Menu rozwijane

06 lipca 2020
Prezydent RP Andrzej Duda

Marcin Makowski: Panie Prezydencie, ma Pan poczucie ulgi, że wynik w pierwszej turze daje bezpieczne prowadzenie nad Rafałem Trzaskowskim czy jednak z tyłu głowy pojawia się Panu myśl: „jeszcze nic nie jest rozstrzygnięte"?

Andrzej Duda: Poparło mnie ponad 3 mln wyborców więcej niż w pierwszej turze w 2015 r. Dziękuję za tak ogromne zaufanie. Przede wszystkim jednak dziękuję Polakom za rekordową frekwencję, która pokazuje, że w Polsce demokracja ma się świetnie, że wiemy, iż głos oddany w wyborach ma znaczenie. Myślę, że ekipa Zjednoczonej Prawicy pokazała coś dotąd nieznanego - że można się z wyborcami na coś umówić i to zostanie spełnione. Że będzie tak, jak zdecydujemy w wyborach.

Czy ma Pan Prezydent za złe Jarosławowi Gowinowi, że wybory nie odbyły się 10 maja, kiedy sondaże dawały zwycięstwo w pierwszej turze? „Gdyby nie Gowin, bylibyśmy po wygranych wyborach" – powiedział marszałek Ryszard Terlecki po ogłoszeniu wstępnych wyników.

Dla mnie od samego początku istotne były dwie kwestie: bezpieczeństwo głosujących i przeprowadzenie wyborów w terminie przewidzianym w konstytucji, czyli przed 6 sierpnia. Nie oglądam się ani na sondaże, ani na spory partyjne. O tym, kto wygra w wyborach, zawsze decydują Polacy. Byłem gotów startować w maju, walczę o zwycięstwo w lipcu.

Czy wyborcy mogą liczyć na debatę, a może debaty, między Panem a Rafałem Trzaskowskim? W pierwszej turze odbyła się tylko jedna – w TVP – szeroko krytykowana za stronniczy dobór pytań.

Brałem udział w debacie ze wszystkimi kontrkandydatami przed pierwszą turą, bo uważam, że to kwestia szacunku dla wyborców. Przypominam, że nie robili tego ani prezydent Komorowski, ani prezydent Kwaśniewski. Ja jestem otwarty na debatę i nie boję się trudnych pytań, odpowiadam na nie codziennie, kiedy spotykam się z Polakami twarzą w twarz.

Do tej pory nie udało się jednak ustalić formatu, który zaakceptowaliby obydwaj kandydaci. Jak Pana zdaniem, realnie, mogłaby wyglądać taka dyskusja? Wyborcy zasługują przecież na pluralistyczną debatę między Panem a Rafałem Trzaskowskim.

Tak, żeby był czas na wyczerpujące odpowiedzi i polemikę. Polacy z pewnością chcieliby się na przykład dowiedzieć, co Rafał Trzaskowskie tak naprawdę zrobił w kwestii ochrony środowiska w Warszawie.

A propos środowiska. Pierwsza tura odbywała się na południu Polski w cieniu powodzi i podtopień. Wizytował Pan poszkodowane miejscowości. Co zrobiła władza, aby ochronić tych ludzi przed zalaniem? Czy w budżecie przeznaczono wystarczająco dużo środków na budowę wałów przeciwpowodziowych?

Nikt, kogo dotknęło nieszczęście, nie pozostanie bez pomocy. W niektórych miejscowościach sytuacja była dramatyczna i wymagała szybkiej reakcji. Woda podmyła domy i drogi. Na Podkarpaciu małe strumyki, takie, których nie obejmuje się regulacją, zamieniały się w rwące rzeki. Zareagowaliśmy natychmiast. Do usuwania skutków zostali włączeni żołnierze WOT i wojsk operacyjnych. Premier Morawiecki zapewnił mnie, że wszystkie działania będą trwały do momentu, aż wszystkie skutki powodzi zostaną usunięte, a ci, którzy ucierpieli, zostaną objęci taką pomocą, jakiej potrzebują.

„Kancelaria Andrzeja Dudy to najdroższa Kancelaria Prezydenta w historii" – stwierdził w ubiegły poniedziałek powyborczy poseł Adam Szłapka. Barbara Nowacka domagała się z kolei ujawnienia wynagrodzeń pana podwładnych, analogicznie do ujawnienia pańskiego oświadczenia majątkowego. Czy opinia publiczna może się spodziewać decyzji w tej sprawie?

Nie wiem, czy tak jest. Natomiast budżet kancelarii jest co roku przyjmowany przez Sejm, jego wysokość wynika z zadań, które realizuje kancelaria.

Swoje oświadczenie majątkowe jednak Pan Prezydent ujawnił.

Jeśli chodzi o oświadczenie majątkowe Prezydenta RP, to jest ono co do zasady tajne, ale ja nie mam nic do ukrycia. Wystąpiłem o ujawnienie i teraz każdy może się z nim zapoznać. Urzędnicy, którzy są objęci obowiązkiem składania oświadczeń majątkowych, składają je i są one znane odpowiednim służbom.

Czym będzie się różnić – o ile Pan wygra – druga kadencja od pierwszej? Z ust wielu polityków PiS usłyszałem, że dopiero wtedy, bez presji reelekcji, pokaże Pan swoje prawdziwe oblicze. Uzyska większą niż do tej pory niezależność od Nowogrodzkiej.

I może nagram płytę? (śmiech) Nie mam innej twarzy niż ta, którą znają Polacy z tysięcy spotkań ze mną. Jeśli ktoś potrzebuje drugiej kadencji, żeby zacząć działać w zgodzie ze sobą, to znaczy, że nie dorósł do pierwszej. Ja nie żałuję żadnej decyzji, którą podjąłem, choć nie wszystkie były łatwe. Nie wszystkie też podobały się moim kolegom ze Zjednoczonej Prawicy. Ale dalej będę działał w zgodzie ze sobą i z tym, na co umawiam się z Polakami. Tutaj nic się nie zmieni.

Kto najliczniej „podebrał" Panu Prezydentowi elektorat? Krzysztof Bosak. Zaraz za nim Szymon Hołownia – obydwaj krytykowali Pańską prezydenturę jako zbyt mało podmiotową.

Moim zdaniem w polityce podmiotowość oznacza budowanie pozycji, która pozwala zmieniać kraj na lepsze. I gdy patrzę na to, co udało się osiągnąć przez ostatnie pięć lat, czuję ogromną satysfakcję. Według opozycji podmiotowość manifestuje się wyłącznie przez sprzeciw. A to prowadzi wyłącznie do konfliktu i destrukcji.

Nie wierzę jednak, że czegoś w drugiej kadencji nie chciałby Pan zrobić inaczej.

Jeśli wygram, to oczywiście moja druga kadencja będzie inna od pierwszej, bo wyzwania, które stoją przed Polską, są dziś inne niż te z 2015 r. Kryzys spowodowany koronawirusem będzie wymagał szybkich, śmiałych i nieszablonowych decyzji. Musimy dopilnować, żeby bezrobocie nie poszybowało w górę, ale też tak odnaleźć się w tej rzeczywistości, żeby stworzyć i wykorzystać nowe szanse dla Polski.

Chciałbym jeszcze wrócić do chwili po ogłoszeniu wstępnych wyników. O czym Pan myślał, słysząc na wiecu wyborczym w Łowiczu gwizdy i buczenie, gdy dziękował Pan za walkę Rafałowi Trzaskowskiemu? Z ust części uczestników słychać było również krzyki: „Tu jest Polska".

Dziękowałem swojemu rywalowi, bo każdemu należy się szacunek. Rozmawiam z Polakami i zdaję sobie sprawę, co wielu z nich myśli o poglądach i działaniach Rafała Trzaskowskiego. Nie pochwalam jednak takiego sposobu wyrażania niezadowolenia. Demokracja daje do tego doskonałe narzędzie – wybory.

Pański kontrkandydat zapowiedział w Płocku, że jeśli te wybory wygra, to powoła „komisję wyrównania krzywd". Ma to być „instytucja świadka prezydenckiego", która posłuży każdemu, „kto będzie chciał przyjść i opowiedzieć o tym, co wyprawia PiS". Obawia się Pan takiej komisji?

Wręcz przeciwnie. Zachęcałbym prezydenta Trzaskowskiego, by nie zwlekał, ale już dziś zaczął robić to, co jest w zasięgu ręki. Apeluję, by jako prezydent Warszawy powołał „instytucję świadka prezydenckiego" dla poszkodowanych przez dziką reprywatyzację w Warszawie. Może zacząć od pomocy osobom, które zostały wyrzucone z mieszkań, albo chociaż przestać blokować przyznane im odszkodowania. Jeśli chce zrobić coś dobrego dla zwykłych ludzi, to niech zrobi to już teraz. Pięć lat temu, kiedy ubiegałem się o urząd prezydenta, powołałem dudapomoc, która po wyborczym zwycięstwie stała się Biurem Interwencyjnej Pomocy Prawnej w Kancelarii Prezydenta. Od pięciu lat, w ciszy, z dala od polityki i mediów, pracownicy biura niosą pomoc tysiącom ludzi poszkodowanych przez wymiar sprawiedliwości, organy państwa i samorządy.

A Trybunał Stanu, który zapowiadają wobec pana prezydenta politycy Koalicji Obywatelskiej? Jest Pan gotów przed nim stanąć?

To już pozostawię bez komentarza. Choć gdy słyszę o Trybunale Stanu, od razu przychodzą mi na myśl lata przepłacania za rosyjski gaz. Dziś udało się odzyskać jakieś 6 mld zł. To trzy razy tyle, ile wynosi koszt przekopu Mierzei Wiślanej, na którym tak bardzo Rafał Trzaskowski chciałby zaoszczędzić.

Przejdźmy do polityki zagranicznej. Czy wizyta w Waszyngtonie na chwilę przed pierwszą turą była niezbędna? Czy udało się z niej przywieźć coś, czego nasze dyplomacje i pałac prezydencki nie wynegocjowały już przy okazji umowy z czerwca 2019 r.?

Spotkanie z przywódcą największego mocarstwa świata, które wspiera nasze bezpieczeństwo, z którym łączą nas strategiczny sojusz, wspólne wartości i interesy, zawsze jest okazją do załatwienia spraw ważnych dla Polski. Takie kwestie jak energetyka czy obecność wojsk USA w Polsce to nie są sprawy, które można załatwić w trakcie jednej wizyty. Ich realizacja zawsze rozłożona jest na wiele etapów. Nie o wszystkim można też efektywnie porozmawiać przez telefon czy za pośrednictwem służb dyplomatycznych.

To była inicjatywa Białego Domu?

Tak. Gdy wpłynęło zaproszenie, nie wahałem się pojechać nawet w trakcie kampanii. Byłem pierwszym przywódcą państwa, który odwiedził Waszyngton po lockdownie. To była świetna okazja do tego, by zamanifestować znaczenie relacji transatlantyckich, nasze przywiązanie do wartości, ale także wyrazić obawy, że redukcja wojsk USA w Europie nie przysłuży się naszemu bezpieczeństwu. To zostało odnotowane w Europie i umacnia pozycję Polski w regionie. Ale te rozmowy dotyczyły jeszcze jednej, ważnej dla wszystkich kwestii. Dzięki niej Polska będzie współpracować z USA w badaniach nad terapią ratującą przed koronawirusem. W pierwszej kolejności będziemy mogli korzystać z jej efektów.

W Europie Zachodniej uchodzi Pan za polityka – mówiąc najłagodniej – sceptycznego wobec Unii Europejskiej. Czy druga tura może oznaczać reset w relacjach Polska-UE? Chciałby Pan do takiego resetu doprowadzić?

Nie zgadzam się z tak postawioną tezą. Nie potrzebujemy żadnego resetu. Od kilkunastu lat współtworzymy Unię, jesteśmy jej częścią, Polacy są nawet bardziej entuzjastycznie nastawieni do wspólnoty niż wiele innych społeczeństw, także tych, które ją zakładały. Polak, pan Janusz Wojciechowski, jest komisarzem ds. rolnictwa, a to przecież jedna z najważniejszych unijnych tek. Skutecznie walczymy o dobry budżet na następne lata.

Opozycja twierdzi, że rozbijacie Unię od środka.

Przecież to my zabiegaliśmy o ambitny plan odbudowy Europy, ten „współczesny plan Marshalla". Odgrywamy tu pozytywną rolę, udaje nam się łączyć racje różnych stron, bo przecież państwa członkowskie są w różnym stopniu dotknięte skutkami pandemii. Mówimy jednym głosem z Grupą Wyszehradzką, z Rumunią i innymi państwami. I to przynosi wymierne efekty. W najbliższych latach do Polski może popłynąć rekordowe 160 mld euro, to jest ponad 700 mld zł.

Wracając do Ameryki. W przestrzeni polityczno-medialnej pojawiają się zarzuty – podkreślał je zwłaszcza Krzysztof Bosak – zbytniej uległości Polski wobec Stanów Zjednoczonych oraz opierania siły naszego sojuszu na Pana osobistej relacji z prezydentem Donaldem Trumpem.

Dobre relacje ze Stanami Zjednoczonymi leżą w najgłębszym interesie Rzeczypospolitej. Tak uważam, to jest polska racja stanu i cieszę się, że za mojej kadencji udało się sprawić, iż te relacje są być może najlepsze w historii. Od początku swojej kadencji zabiegałem o to, aby w Polsce stacjonowały wojska amerykańskie, takie, które mają wartość bojową, mogą wzmocnić nasz potencjał odstraszania. Dziś jest u nas ok. 4 tys. żołnierzy amerykańskich, a wśród nich wojska pancerne. Oczywiście to wiąże się z określonymi kosztami, koniecznością rozbudowy infrastruktury, ale po pierwsze, ta infrastruktura jest naszą własnością i pozostaje w Polsce, a po drugie, amerykańska obecność wojskowa ma pozytywne implikacje gospodarcze. My na tym zyskujemy. Tam, gdzie stacjonują wojska USA, biznes amerykański także zwiększa swoją obecność. W ciągu ostatnich pięciu lat nasza wymiana handlowa z USA zwiększyła się o 50 proc. Kupujemy amerykański gaz, ale przecież nie uzależniamy się od niego. Sprowadzamy LNG z różnych miejsc. Dywersyfikujemy źródła energii, a rynek amerykański nam w tym pomaga. Dziś, gdy cena jest dobra, kupujemy. To jest biznes, a ceny amerykańskiego gazu są atrakcyjne. Nie przepłacamy.

Co, jeśli w listopadzie Trumpa zastąpi w Białym Domu Joe Biden? Skończy się „miesiąc miodowy" współpracy transatlantyckiej?

Z panem prezydentem Donaldem Trumpem rzeczywiście mamy dobry kontakt. Szybko znaleźliśmy wspólny język i tak, to wiele ułatwia, choćby w przypadku zniesienia wiz. Natomiast relacje między naszymi krajami oparte są na trwałych fundamentach, m.in. na podobnie rozumianych kwestiach geopolitycznych. Nas, Polaków, łączą z Amerykanami te same wartości, zbieżne interesy i wypróbowany sojusz, który będzie trwał.

Jak chciałby Pan Prezydent powalczyć o głosy Polek i Polaków, którzy wybrali Szymona Hołownię? On sam, chwilę po ogłoszeniu wstępnych wyników, zadeklarował, że nie odda głosu na Andrzeja Dudę.

Mamy demokrację. Każdy ma wolny wybór.

Hołownia, korzystając z tego wyboru, pod pewnymi warunkami udzielił wsparcia To spory sukces Pańskiego konkurenta.

Dziś, gdy Szymon Hołownia poparł kandydata Platformy Obywatelskiej, wszyscy widzą, że jego opowieść o ponadpartyjności była PR-owską sztuczką.

Sztuczką nie jest jednak realny przepływ elektoratów. Czy jest coś, co chciałby Pan Prezydent powiedzieć wyborcom Szymona Hołowni?

Mogę tylko prosić, by głosujący na niego rozważyli, czy ja, czy wiceprzewodniczący PO lepiej będzie prowadzić polskie sprawy. Kto jest wiarygodny w swoich deklaracjach. Chcę prosić, aby przeanalizowali, kto zrobił więcej dla zasypywania podziałów w Polsce. Ja czy Rafał Trzaskowski? I nie mówię o podziałach politycznych, którym tyle miejsca poświęca się w mediach, ale o tych realnych. O wykluczeniu ze względu na ubóstwo, o odbieraniu dzieci rodzicom ze względu na biedę, o wykluczeniu komunikacyjnym, o napiętnowaniu rodzin wielodzietnych, o dzieleniu Polaków na tych z „Polski A" i „Polski B". Czy wybiorą Polskę współpracy czy Polskę niszczoną przez totalną wojnę między prezydentem a rządem.

A wyborcy Krzysztofa Bosaka? To może być Pana jedyna „rezerwa", do której kontrkandydat już się zwrócił z przesłaniem liberalnym gospodarczo. Nie obawia się Pan, że trudno będzie komplementować narodowe skrzydło Konfederacji, jednocześnie nie zrażając elektoratu centrum?

Nie sądzę, żeby wyborcy Konfederacji dali się instrumentalnie traktować. Mogę powiedzieć krótko: tak, opowiadam się za nowoczesną polityką społeczną i ona musi kosztować. Nie wycofam się z wprowadzonych już programów, ale nie zapominam o rozwoju gospodarczym. Nie zgadzam się, aby ambitna polityka prorozwojowa, wielkie i małe inwestycje były prowadzone kosztem najsłabszych, rodzin i seniorów. Silne państwo nie działa w ten sposób.

Prezydent Warszawy ripostuje, że w ten sposób chce Pan zatuszować podnoszenie podatków.

Jeśli chodzi o liberalną politykę, jaką czaruje wyborców Rafał Trzaskowski, to może byłoby to przekonujące, gdyby nie te podwyżki podatków za rządów PO-PSL. Oni tylko udawali, że nie przeszkadzają, a ja nie waham się pomagać – taka jest różnica. My te podatki, które dotyczą zwykłych ludzi, obniżyliśmy. Wprowadziliśmy niższy PIT, mały ZUS dla małych przedsiębiorstw, obniżyliśmy CIT, teraz jeszcze wprowadzamy nową, uproszczoną i niższą matrycę VAT na wiele podstawowych produktów. Wprowadziliśmy ulgę na projekty termomodernizacyjne. Nie udaję, że jestem liberałem, ale gwarantuję wsparcie państwa dla tych projektów, które budują naszą gospodarkę i wzmacniają naszą suwerenność, takich jak budowa sieci kolejowej i Centralnego Portu Komunikacyjnego, jak przekop Mierzei Wiślanej, jak budowa Via Carpatia, przystanków kolejowych w ponad 100 miejscowościach, jak Fundusz Inwestycji Lokalnych dla każdej gminy. Chcę, by te inwestycje były prowadzone przez polskie firmy, w tym te małe, rodzinne, które w wielkim stopniu są źródłem naszego gospodarczego sukcesu.

Czy już po czasie, na chłodno, uważa Pan Prezydent, że warto było tak ostro podnosić w kampanii wątek osób LGBT? Czy nadal uważa Pan, że to ideologia porównywalna z bolszewizmem?

Każda indoktrynacja ma wspólny mianownik – krępowanie wolności jednostki. Indoktrynacja dzieci i młodzieży jest szczególnie niebezpieczna, bo pozbawia je możliwości ukształtowania swojej tożsamości w sposób wolny od ideologii.

A propos ludzi młodych. Według sondażowych wyników Ipsos do urn wyborczych poszło 62,3 proc. Polaków w wieku 18-29 lat. Jest to rekordowa frekwencja, ale w tym przedziale przegrywa Pan zarówno z Trzaskowskim, jak i Bosakiem oraz Hołownią. Ma Pan Prezydent plan, jak odzyskać ten elektorat?

Będę dalej sobą. Staram się realizować program, który tworzy dla młodych jak najlepsze warunki startu w dorosłe życie. To Zjednoczona Prawica wprowadziła zerowy PIT dla młodych. Chciałbym, żeby w kolejnych latach mocniej ruszył program „Mieszkanie+", który będzie dla nich dużym wsparciem.

Ale czy nadal, osobiście, czuje Pan, co dla tych ludzi jest naprawdę ważne?

Wiem, że dla młodych ważna jest wolność, dlatego proszę ich, aby zapytali, jak wyglądały realia rządów Platformy, kiedy służby nachodziły redakcje, kiedy wyrzucano dziennikarzy z pracy. Myślę, że nawet dzisiejsi 20-latkowie pamiętają, jak zachował się rząd Donalda Tuska w sprawie wprowadzenia ACTA w Polsce. Uważny obserwator wie, że Koalicja Obywatelska jest obywatelska tylko z nazwy.

Czy Jarosław Kaczyński, tak jak ostatnio, mówiąc o ekologii i prawach kobiet, odegra jeszcze jakąś rolę w Pańskiej kampanii, czy będzie ona prowadzona w większym niż do tej pory oderwaniu od partii i rządu?

Jarosław Kaczyński mówił o bardzo ważnych sprawach. Nie ukrywam i mam satysfakcję z tego, że moją kandydaturę popiera Zjednoczona Prawica. Natomiast specyfika wyborów prezydenckich jest taka, że ostatecznie wybieramy nie partię, ale konkretną osobę, bo to jej chcemy powierzyć polskie sprawy.

Kampania ma jednak to do siebie, że trafiają się również zagrania bardzo ostre. Niedawno w mediach pojawiła się informacja o tym, że w marcu tego roku ułaskawił Pan osobę, która molestowała nieletnią ze swojej rodziny. Opozycja zarzuca Panu „obronę pedofila". Jakie są kulisy tej sprawy i dlaczego zdecydował się Pan na taką – kontrowersyjną przecież – decyzję?

Odnosiłem się już do tej sprawy publicznie. Moja decyzja dotyczyła jedynie zakazu zbliżania się. Inne kary były dawno wykonane. Pokrzywdzona, która już od lat jest dorosła, razem z matką poprosiły o uchylenie zakazu zbliżania się. Wniosek popierały sądy wszystkich instancji i Prokuratura Generalna. Ta rodzina chce zaznać spokoju, prosiłbym rozemocjonowanych komentatorów, aby jej to umożliwili.

I na koniec: Dlaczego wyborcy mają Panu Prezydentowi raz jeszcze zaufać? Czym różni się Pana wizja Polski od wizji Rafała Trzaskowskiego, który mówi przecież o łączeniu, silnej prezydenturze, szerokich reformach prospołecznych, utrzymaniu „500+" i niższego wieku emerytalnego.

W odróżnieniu od mojego kontrkandydata mogę w każdym miejscu w Polsce wyjść na ulicę i spojrzeć ludziom w oczy, bo dotrzymałem swoich obietnic. Dziś nie obawiam się przedstawiać propozycji na kolejne lata, bo wiem, że je zrealizuję. Moja wizja Polski to wizja państwa, w którym obywatele ufają swoim reprezentantom, w której rządzący nie ukrywają się za zamkniętymi drzwiami, udając, że problemy zwykłych ludzi nie istnieją.