Menu rozwijane

03 czerwca 2019

Frekwencja w wyborach do europarlamentu przeszła najśmielsze oczekiwania.

Prezydent RP Andrzej Duda: I należy za to Polakom podziękować. Pamiętam, gdy byłem jeszcze europosłem, politycy z Zachodu z politowaniem kiwali głowami, gdy się okazywało, że w Polsce tak mała grupa obywateli jest zainteresowana wyborami do Parlamentu Europejskiego.

Liczyłem na to, że frekwencja będzie wyższa. Stajemy się coraz bardziej świadomym społeczeństwem. Świadomym również naszej roli w Europie. Jesteśmy dużym państwem, szybko się rozwijającym, podnosi się poziom życia. Cieszę się, że zaczynamy jako społeczeństwo brać w swoje ręce sprawy związane z naszym członkostwem w Unii. Jako Prezydent niejednokrotnie apelowałem o wzięcie udziału w tych wyborach.

Czynników było wiele. Najogólniej mówiąc, Polacy w większości opowiedzieli się za tym, co proponowało Prawo i Sprawiedliwość, oraz w jakiś sposób odnieśli się do wydarzeń ostatnich tygodni. Poza tym coraz więcej się mówi o sprawach europejskich. Nie tylko w kontekście korzyści płynących z Unii, lecz także brexitu, problemów migracyjnych, bezpieczeństwa. Myślę, że również przez to wzrosła świadomość, że to w europejskich instytucjach podejmowane są decyzje, które mają wpływ na nas w Polsce, że problemy Europy są naszymi problemami.

Jedną rzecz zobaczyliśmy bardzo wyraźnie – Polacy nie lubią radykalizmu. To ich zniechęca, odpycha. Dlatego takim echem odbiło się np. wystąpienie Pana Jażdżewskiego na Uniwersytecie Warszawskim. Ludzie widzieli, że z pierwszych rzędów z aprobatą słuchali tego liderzy Koalicji Europejskiej. Było też – na ostatnim marszu opozycji – wystąpienie Donalda Tuska. Porównywanie polityków europejskich, nawet z tych bardzo prawicowych partii, do nazistów, jest, delikatnie mówiąc, nie na miejscu. Szczególnie gdy mówi to polityk, który pełni bardzo ważną funkcję w Unii. Myślę, że część wyborców mogła zniechęcić również postawa polityków opozycji podczas powodzi. Gdy ludzie martwią się o swoje bezpieczeństwo, kiedy zalewane są ich domy, wizyta polityków opozycji w ładnych garniturach rozdających im pączki to wyraz niezrozumienia sytuacji i braku takiej zwykłej ludzkiej wrażliwości.

Mieliśmy też w tych wyborach skrajności także z drugiej strony, tego też Polacy się przestraszyli?

Oczywiście. Ci, którzy głosili skrajnie prawicowe hasła, nie przekroczyli progu wyborczego i w europarlamencie ich nie będzie. A po lewej stronie... Myślę, że oczekiwania Koalicji Europejskiej były znacznie większe niż ich wynik.

03_jsz_7460.jpg [258.61 KB]

Jako broń ostateczna zaprezentował się Donald Tusk, jego poparcie miało dać Koalicji Europejskiej wygraną.

I to, jak widać, nie zadziałało. Cały ten plan się nie udał. To wokół wystąpień Donalda Tuska robiono największy szum. Widzieli Panowie reakcję polityków Koalicji Europejskiej, gdy ogłoszono pierwsze, przybliżone, wyniki wyborów? Wtedy różnica, która dzieliła ich od PiS, nie była jeszcze tak duża, jak się ostatecznie okazało, a i tak wywołała u nich szok. Ewidentnie się spodziewali zwycięstwa, a wyszła zdecydowana porażka.

Nie wykluczam tego, że zechciałby stanąć na czele jakiegoś nowego ruchu politycznego. Tak jak kiedyś wyciągnął polityków z Unii Wolności i stworzył Platformę Obywatelską. Być może powtórzy ten manewr z Koalicją Europejską, a szczególnie z Platformą. Wyciągnie tych, którzy mu będą pasowali, dołączy jeszcze parę osób z Nowoczesnej, może z SLD, wtedy PO podzieli los Unii Wolności. I wtedy będzie mógł opowiadać, że to, co stworzył, to jakaś nowa jakość w polityce, że ma czystą kartę.

Czy to może być przygotowywanie sobie zaplecza do przejęcia Pałacu Prezydenckiego w 2020 r.?

Zobaczymy. Myślę, że będą i inni kandydaci w wyborach prezydenckich. Zapewne jak zawsze możemy w tym wyścigu liczyć na Pana Janusza Korwin-Mikkego.

Tusk to byłby jednak poważniejszy kontrkandydat. Ma już jeden start w tych wyborach za sobą i bolesną porażkę z Lechem Kaczyńskim. Wielu widzi go jako Pańskiego głównego kontrkandydata. Czuje Pan jego oddech na plecach?

Nie. Robię swoje.

Panowie, mam za sobą doświadczenie rozpoczynania kampanii z sondażowym poparciem 10-12 proc. Mój konkurent – Bronisław Komorowski – miał wówczas 75-proc. poparcie. Takie były realia. Nie można się było bać, tylko trzeba było konsekwentnie pracować. Tak było, gdy spotykałem się z 50 osobami, i tak samo, gdy przychodziło 5 tys. osób.

Wygrana choćby jednym mandatem miała być dla Koalicji Europejskiej punktem zwrotnym, pokazaniem swoim wyborcom, że da się zabrać PiS władzę. Ten efekt psychologiczny jest dla polityków ważny?
Oczywiście, że chodzi o efekt psychologiczny, dla siebie, ale też dla wyborców, na przyszłość. Pamiętam, jak PiS zażarcie walczyło o zwycięstwo w poprzednich wyborach do PE. Nawet najmniejszą różnicą. Byłem wtedy szefem kampanii i bardzo to przeżywałem. Po wcześniejszej przegranej PiS w wyborach parlamentarnych bardzo chciałem, byśmy wygrali choćby o włos.

Dla dzisiejszej opozycji to na pewno nie jest sytuacja korzystna. W oczywisty sposób przewagę zyskuje Prawo i Sprawiedliwość. Gdy byłem jeszcze w partii, mówiliśmy, że wybory europejskie są dla nas najtrudniejsze. Że nasz elektorat nie był nimi za bardzo zainteresowany. Dziś już nikt tak nie powie. Ludzie z mniejszych miejscowości i wsi wiedzą, że sprawy Unii są ich sprawami, że ważne jest, by mieć silną reprezentację w Brukseli. Taką, która będzie broniła polskich interesów. To jest kolejny element, który wpłynął na tę imponującą frekwencję. Nawet mimo powodzi. Wydawało się, że w takiej sytuacji ludzie będą się zajmowali tylko swoimi problemami. Byłem na Podkarpaciu, widziałem, że w wielu miejscach sytuacja była naprawdę trudna. A mimo to poszli zagłosować. Taką postawą jestem autentycznie zbudowany, bo to pokazuje, że stajemy się coraz bardziej dojrzałym europejskim społeczeństwem.

Może z tego, że coraz lepiej nam się żyje, że ludzie są zamożniejsi. Nie ma konieczności myślenia tylko o tym, jak przeżyć od pierwszego do pierwszego. To jest zasługa PiS, dobrych rządów, dobrej sytuacji ekonomicznej i uruchomienia programów prorodzinnych, takich jak 500+. Ludziom po prostu żyje się lepiej.

To jest pytanie, na które powinien odpowiedzieć sobie przede wszystkim Prezes Jarosław Kaczyński.

Jarosław Kaczyński to doświadczony polityk, ma świadomość tego zagrożenia i o nim myśli. Bo to jest realny problem, ale po wyniku wyborów europejskich widać, że PiS potrafiło się zmobilizować.

Warto podkreślić siłę drużyny Koalicji Europejskiej, na której listach do wyborów poszła solidna reprezentacja Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. I weszła. Gdyby ktoś im w 1987 r. powiedział, że na koniec swojej kariery wylądują w Parlamencie Europejskim i będą zarabiali dziesiątki tysięcy w wymienialnej walucie, toby w to chyba nie uwierzyli.

Tak to wygląda. W Platformie Obywatelskiej musi panować teraz ogromna frustracja. Wielu działaczy PO straciło swoją szansę na rzecz ludzi, którzy wcześniej byli ich politycznymi przeciwnikami. I ci przeciwnicy dostali od nich miejsca na listach i na ich plecach wjechali do europarlamentu. Wiem, jakie nastroje panują w takim momencie w partyjnych strukturach. Gdy przychodzą wybory, to wewnątrz ugrupowania jest straszliwa konkurencja, a co dopiero, gdy miejsce dostaje ktoś z zewnątrz.

Różne myśli muszą się teraz kotłować w głowach uczestników tego układu. Ciekawe, co naprawdę myślą liderzy PSL. Chyba tylko SLD nie ma na co narzekać. Idąc samodzielnie, takiego wyniku Włodzimierz Czarzasty by nie osiągnął.

Lewicą światopoglądową w Polsce jest dzisiaj Platforma Obywatelska, która przez lata próbowała skonsumować SLD. I teraz właściwie do tego doszło, lecz rachunek za tę konsumpcję może być wysoki.

Po wspomnianej już wypowiedzi Pana Jażdżewskiego wielu ludzi na pewno poczuło się dotkniętych. Jestem uczulony na brak poszanowania ludzkiej godności. Jeżeli ktoś w tak zdecydowany sposób atakuje instytucję taką jak Kościół, której ufa wielu Polaków, w której ludzie szukają pomocy duchowej, która jest dla nich oparciem w trudnych chwilach, to taką wypowiedź odbiera się bardzo osobiście. Co ma sobie pomyśleć chodzący do kościoła człowiek, który nagle słyszy, że „polski Kościół zaparł się Ewangelii, zaparł się Chrystusa"? Uczestnictwo we mszy św. jest dla kogoś ważne, aż tu ktoś mu mówi: „Głupi jesteś, że tam chodzisz".

Niezależnie od wcześniejszych wypowiedzi Pana Lisa trudno się z tymi słowami nie zgodzić. Ludzie oczekują szacunku. Panowie, jeśli jest wzajemny szacunek, to można się z sobą nawet bardzo nie zgadzać. Mieć bardzo różne poglądy i je między sobą wymieniać w rzeczowej dyskusji.

Jestem tym zaniepokojony. Choć oczywiście Kościół powinien w bardzo zdecydowany sposób zwalczać wszystkie zjawiska, które mają charakter kryminalny. Mówimy przecież o pedofilii, poważnym przestępstwie, które powinno być ścigane z pełną determinacją. Oczekiwałbym, że Kościół wyciągnie konsekwencje w ramach swojej instytucji. Tak jak od państwa oczekuję determinacji w ściganiu sprawców takich przestępstw. Kościół to ściganie musi wspierać. Tak uważam jako obywatel i człowiek wierzący.

Dobrze, że w Parlamencie Europejskim mamy silną reprezentację – z lewicy, prawicy i centrum. Mam tylko jedną prośbę do wszystkich naszych posłów w Brukseli: by jak najlepiej reprezentowali polskie interesy. Nie może być tak, jak widzieliśmy poprzednio, że do działań sprzecznych z interesem Polski wykorzystywano europejskie instytucje, bo nie zgadzano się z demokratyczną decyzją obywateli podjętą w wyborach. Zasiadasz w Parlamencie Europejskim, ale zostałeś wybrany przez Polaków i twoim obowiązkiem jest bronić tam polskich interesów.

Mam szczególny, osobisty stosunek do Pani Premier, do Beaty, bo była szefową mojej kampanii i bardzo dużo jej zawdzięczam. Dodawała mi sił swoją postawą, wielkim spokojem i ciepłem. Gratulowałem jej z całego serca tego wyniku. Tak olbrzymie poparcie to powód do wielkiej satysfakcji.

Zawsze. Pani Premier w 2015 r. sprawdziła się doskonale. Dziś ma jeszcze większe doświadczenie niż wtedy. To dużej klasy polityk.

W Parlamencie Europejskim jest się co tydzień, przez pięć dni w tygodniu. Jedyny czarodziej, który jest jednocześnie tam i tu, to Ryszard Czarnecki.

Ale on jest jedynym takim mistrzem. Europoseł znika z ojczyzny, tym bardziej jeśli weźmie na siebie dodatkowe obowiązki w Brukseli. Ja np. byłem w dwóch komisjach tzw. koordynatorem, czyli głównym przedstawicielem klubu parlamentarnego. Na takiej osobie spoczywa obowiązek przekazywania klubowi informacji o tym, co się dzieje w komisji, kiedy będą ważne głosowania. To wymaga sporo pracy. Byłem w PE bardzo zaangażowany, więc niewiele bywałem w domu. To jest największy minus. Bruksela wciąga i pojawia się obawa, że zniknąłeś z polityki krajowej. W weekend próbuje się nadrobić tę nieobecność, a to odbija się na domu, gdzie cię praktycznie nie widzą. To jest trudne.

Robimy swoje. Postawiłem sobie za cel, by pojechać do moich rodaków we wszystkich zakątkach Polski. Pod tym względem dla mnie kampania się nie skończyła, tylko doszły obowiązki prezydenckie. Odwiedziłem wiele powiatów, w których jeszcze nigdy nie było głowy państwa. To daje mi ogromną satysfakcję. Wiem, jak wygląda Polska w każdym zakątku. Najważniejsza jest dla mnie rozmowa z ludźmi. Dlatego w czasie tych wyjazdów najwięcej czasu poświęcam na rozmowy.

Pewnie panowie zajmujący się moim bezpieczeństwem tego nie lubią, ale mi te spotkania są niezwykle potrzebne i bardzo je cenię. Pałac Prezydencki rzeczywiście jest złotą klatką. Jedynym sposobem, by nie dać się oderwać od rzeczywistości, jest wyjście do ludzi. Trzeba się zatrzymać, zrobić zakupy w osiedlowym sklepie spożywczym, wejść na stację benzynową, posłuchać, co mówią. Nie wolno dać się odizolować.

Taki kontakt też jest ważny. Chcę, by zwykli obywatele – by Pan Jan, Pani Maria – mogli podejść i normalnie porozmawiać z Prezydentem. Powiedzieć też, co im się nie podoba.

Cały czas dziękują za 500+. Nie brakuje wzruszających momentów, gdy np. przychodzi małżeństwo z czwórką, piątką dzieci i całą rodziną dziękują. Bardzo też docenia się obniżenie wieku emerytalnego. To było moje wielkie zobowiązanie w kampanii i słowa dotrzymałem. Ludzie to doceniają. Jednak sporo jest głosów emerytów wskazujących na niskie uposażenia. Wielokrotnie słyszałem prośbę: „Tak, wiemy, że dajecie 500+. Dziękujemy, że pamiętacie o naszych wnukach, ale pamiętajcie też o nas". Bez awantury, cicho mówione, ale wiele razy. Trzynasta emerytura odpowiedziała na tę potrzebę i za to usłyszałem mnóstwo podziękowań. Pretensje są też o wymiar sprawiedliwości, że jeszcze nie został naprawiony. I tu głosy często są radykalne: „Pogonić ich wszystkich!".

Zdarza się. To bardzo trudna materia. Gdy wyjaśniam swoje motywacje i tłumaczę, dlaczego na pewne przepisy w nowych ustawach nie mogłem się zgodzić, wtedy ludzie zaczynają rozumieć.

Uważam, że należy to rozważyć. Jestem zdania, że taka zmiana ma sens, choćby po to by mocniej zaznaczyć polską suwerenność w kontekście prawa europejskiego i jego relacji do polskiego prawa.

To bardzo złośliwa interpretacja, bo chyba zgodzą się Panowie, że do Unii Europejskiej chcieliśmy iść, a wiązać z ZSRR raczej nie. Poza tym proszę pamiętać, że konstytucję można zawsze zmienić, tylko trzeba mieć do tego odpowiednią większość.

Nazwa „Fort Trump" to symbol. Chodzi mi o zwiększenie obecności militarnej Stanów Zjednoczonych w naszej części Europy. Dziś, w rezultacie warszawskiego szczytu NATO oraz umów dwustronnych, mamy ok. 4,5 tys. żołnierzy amerykańskich w naszym kraju, sprzęt i dużą inwestycję, jaką jest baza w Redzikowie. Rusza też budowa amerykańskiego szpitala wojskowego. Naszym celem jest, by obecność tę zwiększyć ilościowo i jakościowo. Rozmowy na ten temat nabrały ostatnio tempa. Więc nie mówimy – jak wcześniej o jesieni – lecz o realnym planie, by ogłosić decyzję już w czerwcu. Ale zaznaczam: negocjacje trwają, a ustalenia muszą zostać zaakceptowane zarówno przeze mnie, jak i Prezydenta Trumpa.

To ważny sygnał, ale podchodzę do tego bardzo spokojnie. Cieszę się z zaproszenia ze strony Prezydenta Trumpa. To, że odbywam drugą oficjalną wizytę w Waszyngtonie, jest sytuacją wyjątkową. Chyba pierwszy raz zdarza się tak, że Prezydent Polski odbywa dwie oficjalne wizyty w ciągu roku i nie są to spotkania kurtuazyjne, tylko omawianie wspólnych interesów. Wojsko, energetyka, nowoczesne technologie, infrastruktura, medycyna – w tym leczenie chorób nowotworowych, to obszary, w których mamy dziś wspólne polsko-amerykańskie projekty.

Prezydent Trump jest bardzo spontaniczny, choć twardo stąpa po ziemi. Jest bardzo amerykański. Ma wielkie poczucie godności i niezachwiane poczucie wartości własnego kraju. I to nas zbliża. Wie, że jest człowiekiem gigantycznego sukcesu biznesowego, do którego dołączył wielki sukces polityczny, jakim jest prezydentura USA, szefowanie największemu mocarstwu na świecie. Jest otwarty i zachowuje się wobec mnie i wobec Polski w sposób bardzo życzliwy. A to jest dla mnie niesłychanie ważne – by Stany Zjednoczone traktowały nas życzliwie i uczciwie. Myślę, że bardzo ważne jest także to, że Prezydent Trump docenia znaczenie amerykańskiej Polonii.
[Obecny przy rozmowie współpracownik Prezydenta podpowiada: „Sprawdziłem, będzie to ósme spotkanie Prezydenta Dudy z Prezydentem Trumpem, a 12. z Prezydentem USA, licząc Baracka Obamę.]
I za każdym razem rozmawiamy.

Nie, używamy formy „Panie Prezydencie".

Wszyscy eksperci mówią, że zachorowalność na raka będzie wzrastać, bo żyjemy coraz dłużej. Niezbędny jest specjalny plan stworzenia całego systemu centrów onkologicznych, w których pacjent dostanie kompleksową opiekę. Gdy ktoś się dowiaduje, że ma nowotwór, jest kompletnie zagubiony. Pacjent powinien być poprowadzony za rękę w każdej sferze. Nie chodzi tylko o onkologię, ale i profilaktykę, opiekę psychologiczną, edukację, jak się zachowywać, by zmniejszyć prawdopodobieństwo zachorowania, a zatem – kluczowe w tej sprawie – wczesne wykrywanie. Śmiano się z mojej ustawy antysolariowej, a przecież czerniak to jest kosiarz! Chodziło przede wszystkim o to, by zatroszczyć się o młodych ludzi, zwłaszcza dziewczyny, nieświadome zagrożeń, jakie może nieść ze sobą dbanie o piękny wygląd. Lekarze są zgodni, że to bardzo ważna ustawa.

I dlatego trzeba coś z tym zrobić. Zamiast czekać, działajmy już teraz. Zacznijmy budować system, który będzie chronił, leczył, a w tych najgorszych przypadkach zapewniał opiekę paliatywną.

Nie. Nie palę od dwóch i pół roku i zachęcam wszystkich do rzucenia.

01_jsz_7435.jpg [363.67 KB]