Menu rozwijane

24 kwietnia 2020
Prezydent rozmawia z Małgorzatą Raczyńską-Weinsberg
Andrzej Duda udziela wywiadu w ogrodach Pałacu Prezydenckiego
Prezydent: Musimy zrobić wszystko, by skutki kryzysu gospodarczego jak najszybciej zostały zminimalizowane
Andrzej Duda: Wierzę, że w Polakach są zapał i ambicja do tego, by być społeczeństwem żyjącym na wysokim poziomie
o884849626.jpg
o769782201.jpg
o1127896479.jpg
o694981267.jpg

Małgorzata Raczyńska-Weinsberg: Dzień dobry Państwu, przy mikrofonie Małgorzata Raczyńska-Weinsberg. Dziś w ramach „Debaty Jedynki” nie wysłuchamy opinii kilku polityków, a skupimy się na jednym – tym najważniejszym w kraju. Prawnik, doktor nauk prawnych, harcerz i – oczywiście – polityk, od pięciu lat głowa państwa polskiego. Witam Pana Prezydenta, dr. Andrzeja Dudę, dzień dobry, Panie Prezydencie.

Prezydent RP Andrzej Duda: Dzień dobry, Pani Redaktor, bardzo miło mi jest powitać tutaj, w ogrodach Pałacu Prezydenckiego, Panią Redaktor i naszych słuchaczy.

Panie Prezydencie, żeby zrozumieć sposób sprawowania przez Pana urzędu, musimy wrócić chyba do Pańskich korzeni. Wyrastał Pan bowiem w intelektualnej atmosferze Krakowa, Pańscy rodzice to akademicy. Czy zatem to ta atmosfera miejsca, ten klimat rodzinny – to one Pana ukształtowały?

W jakimś sensie na pewno. To rzeczywiście był taki dom – mówiąc, oczywiście, bardziej o mojej rodzinie niż o miejscu w sensie fizycznym. Na początku mieszkaliśmy z rodzicami w hotelu asystenckim na miasteczku studenckim w Krakowie. Rodzice byli wtedy młodymi pracownikami naukowymi, asystentami na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, więc siłą rzeczy również dorastałem w tym środowisku. I wokół moi koledzy z podwórka, czyli z hoteli asystenckich i akademików, to były dzieci kadry naukowej. Był to specyficzny świat, specyficzne środowisko rzeczywiście ludzi z ambicjami.

Gdy byłem małym chłopcem, bardzo często jeździłem do Starego Sącza, do moich dziadków. Śmiało mogę powiedzieć, że w istotnym stopniu wpływ na moje wychowanie mieli także oni.

Inwestowali w dzieci, inwestowali w naukę, tak.

Prości ludzie o bardzo klarownych zasadach życiowych. To było też wychowanie w tradycji bardzo porządnego wykonywania swoich obowiązków. Więc to takie bardzo specyficzne ukształtowanie, ale – wydaje mi się – też i polskie.

Pańscy przyjaciele, współpracownicy, znajomi mówią, że Pan od zawsze się interesował polityką, a historia Polski była dla Pana taką inspiracją do intelektualnych poszukiwań. Rozumiem, że studia prawnicze były świadomym wyborem, uzyskał Pan tytuł właśnie doktora nauk prawnych. Nie myślał Pan o karierze uniwersyteckiej? Bo na to by wskazywały jednak Pańskie tradycje rodzinne. I nawet kilka lat pracował Pan na uniwersytecie, prawda?

Myślałem – i robiłem ją, bo przecież pracowałem na uniwersytecie nawet nie kilka lat, tylko cały czas nieprzerwanie od 1997 roku do 2006 –a więc to było dziewięć lat pracy na uczelni jako nauczyciel akademicki, ale także jako naukowiec. W tym czasie napisałem i obroniłem doktorat. Więc był to taki czas, w którym moja aktywność uczelniana stanowiła jednak bardzo istotną część mojego życia.

Oprócz tego starałem się jeszcze jakoś tam zarobić na byt mojej rodziny, bo miałem ją już dosyć wcześnie – w każdym razie na pewno jak na dzisiejsze standardy, ale ówczesne też dosyć wcześnie. Ale tak było.

Ale dziś, z perspektywy patrząc, wszystko się udało.

Panie Prezydencie, Pańska taka pierwsza poważna polityczna funkcja to było stanowisko podsekretarza stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości. Czuł Pan, że może zmieniać tę zastaną rzeczywistość? Że akurat w tym tak ważnym z perspektywy państwa resorcie są kolosalne możliwości zbudowania na nowo poczucia sprawiedliwości wśród Polaków? Myślę o tym dzisiejszym także kontekście, bo przed nami wybór pierwszej prezes Sądu Najwyższego. Sytuacja jest dosyć trudna, bo chodzi o zamrożenie przez pierwszą prezes, panią Małgorzatę Gersdorf, Izby Dyscyplinarnej. Jaki Pan ma swój punkt widzenia na sprawę? Czy uda się to rozwiązać jakoś bezkonfliktowo, czy nie?

Konflikt jest. Śmiało można powiedzieć, że jest to konflikt wizji Polski i tego, co to znaczy Polska sprawiedliwa. To jest też w jakimś sensie konflikt środowiskowy, bo pewna część środowiska sędziowskiego w dużej części jest jeszcze osadzona w czasach, gdy Polska nie była w pełni niepodległa. Więc są to beneficjenci czasów komunistycznych – w jakiejś części przynależący wówczas też do partii komunistycznej, w jakiejś części robiący dzięki tej partii kariery. Niestety, są wśród nich tacy, którzy w stanie wojennym skazywali działaczy opozycji, więc można śmiało powiedzieć, że mają w swoim życiorysie także czarne karty, do których nie chcą się przyznawać.

No ale Pan ma także swoje prerogatywy.

Więc jest to taki konflikt, w którym moje stanowisko jest jednoznaczne: ci ludzie po prostu powinni odejść. Już nawet pomijając kwestie dawnych czasów. Chociaż uważam, że dla tych, którzy rzeczywiście w tamtych czasach się splamili, nie powinno być dzisiaj miejsca w polskim wymiarze sprawiedliwości, nie powinni orzekać wobec innych ludzi, zwłaszcza kar, bo jest to po prostu żenujące.

Patrzę też na to, co działo się w Sądzie Najwyższym na przestrzeni ostatnich, powiedzmy 10 lat. Mówimy o sytuacjach, gdy sędziowie byli łapani na gorącym uczynku – choćby rozmowy nagrane przez służby specjalne, w których zachowanie sędziów i to, co mówią, woła o pomstę do nieba. W tej rozmowie bierze udział jeden z sędziów Sądu Najwyższego, rozmowa jest dostępna w internecie, każdy może jej wysłuchać. Rzeczy, które są tam opowiadane, nie tylko ocierają się o korupcję i kumoterstwo, ale nie mają nic wspólnego z jakąkolwiek etyką i moralnością, pokazują deprawację tych ludzi i tego człowieka.

Tymczasem w Sądzie Najwyższym nie wyciągnięto z tego kompletnie żadnych konsekwencji. Już nie wspomnę o postępowaniu karnym – bo, oczywiście, powołują się na to, co sami orzekli, a mianowicie, że owoce z zatrutego drzewa nie mogą być wykorzystane w postępowaniu karnym. A więc rzekomo nielegalne nagranie nie może być wykorzystane jako dowód.

Ale przede wszystkim nie wyciągnięto także żadnych konsekwencji o charakterze etycznym, dyscyplinarnym. Po prostu normalne, uczciwe środowisko taką czarną owcę wyklucza jakimkolwiek możliwym sposobem. To, że tego nie zrobiono i ten pan w glorii i chwale chodził jeszcze przez lata i chodzi po Sądzie Najwyższym jako kolega tych państwa, po prostu dyskwalifikuje całe to środowisko, całą ekipę, która tam przebywa.

Ale jeżeli, Panie Prezydencie, uda się zamrozić Izbę Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, która ma orzekać o ważności nadchodzących wyborów, to co wtedy?

Ale są orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego z ostatniego czasu, które pod tym względem są absolutnie jednoznaczne, i tę żenującą, dla niektórych w ogóle śmieszną, dla niektórych oburzającą uchwałę trzech izb Sądu Najwyższego sprzed półtora miesiąca czy dwóch miesięcy, całkowicie postponują i pokazują jej kompletną niezgodność z konstytucją i w ogóle aberrację. To jest pierwsza sprawa.

Druga: nie ma żadnych podstaw prawnych, by dokonywać jakiegokolwiek – jak to Pani Redaktor nazywa – zamrożenia. W związku z powyższym na tej zasadzie to można sobie powiedzieć: Słońce, stań! Można? Zawsze można tak powiedzieć. Tylko co z tego wynika? Nic.

Tu dopytam Pana dalej. Bo Pan także, Panie Prezydencie, pracował ze śp. Prezydentem, prof. Lechem Kaczyńskim. Chcę się Pana zapytać, kim był Lech Kaczyński dla Pana?

Śmiało można powiedzieć, że był postacią nietuzinkową jak na dzisiejszy świat polityki nie tylko w znaczeniu polityki polskiej, lecz także światowej – nie waham się tego powiedzieć. Bo był takim politykiem, który miał rzeczywiście bardzo skrystalizowaną wizję tego, jaki chciałby widzieć obraz Polski, Europy, Polski w Europie, Polski na świecie. To m.in. stąd było jego wystąpienie w Tbilisi w 2008 roku, gdy Rosja napadła na Gruzję. Uważał – słusznie zresztą – że trzeba tam pojechać i nazwać sprawy po imieniu. Nie wahał się pojechać, wezwać do tego prezydentów innych krajów Europy Środkowej – być może już wtedy zmienił losy świata.

Sporo decyzji i doświadczeń już za Panem, pewnie niemało przed. Ale ważna jest także ta Pańska aktywność w polityce zagranicznej. Tutaj wydaje się, że Pańskim sukcesem jest zbliżenie ze Stanami Zjednoczonymi – ważne jest z perspektywy naszego kraju. To chcę Pana zapytać: czy Pańskie osobiste relacje z Donaldem Trumpem przyniosły pozytywny efekt także w tej realnej polityce? Bo ona – i tutaj muszę dodać natychmiast, że ona się wiąże i znaczenie ma kluczowe w kontekście także bezpieczeństwa naszego kraju. Mamy żołnierzy amerykańskich w Polsce, mamy wielkie manewry wojskowe, mamy wreszcie amerykański najnowocześniejszy sprzęt, a od wczoraj, Panie Prezydencie, obecność także generała Stanów Zjednoczonych w Polsce – Thomasa O’Connora – co dowodzi, że wypełniane są postanowienia, porozumienia zawarte między Panem a prezydentem Trumpem. Czy to sprawia, że jesteśmy dziś bezpieczniejsi niż jeszcze kilka lat temu?

Zacznę od Pana Generała, któremu rzeczywiście trzeba pogratulować. Ogromnie się cieszę z tej nominacji, bo Pan Generał jeszcze do niedawna był pułkownikiem, który był dowódcą sił amerykańskich w Polsce – dowodził dowództwem dywizyjnym w Poznaniu. I nadal nim dowodzi, ale otrzymał od władz Stanów Zjednoczonych nominację generalską i dzisiaj rzeczywiście jest już członkiem korpusu generalskiego armii Stanów Zjednoczonych, więc jest to dla niego wielkie życiowe wydarzenie.

Ale jest to też duże wydarzenie dla nas. Nie będę ukrywał, że w czasie mojej ostatniej wizyty w Białym Domu, gdy podpisywaliśmy porozumienie dotyczące zwiększenia liczebności wojsk amerykańskich w Polsce, również zwróciłem się wtedy do pana prezydenta Donalda Trumpa, gdy mieliśmy okazję rozmawiać w cztery oczy, że jednak by mi zależało, aby na czele wojsk amerykańskich stał u nas generał. Bo to podnosi – wiadomo – prestiż tej obecności, podnosi także morale żołnierzy, oznacza, że to dowództwo jest tu silne, na wysokim poziomie także jeżeli chodzi o rangę.

Cieszę się, że tak się stało. Bo wtedy Pan Prezydent właśnie mi sygnalizował, że w takim razie postara się, by jeden z pułkowników, którzy są u nas, otrzymał awans.

Otrzymał i stacjonować będzie w Poznaniu, tak.

Więc już mamy w tej chwili pana generała O’Connora i bardzo się z tego cieszę. Bardzo też gratuluję Panu Generałowi.

W tej realnej polityce.

To dla mnie pokazuje, że w dzisiejszej sytuacji jest to także ważny akt ze strony Stanów Zjednoczonych. Proszę pamiętać, że straszono nas: teraz Stany Zjednoczone w związku z kryzysem i koronawirusem wycofają swoje wojska z Polski, pewnie już nie będzie amerykańskiej obecności. A tu nie, przeciwnie – dowódca wojsk amerykańskich w tej części Europy otrzymuje nominację generalską. To pokazuje wręcz umocnienie tej obecności.

Bardzo też się cieszę, że ten akt właśnie nastąpił, bo ma on również wymiar symboliczny. Pokazuje wszystkim wątpiącym czy wszystkim, którzy chcieliby, aby żołnierze amerykańscy stąd wyjechali – bo nie życzą bezpieczeństwu Polski dobrze – że tak nie będzie, że Sojusz Północnoatlantycki trzyma się twardo, że Stany Zjednoczone dotrzymują swoich zobowiązań, są poważnym sojusznikiem i swoich sojuszników traktują poważnie.

Bezpiecznie czujemy się nie tylko my, ale także pani ambasador Mosbacher.

Na pewno cieszy się z tego. Ale mogę powiedzieć, że cieszyłby się z tego na pewno także Pan Prezydent Lech Kaczyński, o którym przed chwilą mówiliśmy. Bo to on do nas mówił – pamiętam jak dzisiaj, gdy siedzieliśmy tutaj, w Pałacu Prezydenckim, wtedy w jego gabinecie: „Słuchajcie, to nie jest taka bagatelna sprawa. Bo gdy będą u nas amerykańscy żołnierze, gdy będą tu stacjonować, gdy będzie tu także amerykańska infrastruktura militarna, będzie to nie tylko amerykańska obecność, lecz także widoczny znak dla całego świata, że to już nie jest rosyjska strefa wpływów. I to będzie miało ogromne znaczenie, jeżeli chodzi o budowanie wizerunku Polski – że to nie jest państwo postsowieckie, państwo, które pozostaje w obrębie wpływów Rosji, państwo podległe Rosji, ale jest to prawdziwie wolne państwo, które przynależy do Zachodu nie tylko pod względem kulturowym, lecz także politycznym, militarnym”. I to dzisiaj jest faktem.

Pan, jako zwierzchnik sił zbrojnych, przeprowadził inicjatywę zwiększenia finansowania armii z 2 do 2,5 proc. PKB. Czy w dobie obecnego kryzysu – Pańskim zdaniem – uda się te wydatki utrzymać?

Przede wszystkim mam nadzieję, że ten kryzys ma charakter przejściowy. Polska gospodarka jeszcze kilka miesięcy temu rozwijała się niezwykle dynamicznie, była jedną z najlepiej rozwijających się gospodarek w Europie. Po prostu musimy zrobić wszystko, by ten kryzys, który potrwa najdalej kilka miesięcy – w sensie epidemii – żeby jego gospodarcze skutki po prostu jak najszybciej zostały zminimalizowane.

Cały czas wierzę, że w Polakach są jednak zapał i ambicja do tego, by właśnie być społeczeństwem żyjącym na wysokim poziomie, żebyśmy mieli gospodarkę, rozwój i poziom życia jak na Zachodzie; że ta siła cały czas będzie nas pchała, by przezwyciężyć kryzys. I nawet jeżeli kryzys nastąpi, to będziemy mieli w nim gwałtowne odbicie w pozytywnym kierunku. I jeżeli PKB drastycznie nam spadnie, to zaraz zacznie równie drastycznie wzrastać.

Bardzo na to liczę i też mobilizuję wszystkich, by nie tracić ducha, tylko brać się do pracy, gdy tylko będzie to możliwe. Mam nadzieję, że poszczególne branże będą jak najszybciej uruchamiane; że dzięki gaszeniu epidemii już wkrótce będzie to następowało, choć jeszcze cały czas nie następuje. Bo trzeba sobie powiedzieć, że u nas ta krzywa jeszcze się nie zakrzywiła ku dołowi, więc ciągle walczymy. I stąd cały czas apelujemy, by utrzymywać rygory, by była dyscyplina społeczna jak do tej pory, by jednak cały czas kontynuować akcję „Zostań w domu”, wychodzić jak najmniej, ograniczać się, korzystać z maseczek – czyli wszystko, o co apelujemy, prosimy.

To są także warunki tego, byśmy rzeczywiście mogli wrócić do normalnego funkcjonowania. Ale mam nadzieję, że wrócimy – i wtedy wrócimy także na normalną, dobrą drogę rozwoju i Polska nadal będzie rozwijała się dynamicznie.

Właśnie, a Pan wierzy, Panie Prezydencie, w tę tarczę antykryzysową? Tę podstawową – 2.0, 3.0. Wierzy Pan także, że te dwie branże, które były jednak takim kołem zamachowym polskiej gospodarki – budownictwo i transport – że one nadal pozostaną, tak jak były, liderami na rynku?

Tarcza antykryzysowa jest cały czas rozpatrywana także w dyskusji z ludźmi, którzy są częścią polskiego biznesu. Sam ciągle odbywam spotkania z biznesmenami – czy to z przedsiębiorcami, którzy pomagali mi w ramach Rady ds. Przedsiębiorczości przy Prezydencie Rzeczypospolitej, czy Narodowej Rady Rozwoju, czy generalnie z przedsiębiorcami, z którymi miałem kontakt przez ostatnie lata choćby z uwagi na to, że brali udział czy byli nagradzani w ramach Kongresu 590, czyli promującego towary wytworzone w Polsce; bo 590 to właśnie początek kodu kreskowego towarów wytworzonych w Polsce.

Te konsultacje cały czas się odbywały. Są to ludzie, których właśnie ten kryzys dotyka. Oni prowadzą biznesy – od małych biznesów zatrudniających po kilkanaście, kilkadziesiąt osób, aż do gigantycznych biznesów, gdzie zatrudnionych są tysiące ludzi. W związku z tym słucham, co mówią ludzie różnych branż.

Ale nie tylko ja, bo przede wszystkim słuchają tego Premier i pani wicepremier Jadwiga Emilewicz – więc ci, którzy przygotowują te przepisy. W związku z tym te przepisy są przygotowywane w konsultacji z przedsiębiorcami. Mam nadzieję, że dzięki temu – przynajmniej w większości – tarcza antykryzysowa pomoże przejść ten trudny czas. Ona – oczywiście – ma ogromną wartość, wczoraj długo rozmawiałem z panem premierem Mateuszem Morawieckim właśnie na ten temat. Także dalsze kroki, które są realizowane, w sumie spowodują, że wartość tej tarczy wyniesie ok. 400 mld zł, więc są to w ogóle kwoty niewyobrażalne.

Gigantyczne pieniądze, tak.

Powtarzam: wartość tarczy. Bo ta wartość to też różnego rodzaju gwarancje, które są udzielane, a to jest cały szereg instrumentów, którymi obudowany jest ten program ratunkowy. To – oczywiście – także kredyty i pożyczki udzielane i gwarantowane przez BGK itd. Zakres różnego rodzaju działań jest tu ogromny. Zwolnienia z ZUS-u, o które walczyłem, ochrona rolników tak jak przedsiębiorców, mikroprzedsiębiorców i samozatrudnionych – więc bardzo dużo instrumentów jest tu włączonych.

Mam nadzieję, że rzeczywiście będą pomagały i skutecznie pozwolą przejść przedsiębiorcom przez te kilka miesięcy, ratując ich, ale przede wszystkim ratując także rynek pracy, bo chodzi o to, by nie znikały miejsca pracy, by ludzie mieli pewność normalnego funkcjonowania i w miarę normalnego życia. Że nawet jeżeli kryzys jest, to potrwa dwa, trzy miesiące, może pół roku, a potem znowu będziemy wracać na normalne tory.

Panie Prezydencie, w kontekście pandemii uważa Pan, że powinniśmy odbudować nasz rodzimy przemysł farmaceutyczny, żeby w przyszłości nie być skazanym na obce koncerny?

No pewnie, byłoby dobrze w jak największym stopniu być samowystarczalnym. Ale bardzo trudno jest stworzyć taką gospodarkę w obrębie jednego państwa, nawet tak dużego jak Polska – Polska jest dużym państwem.

Natomiast uważam, że ten postulat na pewno powinien być rozważony na forum Unii Europejskiej. Żeby się podzielić obowiązkami w tym zakresie i nawet umówić na zasadzie: to państwo zabezpiecza to i w razie czego u niego mamy produkcję i zapasy, inne państwo zabezpiecza co innego, a więc wyspecjalizuj się w tym, a gdy przyjdzie na to czas, będziesz wtedy wspierał naszych wszystkich innych sojuszników.

To jest doświadczenie, które przeżywa dzisiaj cały świat. Powinniśmy się przed tym zabezpieczyć, wyciągnąć wnioski. Więc pytanie: czy nie byłoby sensowne stworzenie takiego systemu, gdzie właśnie w ramach tego wielkiego organizmu gospodarczego, jakim jest Unia Europejska, poszczególne państwa wezmą na siebie obowiązki, by później solidarnie dzielić się odpowiedzialnością i ze sobą współdziałać?

Właśnie, i konieczne są też rozwiązania – już Pan wspominał – te ogólnoeuropejskie. A ja w tym kontekście zacytuję pana premiera Mateusza Morawieckiego, który mówi: „Europa potrzebuje kompleksowego pakietu ożywienia gospodarczego stymulującego europejską ekonomię. Konieczna jest nasza wspólna zgoda w kwestii ambitnego kształtu wieloletnich ram finansowych, zwiększenie środków własnych, dochodów Unii”. I to Pan Premier opublikował na stronach dziennika niemieckiego „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Chcę Pana Prezydenta zapytać, czy wizja Pana Premiera – Pańskim zdaniem – w jakiejkolwiek formie jest realna?

Oczywiście, że jest realna. Aby można ją było zrealizować, trzeba o nią walczyć. Bardzo słusznie, że Pan Premier ten – można powiedzieć – swoisty manifest opublikował. To jest coś, o czym od dawna się mówiło, tylko nikt nie wcielał tego w życie.

Ale Unia w tym kontekście mówi o cięciach jednak, prawda? Szczególnie po brexicie.

Ale – według mnie – to właśnie był też jeden z problemów, które spowodowały brexit.

Też Pan Premier podpowiada – oczywiście – że wprowadzenie podatku właśnie a to od transakcji finansowych, a to podatku cyfrowego, a to podatku od śladu węglowego na towary spoza Unii, a szczególnie skuteczne ściganie przestępstw podatkowych czy ściąganie podatków, to są te elementy, które mogą zbudować silny budżet Unii.

Oczywiście, że tak. Bo jest swoistą hipokryzją, gdy ktoś mówi: „Ach, mamy zerową emisję”. Fajnie, tylko że ktoś ma zerową emisję, dlatego że kupuje stal wytworzoną w kraju, gdzie jest gigantyczna emisja – bo przy wytworzeniu tej stali jest gigantyczna emisja, tam się nie przestrzega kompletnie żadnych norm. Oni tę stal kupują, wytwarzają z niej swoje produkty i mówią: „Mamy u siebie zerową emisję”. To jest nie fair.

My stoimy także, Panie Prezydencie, chyba przed kryzysem związanym z suszą. Pan zorganizował telekonferencję z udziałem Ministrów: Rolnictwa, Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, Klimatu, Środowiska. No i zaapelował Pan o zmianę myślenia o retencji w kraju. Czy zatem wobec tego wyzwania – w Pana ocenie – powinniśmy przekierować ogromne środki na walkę o każdy litr wody dzisiaj?

Środki, które już zostały uruchomione, na pewno są uruchomione zasadnie. To nie są małe kwoty – są to kwoty na retencję rzędu ponad 10 mld zł na lata 2020-2027. Więc jest to duży program. Mam nadzieję, że będzie zrealizowany. W tym programie zaplanowana jest budowa kilku dużych i kilkudziesięciu mniejszych zbiorników retencyjnych. Jest tam przewidziana także retencja – powiedziałbym – wręcz gospodarska, niemalże przydomowa. Musimy działać tak, by zbierać jak najwięcej wody pochodzącej z opadów, czyli wody deszczowej. Bo 70 proc. tej wody tracimy.

Tracimy, tak.

To będą też w gospodarstwach różne instalacje nawadniające, na które również są programy przewidziane dla rolników. To poszukiwanie wód głębinowych, gdzie na badania hydrogeologiczne są przeznaczone pieniądze i gminy już mogą korzystać ze środków na ten cel, by właśnie te poszukiwania prowadzić u siebie, szukać nowych źródeł wody.

Powinniśmy prowadzić cały szereg takich działań i na ten wielki program nawadniania Polski składa się wiele większych i mniejszych działań, które na co dzień musimy prowadzić. Ale także właśnie swoiste zmienianie mentalności, podejścia: nie lej wody bez sensu, nie wylewaj jej, tylko oszczędzaj, staraj się podlewać swój trawnik deszczówką, twórz różnego rodzaju instalacje, bądź w tym względzie nowoczesny.

Dochodzimy do takiego punktu, który dla Pana jest niezwykle ważny, bo zbliżają się wybory prezydenckie. Jest Pan pewien, że one się odbędą 10 maja właśnie w formie korespondencyjnej? Bo takie mamy zderzenie dwóch światów. Z jednej strony – opozycja mówi o zagrożeniu i deptaniu konstytucji w związku z tym, że mają się one odbyć 10 maja. Z drugiej strony – odpowiedzialny za te wybory wicepremier Jacek Sasin mówi, że właśnie depczą konstytucję czy chcą łamać konstytucję ci, którzy nawołują do bojkotu tych wyborów. Słowem: czy wszystko uważa Pan, że wybory odbędą się zgodnie z kalendarzem wyborczym i zgodnie z konstytucją?

Jeśli Pani Redaktor pyta, czy jestem pewny, to mogę odpowiedzieć tylko biblijnie: „Nie znacie dnia ani godziny”. Więc nikt nie może być niczego pewny nawet za kilkadziesiąt minut, bo przecież nie wiadomo, co się może zdarzyć.

Ale forma jest pewna, że to będą wybory.

Ale – oczywiście – jako prawnik, który stara się twardo stąpać po ziemi, mogę powiedzieć: na dziś – tak, na dziś wybory zostały ogłoszone przez panią Marszałek Sejmu zgodnie z konstytucją, zgodnie z obowiązującymi w tym zakresie przepisami, na dzień 10 maja i w tym zakresie jak do tej pory nie ma zmiany. Być może ona będzie – to zależy od decyzji podejmowanych przez polityków, parlament, większość parlamentarną. Być może. Mnie jest trudno na to pytanie odpowiedzieć, na pewno nie ja będę podejmował taką decyzję, bo to nie są kompetencje Prezydenta Rzeczypospolitej.

Jasne.

Natomiast być może będą tu różne propozycje. Na dziś jest tak, że wybory są przewidziane, ogłoszone, rozpisane na 10 maja.

A unijny komisarz – tymczasem – ds. sprawiedliwości Didier Reynders twierdzi, że wybory prezydenckie w Polsce mogą nie sprostać szeregowi norm międzynarodowych. To był cytat.

Powiedziałbym, że jest to bezczelność na tym etapie. Wybory odbywały się w ostatnim czasie w różnych krajach, m.in. wybory korespondencyjne odbyły się w Bawarii. Jakoś nie słyszałem, by ktokolwiek z tych polityków twierdził, że wybory w Bawarii nie odpowiadały standardom, mimo że zostały przeprowadzone chyba w okresie największego tam rozwoju epidemii.

W Szwajcarii także.

To, że tak się słyszy, że takie wypowiedzi są, nie mam wątpliwości, że – jak, niestety, wiele działań różnych ludzi z Komisji Europejskiej na przestrzeni ostatnich lat, zwłaszcza tych o poglądach lewicowo-liberalnych, wrogo nastawionych wobec obecnego obozu rządzącego w Polsce – są po prostu politycznie motywowane, te wypowiedzi mają podważać legitymację polskich władz, mają siać zamęt i temu służą; mają po prostu służyć osłabieniu naszego państwa. Niestety, bardzo przykro to mówić, ale taka jest prawda.

Wiele spekulacji, Panie Prezydencie, narosło także wokół wizyty w Pałacu Prezydenckim pana Jarosława Gowina. To było spotkanie, które odbyło się przed kilkoma dniami. Chcę zapytać, krótko mówiąc: o czym Panowie rozmawiali? Bo nie jest tajemnicą, że Pan Wicepremier – były wicepremier – jest przeciwny wyborom 10 maja. Ostatnia jego propozycja to sierpień tego roku, także wybory korespondencyjne.

Wysłuchałem, rzecz jasna, opinii premiera Jarosława Gowina na ten temat. Wyraziłem swoje zdanie w tej kwestii, powiedziałem, jak to widzę. Powiedziałem mu również, jak widzę kwestię dalszego rozwoju sytuacji w Polsce i jakie jest moje spojrzenie, jakie są moje przekonania co do tego, co jest Polsce potrzebne. W związku z tym powiedziałem mu też, jakie są moje obawy co do różnych scenariuszy, jakie mogą wystąpić. No i właściwie na tym etapie i w takiej konkluzji co do tego, że może być różnie, rozstaliśmy się.

Oczywiście nie jestem w stanie premiera Jarosława Gowina do niczego zmusić. Pan Premier też nie jest w stanie Prezydenta Rzeczypospolitej do niczego zmusić.

Jasne.

Jesteśmy wolnymi ludźmi. Natomiast liczę na to, że pan premier Jarosław Gowin czuje odpowiedzialność za polskie sprawy na poważnie. I umie też porównywać, jak te sprawy były prowadzone na przestrzeni ostatnich lat, a jak były prowadzone wcześniej.

Tak czy owak opozycja wzywa do obywatelskiej blokady tych nadchodzących wyborów. Ale ja chcę Pana zapytać nie jako męża stanu, nie jako Prezydenta, nie jako polityka – jako człowieka. Jakie Pan ma marzenia? I czy one są realne?

Przede wszystkim chciałbym, żebyśmy wszyscy spokojnie żyli. To jest pewnie marzenie każdego. Chciałbym, żebyśmy mogli się tu rozwijać, żeby moja rodzina też mogła rozkwitać, żeby nam wszystkim się powodziło.

Ale to ma swój jednoznaczny związek także z rozwojem Polski takiej, jak ją widzę. To taka Polska, gdzie po prostu wszyscy będziemy mieli możliwości rozwojowe. Każdy, kto chce uczciwie pracować, uczciwie żyć – żeby miał taką możliwość. Bo to jest dla mnie sprawa fundamentalna.

Żeby to rzeczywiście była Polska, którą w bardzo prosty sposób streścił Prezydent Lech Kaczyński, mówiąc, że chce takiej Polski, która będzie umiała obronić słabszych i nie będzie musiała bać się silnych, w której zwycięża uczciwość, a nie cynizm i draństwo. To wystarczy, żebyśmy sobie dobrze radzili. Wszyscy uczciwi ludzie, którzy będą prowadzili biznes, będą dawali innym pracę, i ci, którzy tę pracę będą wykonywali – jeżeli będą żyli uczciwie, to nasze państwo powinno się dobrze rozwijać i po prostu powinniśmy zapracować sobie na zwykłą zamożność. O to mi chodzi.

Bardzo dziękuję za zaproszenie do ogrodów pałacowych, bardzo dziękuję za Pański czas, za rozmowę, za tę ciekawą analizę.

Ja w każdym razie, Pani Redaktor, jestem optymistą.

To widać.

I wierzę, że jest w nas siła, która pozwoli nam przełamać wszystkie bariery. Nasz naród przez pokolenia przeżył tyle trudnych chwil, że naprawdę mamy grubą skórę – wierzę w to głęboko. I tam, gdzie inni – jak to się mówi – wymiękają i nie dają rady, tam my, Polacy, idziemy naprzód, robimy swoje. Po prostu róbmy swoje – i koniec!

Do usłyszenia. Zdrowia i spokoju!

Dziękuję.