogóle wyszedł, bo to się w ramach konstytucyjnych kompletnie nie mieści.

Powiem więcej: proszę sobie wyobrazić sytuację, że Rada Ministrów ogłasza dzisiaj stan klęski żywiołowej, powołując się na takie podstawy, jakie są przewidziane w art. 232 konstytucji, czyli katastrofa naturalna i konieczność usunięcia jej skutków, a następnie twierdzi, że usunięcie jej skutków zajmuje bardzo długi czas i przez kolejne okresy ogłasza przedłużenie na kolejne 30 dni stanu klęski żywiołowej. A ponieważ ma większość sejmową – a wyłącznie ta większość sejmowa jest potrzebna do wyrażenia na to zgody – w związku z czym dzisiaj, patrząc na to, że ta większość jest samodzielna, właściwie mogłoby to trwać czas nieograniczony.

Więc nie wiem, czy pan przewodniczący Borys Budka – jako przedstawiciel opozycji – rzeczywiście dobrze się zastanowił, co w ogóle proponuje. Bo rządzący nie wpadli na taki pomysł – sądzę, że uważali, że to jednak nie licowałoby z literą demokracji i pewnych zasad, które obowiązują w demokratycznym państwie. Chcą – jak rozumiem – przeprowadzić to na normalnej zasadzie. Chcą, by wybory odbyły się na jak najbardziej normalnej zasadzie.

Pan premier Gowin mówi o jeszcze jednej możliwości, bo jest bardzo mało prawdopodobne, żeby opozycja się zmieniła, przynajmniej biorąc pod uwagę dotychczasowe opinie, i zgodziła się na zmianę konstytucji. Pan premier Gowin, były premier, mówi tak: Wprowadźmy na krótko stan klęski żywiołowej i zróbmy wybory w sierpniu. Czy to nie byłoby dobre rozwiązanie, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że władza, że państwo, dostałoby dodatkowe trzy miesiące na perfekcyjne przygotowanie wyborów korespondencyjnych.

Każda taka sytuacja niesie w sobie ogromne kontrowersje z uwagi na to, że jeżeli Pan się przyjrzy dzisiaj funkcjonowaniu polskiego państwa, a ono dziś funkcjonuje w oparciu o przepisy przyjęte przecież nie przez nikogo innego, tylko rząd PO-PSL w 2008 r., nigdy nie kwestionowane, chociażby przed Trybunałem Konstytucyjnym przez żadną stronę sceny politycznej. Te przepisy, na podstawie, których został wprowadzony stan epidemii sięgają tych dwunastu lat wstecz, to wtedy zostały przyjęte. To one dziś są absolutnie wystarczające do tego, żeby walczyć z tą epidemią i jak widzimy, zwłaszcza na tle innych krajów europejskich czy na tle innych państw na świecie – rząd bardzo skutecznie prowadzi dziś tę walkę. W związku z powyższym pytanie, na czym miałaby zasadzać się de facto podstawa wprowadzenia stanu klęski żywiołowej...

Są już przesłanki mówiące o tym, że de facto żyjemy w stanie nadzwyczajnym, mamy zagrożenie epidemiczne, mamy wprowadzone nakazy, są różne ograniczenia, w jakimś sensie obywatele są pozbawieni wolności, chociażby przez to, że nie mogą sobie wszędzie chodzić, dla przyjemności.

Tak, ale wszystko dzieje się na podstawie przepisów, które, tak jak powiedziałem, zostały przyjęte przez większość parlamentarną PO-PSL w 2008 r. i od tamtego czasu nie były kwestionowane. W związku z czym, jeśli to dziś wystarcza, to dlaczego mielibyśmy iść dzisiaj dalej? Czy to właśnie pójście dalej nie byłoby naruszeniem norm konstytucyjnych, bo tak naprawdę okazałoby się, że nie ma podstaw do tego, żeby ten stan nadzwyczajny wprowadzić.

Czyli Pan Prezydent mówi „nie” takiemu rozwiązaniu? Nie wyobraża Pan sobie wprowadzenia stanu klęski żywiołowej i wyborów w sierpniu?

Ja mówię, że jest to sytuacja bardzo kontrowersyjna. Natomiast każde przesuwanie wyborów jest w jakimś sensie zaburzaniem ładu i porządku w państwie. Chciałbym, żeby w jak największym stopniu był zachowany ład i porządek. Ład i porządek jest zachowany wtedy, kiedy wszystko się toczy we wcześniej wyznaczonych ramach. Marszałek Sejmu wyznaczyła ramy wyborów prezydenckich, minister zdrowia mówi: można w tych ramach wybory przeprowadzić i nie będzie to stanowiło zagrożenia dla życia lub zdrowia obywateli, w związku z czym mówię tak: proszę to zrealizować. I uczyńmy dzisiaj wszystko, proszę o to całą scenę polityczną, aby było to możliwe, żeby tę sytuację ustabilizować i żeby państwo polskie mogło dalej spokojnie funkcjonować, aby rząd mógł dalej walczyć z epidemią, by była zachowana tutaj spokojna, ustrojowa i konstytucyjna sytuacja. Dla mnie jest to bardzo ważne i uważam, że ma ogromne znacznie.

Ale przyzna Pan, że jest ryzyko zachowania tego ładu i porządku, skoro były premier Gowin zapowiada, ze nie zgodzi się na wybory korespondencyjne w maju, a to może oznaczać, że ta ustawa, jak wróci z Senatu, bardzo późno, na początku maja, do Sejmu, nie przejdzie. I co w związku z tym? Może dojść do sytuacji, że nie będzie ładu i porządku, tylko będziemy mieć rząd mniejszościowy. Rząd mniejszościowy w sytuacji fatalnej, największego zagrożenia XXI wieku. Pan sobie to wyobraża?

Panie Redaktorze, mam nadzieje, że politycy na scenie politycznej jednak zachowają się w sposób odpowiedzialny i takiego zagrożenia nie będzie. O tę odpowiedzialność do wszystkich stron sceny politycznej apeluję. Apeluję o bardzo spokojną, wyważoną ocenę tej sytuacji, podejmowanie tutaj odpowiedzialnych decyzji, patrząc również na kwestię dobra obywateli. Dobrem obywateli jest to, żeby władze mogły spokojnie funkcjonować, żeby państwo mogło spokojnie funkcjonować, realizując swoją najważniejszą rolę jaką ma, to jest ochrona zdrowia i życia obywateli i chronienie porządku gospodarczego, aby w jak najmniejszym stopniu dosięgnął nas kryzys. To są w tej chwili podstawowe zadania władz państwowych. Jeżeli ktoś będzie chciał tak nieodpowiedzialnie się zachować na scenie politycznej, żeby do tego jeszcze dołączyć kryzys konstytucyjny i ustrojowy, to cóż ja mogę powiedzieć. Nie komentowałbym nawet takiej sytuacji.

Czyli potencjalne weto Porozumienia, to byłaby Pana zdaniem nieodpowiedzialność?

Moim zdaniem byłoby to narażanie państwa polskiego i obywateli na wstrząsy o charakterze ustrojowym, konstytucyjnym, co nie służy nikomu i jestem przekonany, że powinno się dziś uczynić wszystko, żeby w jak najwyższym stopniu zachować porządek i bezpieczeństwo. A to bezpieczeństwo, jak powiedział minister zdrowia, jest w ogromnym stopniu chronione właśnie przez wybory korespondencyjne.

Panie Prezydencie, matematyka polityczna to jedno, przekonamy się jak będzie już na początku maja. Mamy bardzo niewiele czasu wtedy na przygotowanie tych wyborów, ale druga sprawa to jest kwestia tego, czy w ogóle można profesjonalnie przeprowadzić te wybory, używając Poczty Polskiej, a nie PKW. I pytanie, czy te wybory będą zgodne z konstytucją, czy nie będą łamać prawa. Pan pamięta, Panie Prezydencie, rok 2009, Pan występował wtedy w imieniu prezydenta Kaczyńskiego przed Trybunałem przeciwko pomysłowi Platformy, która chciała wprowadzić dwudniowe głosowanie na trzy miesiące przed wyborami. Wtedy Trybunał stwierdził, że to jest niezgodne z konstytucją. Czy nie boi się Pan, że jeśli wybory zostaną przeprowadzone właśnie w sposób korespondencyjny, Sąd Najwyższy zakwestionuje, jeśli Pan wygra, Pański wybór.

Panie Redaktorze, przede wszystkim nie porównujmy tych dwóch sytuacji. Wtedy mieliśmy do czynienia z nagłym pomysłem przeprowadzenia wyborów dwudniowych, który był pomysłem „a zróbmy sobie wybory dwudniowe”. Natomiast dzisiaj mamy do czynienia z sytuacją, kiedy minister zdrowia mówi: dla bezpieczeństwa obywateli trzeba przeprowadzić wybory w pewien wyjątkowy sposób. To zostało zrobione także ad hock w Bawarii. Jeśli mnie Pan pyta, czy da się to zrobić skutecznie technicznie w krótkim czasie – da się. I Bawaria jest tego najlepszym dowodem. Te wybory zostały przeprowadzone, była całkiem niezła frekwencja i zostały przeprowadzone w sposób skuteczny, z zachowaniem tajności.

I powiem tak: jeśli spojrzymy w ogóle na system korespondencyjnego głosowania, to od strony takich czysto konstytucyjnych zasad wyborczych, np. powszechności wyborów, to głosowanie korespondencyjne sprzyja powszechności wyborów. Więcej obywateli może wziąć udział dzięki temu w wyborach. Być może są w stanie i będą w stanie wziąć udział w wyborach tacy obywatele, którzy normalnie by w tych wyborach udziału nie wzięli. Z różnych przyczyn nie poszliby do lokalu wyborczego A dzięki korespondencyjnemu systemowi głosowania ten udział wezmą. W związku z czym można śmiało powiedzieć, że system korespondencyjny ma charakter profrekwencyjny, a więc pozytywny, jeżeli chodzi o realizację prawa wyborczego przez obywateli.

Panie Prezydencie, tylko są dwie sprawy. Po pierwsze, jednak Bawaria to są 2 miliony ludzi uprawnionych do głosowania. Tam była pełna zgoda całej klasy politycznej co do przeprowadzenia tych wyborów. A po drugie, to jest kwestia, czy tak naprawdę Polska Poczta temu podoła? My na przykład nie wiemy, jeśli będą wybory korespondencyjne, gdzie obywatele mają pójść z tą kopertą; gdzie mają ją fizycznie wrzucić. Czy Pan wie, gdzie? Czy będą jakieś mobilne, na przykład, urny?

O ile mi wiadomo, jest przygotowywany cały system do zbierania tych oddanych głosów, który umożliwi de facto każdemu obywatelowi bardzo spokojne dotarcie do takiej urny, czy też wręcz urna do niego dotrze, aby mógł swój głos oddać; swoją kopertę do takiej urny złożyć.

I to będzie Pana zdaniem możliwe? Realizacja tego ogromnego przedsięwzięcia będzie możliwa w kilka dni po przyjęciu prawa w tej sprawie?

Wszystko zależy od tego, w jak sprawny sposób agendy rządowe, które współdziałają z Pocztą Polską, i sama Poczta Polska w porozumieniu także z Państwową Komisję Wyborczą, przeprowadzą tę procedurę przygotowawczą. Proszę pytać tam, czy to jest możliwe. Ja uważam, że patrząc na sam system głosowania, który został zaproponowany – tak, jak to się odbywało w Bawarii – tak przeprowadzone głosowanie gwarantuje podstawowe prawa obywatelskie: do oddania głosu, do tajności, powszechności głosowania. Ja od tej strony to mogę oceniać, natomiast od strony technicznej – proszę pytać tych, którzy są odpowiedzialni za funkcjonowanie tych instytucji.

Czyli ma Pan zaufanie do pana ministra Sasina, który odpowiada za tę instytucję jako minister?

Znam pana ministra Sasina od wielu lat. Pracowaliśmy kiedyś razem w kancelarii pana prezydenta profesora Lecha Kaczyńskiego. Pan minister Jacek Sasin był zastępcą szefa kancelarii i mogę powiedzieć tak: od strony organizacyjnej i odpowiedzialności za realizowane zadania zawsze był osobą niezwykle odpowiedzialną i niezwykle sprawną w działaniu. Takiego go znam.

Ale słyszy Pan na pewno swoich konkurentów do prezydentury: i pana Kosiniaka-Kamysza, i panią marszałek Kidawę-Błońską. Opozycja boi się sfałszowania tych wyborów korespondencyjnych. Mówi, że jak frekwencja będzie na poziomie 20-30 procent, to Pan – jeśli wygra – nie będzie miał legitymacji, Pański wybór będzie podważony. Mówią nawet, że być może zagranica nie uzna Pańskiego wyboru. Czy Pan nie boi się takiej sytuacji?
Przede wszystkim, Panie Redaktorze, wynik wyborczy jest zawsze zagadką i proszę pamiętać, że pięć lat temu wszyscy byli pewni, że zupełnie kto inny wygra wybory prezydenckie niż wygrał. W związku z tym mówieniem dzisiaj, że ktoś wygra wybory prezydenckie na pewno, to ja mogę się tylko uśmiechnąć.

Natomiast nie jest też dla nikogo tajemnicą, że państwo od dłuższego czasu kontestują te wybory. Niektórzy z nich deklarują, że w ogóle się z nich wycofują, że je bojkotują. Mamy dzisiaj do czynienia z taką bardzo specyficzną sytuacją, kiedy widać ewidentnie, że są tacy politycy, którzy dążą jak gdyby do zaburzeń na scenie politycznej, i mamy z tym do czynienia, po prostu, taka jest nasza rzeczywistość.

Mają też takie uwagi, jakby zarzuty. Pokazują pewną niesprawiedliwość, nierówność kampanii. Mówią, że Pan w czasie epidemii ma o wiele więcej szans na pokazanie własnej osoby – jako człowieka, który sprawuje urząd, i ma Pan w ten sposób przewagę nad nimi.

Bo jestem prezydentem, który wykonuje swoją funkcję. Przecież gdybym nie działał w okresie epidemii, nie realizował swojej funkcji, to ci sami politycy krzyczeliby, że Duda kompletnie nie zdał egzaminu, bo nie zrealizował swojej funkcji, bo nie zachował się tak, jak powinien zachować się Prezydent Rzeczypospolitej. Więc tak czy inaczej – to jest na takiej zasadzie: jak nie kijem go, to pałką. Zawsze bym został uderzony.

Natomiast ja uważam, że dzisiaj moim podstawowym obowiązkiem jest czuwać nad bezpieczeństwem państwa i obywateli, co jest jednym z podstawowych obowiązków prezydenta zapisanych w Konstytucji. A jeżeli popatrzymy na samą kwestię kampanii, to powiem w ten sposób: to mnie najbardziej dotknął ten wprowadzony zakaz jakichkolwiek spotkań o charakterze publicznym. To są spotkania z wyborcami, które ja tak bardzo lubię, zawsze uważałem je za moją mocną stronę, zawsze bardzo lubiłem ten kontakt bezpośredni, lubiłem się z nimi spotykać, słuchać tego, co mają mi do powiedzenia. W moim przekonaniu to ja właśnie najbardziej tracę na tym, że ta kampania w taki właśnie sposób, a nie normalny, się toczy. Toczy się w internecie, w innych miejscach.

Ale konkurenci też nie mogą się spotykać. Epidemia uderzyła we wszystkich po równo.

Tak, tylko ja miałem tysiące osób uczestniczących w tych spotkaniach i rzeczywiście przez całe pięć lat spotykałem się z moimi rodakami we wszystkich zakątkach Polski i chciałem tą swoją podróż kontynuować. Ale epidemia mi to zaburzyła. Niektórzy nawet uśmiechają się do mnie i mówią, że jeżeli ktoś w ogóle prowadził kampanię przez ten czas ostatnio, to byli to właśnie moi konkurenci a nie ja.

Panie Prezydencie dzisiaj Pan złożył bardzo ciekawą, a jednocześnie bardzo odważną deklarację, bo powiedział Pan, że nawet w sytuacji pandemii, jeśli będzie Pan prezydentem, program 500 Plus będzie utrzymany i nie będzie też podnoszony wiek emerytalny. Czy stać nas na taką deklarację, skoro – oby tak się nie stało – ale może czekać nas w najbliższych miesiącach gospodarcza apokalipsa?

Tak, ale dzisiaj to właśnie oparcie w tych programach społecznych, które zostały przygotowane, zaprojektowane i przeprowadzone, między innymi przeze mnie. Przygotowane jeszcze w czasach, kiedy byłem posłem. Później mówiłem o nich trakcie kampanii prezydenckiej, później zostały one zrealizowane w czasie, kiedy wybory wygrała Zjednoczona Prawica. Ja przygotowałem też projekt obniżenia wieku emerytalnego, bo to było z kolei jedno z moich najważniejszych wyborczych zobowiązań, obok 500 Plus. Dzisiaj to są te najsilniejsze fundamenty, które zrealizowały oczekiwania społeczne, a przede wszystkim potrzeby społeczne.

Bo proszę zwrócić uwagę, czym jest dzisiaj program 500 Plus. Dzisiaj program 500 Plus to jest taka materialna kotwica dla wielu polskich rodzin wychowujących dzieci. Dlatego ja z taką mocą akcentuje: proszę Państwa, możecie być Państwo spokojni, nawet przy różnych zawirowaniach, nawet jeżeli, nie daj Panie Boże, ktoś straci pracę, 500 Plus będzie. Ja nigdy nie podpisze ustawy, która będzie Państwu to 500 Plus odbierała, bo uważam, że nie wolno tego zrobić. To jest dzisiaj fundament bezpieczeństwa polskiej rodziny.

Panie Prezydencie, ale nie wiemy, jak będzie wyglądał budżet za pół roku, rok. Może być sytuacja o wiele bardziej dramatyczna. Mamy już informacje o tym, że coraz więcej osób rejestruje się jako bezrobotni. Coraz więcej firm zwalnia pracowników. Może sytuacja być dramatyczna i na przykład trzeba będzie, żeby wzrósł zasiłek dla bezrobotnych. Czy nie dopuszcza Pan możliwości, żeby na przykład ci najbogatsi ludzie nie otrzymywali 500 Plus?

Panie Redaktorze, będę w takim razie apelował, aby nie pobierali. Jeżeli komuś wystarcza na normalne funkcjonowanie, będę apelował, żeby przynajmniej przez jakiś czas nie pobierał 500 Plus. Jeśli będzie taka sytuacja. Apelował, ale nie zabierał! Bo uważam, że państwo polskie nie może zabierać nikomu świadczeń, nie wolno tego zrobić. Dzisiaj zabieramy tu, jutro pod byle pretekstem będziemy zabierali tam, a za trzy dni w innym miejscu. Nie! Kategoryczna niezgoda! Ktoś może świadomie nie pobierać 500 Plus, proszę bardzo. Tak, jak ja mówię: ktoś może świadomie nie występować dzisiaj o to, żeby na przykład odroczono mu spłatę kredytów. Bo jeżeli go stać na to, żeby spłacać, to lepiej, żeby spłacał te kredyty, także dla płynności finansowej instytucji finansowych.

Ale pomińmy tę kwestię. Te programy mają znaczenie fundamentalne. Jeżeli będzie trzeba ograniczać, trzeba będzie ograniczać w innych miejscach. Może trzeba będzie ograniczyć niektóre programy inwestycyjne, ale nie wolno podcinać korzeni materialnego bytu rodziny, nie wolno zrzucać całego ciężaru kryzysu na barki rodziny. Na braki zwykłych ludzi. Nie wolno tego robić.

Gdyby miał Pan wybór: inwestycja CPK czy przekop mierzei wiślanej, a program 500 Plus – rozumiem stawia Pan na zrezygnowanie z CPK czy z przekopu mierzei?
Ja, Panie Redaktorze, nie zakładam absolutnie żadnej rezygnacji. Ja zakładam, że może się okazać, że pewne procesy inwestycyjne siłą rzeczy przez kryzys będą się musiały trochę opóźnić, bo trzeba będzie środki chwilowo przekierować w inne miejsca. Natomiast oczywiście, że inwestycje muszą być realizowane dla przyszłego rozwoju Polski. Bo to także będzie determinowało poziom zamożności polskich rodzin w przyszłości. Jeżeli będę miał do wyboru, czy w tym miesiącu wypłacimy 500 plus, czy w tym miesiącu będziemy realizowali inwestycje w CPK czy na Mierzei Wiślanej, powiem – nie, musimy wypłacić przede wszystkim 500 Plus. To jest podstawa bytu rodziny. To jest podstawa tej pewności, że ta rodzina będzie mogła normalnie funkcjonować, nie wolno tego zabrać.

Rozmawiał Pan z prezydentem Donaldem Trumpem. Wiemy, że do Chicago będzie wysłana polska misja medyczna. Wiem, że rozmawiał Pan na temat sprowadzenia do polski amerykańskich testów, czy możemy coś więcej powiedzieć na ten temat? I jak Pan odpowie na zarzuty pracowników medycznych, którzy mówią: u nas brakuje personelu medycznego, a wysyłamy go do Ameryki – o wiele bogatszej od nas.

My skierowaliśmy naszych lekarzy – którzy są bardzo doświadczonymi lekarzami wojskowymi z Wojskowego Instytutu Medycznego tutaj w Warszawie – z misją do Lombardii we Włoszech, gdzie przez prawie dwa tygodnie zapoznawali się z tym, jak Włosi walczą z epidemią koronawirusa. Patrzyli na zupełnie nowatorskie, innowacyjne bym powiedział, włoskie metody walki z koronawirusem. Zdobyli bardzo dużo doświadczeń, ale i pomogli, bo to są bardzo doświadczeni lekarze i bardzo doświadczony personel medyczny. Zdobyli dodatkowe doświadczenia i umiejętności. Zaproponowaliśmy, aby oni udali się również z misją medyczną na okres dwóch tygodni do Stanów Zjednoczonych, do Chicago. Z jednej strony, żeby tam pomogli. Z drugiej strony, proszę pamiętać, że tam jest ponadmilionowa społeczność polska. Jeżeli ktoś jest chory na koronawirusa miło jest usłyszeć tą pomoc medyczną w swoim ojczystym języku i to była też jedna z przesłanek, którą się kierowaliśmy.

A po drugie, solidarność. Stany Zjednoczone skierowały do nas swoich żołnierzy – dzisiaj żołnierze amerykańscy są w Polsce, także jeszcze cały czas jeszcze w ramach manewrów Defender Europe, po to właśnie, by strzec naszego bezpieczeństwa. Tych kilkunastu członków personelu medycznego, na czele z lekarzami, którzy mają pojechać do Chicago, to jest pewien symbol solidarności. Chcieliśmy, żeby tak to też zostało odebrane.

Ci lekarze także i w Stanach Zjednoczonych zdobędą dodatkowe doświadczenia, które za niedługi czas przywiozą do Polski. Będą mieli kolejne spojrzenie na to, w jaki sposób walczyć z tą epidemią koronoawirusa, która w Stanach Zjednoczonych jest dalece większa niż u nas. W związku z powyższym oczywiście, że z jednej strony delegujemy tych lekarzy, personel medyczny. Ale z drugiej strony zdobywają oni doświadczenia które mogą być bardzo pożyteczne w Polsce. Poza tym, powtarzam jeszcze raz, dajemy sygnał międzynarodowej solidarności, przyjaźni, poważnego traktowania różnych naszych zobowiązań sojuszniczych. To jest trochę tak, ten atak wirusa – wirusa, który jest dla nas zupełnie obcy; wirus nie jest członkiem Sojuszu Północnoatlantyckiego – jest to atak z zewnątrz. Nasza odpowiedź w postaci wsparcia dla zaatakowanych przez tego wirusa Stanów Zjednoczonych, choć naprawdę bardzo symboliczna, ma również i takie, właśnie symboliczne znaczenie.

Jednym słowem: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. 

Coś w tym, Panie Redaktorze jest, a poza tym budujemy relacje międzynarodowe. To jest bardzo ważne, żeby inni widzieli, że my jesteśmy solidarni, że my także wychodzimy z przyjaźnią. Tu w Europie, w stosunku do Włochów, tak straszliwie dotkniętych tą klęską, ale także w odniesieniu do naszych przyjaciół w Stanach Zjednoczonych.

Miejmy nadzieję, że razem w sojuszu natowskim z Amerykanami w najbliższym czasie pokonamy tego wirusa, nie mówmy na razie o jego pochodzeniu. Bardzo dziękuję. Prezydent Andrzej Duda był naszym gościem, „Gościem Wydarzeń”. Dziękuję, Panie Prezydencie.

Jestem przekonany, że zwyciężymy.