Menu rozwijane

24 maja 2020
Prezydent: Politycy mają służyć realizacji dobra wspólnego
o1992269697.jpg

Danuta Holecka, TVP: A naszym gościem jest Prezydent Andrzej Duda. Witam, Panie Prezydencie.

Prezydent RP, Andrzej Duda: Witam Panią Redaktor, dobry wieczór. Dobry wieczór wszystkim naszym widzom.

Wyjaśnijmy przez momencik widzom, że ten dystans jest po prostu wymogiem warunków sanitarnych, jakie teraz panują, mimo że jesteśmy w miejscu pracy Pana Prezydenta, gdzie nie są obowiązkowe maski. No ale przeszliśmy dezynfekcję rąk i generalnie zachowujemy ponad 2,5-metrowy dystans, aby było bezpiecznie.

Tak jest.

Panie Prezydencie, pamięta Pan, co Pan robił pięć lat temu o tej porze? Mniej więcej za godzinę miały być zamknięte lokale wyborcze.

Może Cię zainteresować Prezydent w TVP: Politycy mają służyć realizacji dobra wspólnego Pamiętam, rzeczywiście był to dzień nieprawdopodobnych emocji, atmosfera jak chyba nigdy w życiu. Wspomnienie niesamowite, duże emocje. Przede wszystkim ogromne emocje! Wszyscy już się wtedy spodziewali, że prawdopodobnie jest zwycięstwo, ale wyniku jeszcze nie było. Emocje naprawdę sięgały zenitu.

No ale cisza wyborcza została przedłużona do 22.30. To chyba jeszcze bardziej?

Tym bardziej sięgały zenitu, tak. Już – oczywiście – pojawiły się różne spiskowe teorie, jak to w takich sytuacjach bywa. (śmiech) Teraz można się z tego śmiać, ale rzeczywiście emocje były ogromne – bardzo, bardzo, bardzo wysoka temperatura.

Panie Prezydencie, słyszy Pan: „Wygrywa Andrzej Duda”. Czym było dla Pana to zwycięstwo?

Czymś rzeczywiście niesamowitym. To jest taki szok. Bardzo trudno to wytłumaczyć. W ogóle nie wiem, z czym to porównać. Byłem zupełnie oszołomiony – mimo wszystko jednak się dowiedzieć, że polskie społeczeństwo dokonało wyboru, którego nikt się przecież nie spodziewał, nikt nie zapowiadał. Tyle razy mówiono, że nie mam żadnych szans. Tymczasem okazało się, że wygrałem wybory prezydenckie. I to było coś rzeczywiście niebywałego, niesamowitego. Byłem po prostu oszołomiony.

Zresztą gdy ktoś przypomni sobie czy spojrzy do internetu, znajdzie filmiki z tego wieczoru, jak idę przez salę po ogłoszeniu wyników – widać, że jestem człowiekiem, który jest jakby w innym świecie. Trochę tak było.

No już Pan wie, że czeka Pana ogromna praca, ciężka, ogromna odpowiedzialność. Czy czegoś się Pan nie spodziewał w prezydenturze? Czy może coś Pana zaskoczyło?

Trzeba zrozumieć, kim byłem w momencie, gdy moi rodacy wybrali mnie na ten urząd. Byłem człowiekiem, który wcześniej pracował z Prezydentem Lechem Kaczyńskim przez ponad dwa lata, byłem jednym z najbliższych współpracowników Prezydenta. Więc jakby byłem bardzo blisko Prezydenta – widziałem jego troski, widziałem dyskusje, które prowadził, słyszałem, co mówił, widziałem z bardzo bliska jego pracę. Ale mimo wszystko, gdy sam zostałem prezydentem, zrozumiałem, że ogromu odpowiedzialności, jaka jest związana z tym urzędem, nie widać.

Jak powiedział mi jeden ze współpracowników Pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego: prezydentura to wielka samotność. Powiedział to Maciej Łopiński: „Jest mnóstwo doradców, ministrów, wszyscy mówią, wyrażają swoje opinie, a potem wychodzą, ty zostajesz sam w pokoju i musisz podjąć decyzję. I to jest twoja decyzja, twoja odpowiedzialność”. Rzeczywiście tak jest, to mogę powiedzieć. I jest to bardzo specyficzne. Nigdy nie pełniłem drugiego, oczywiście tak odpowiedzialnego urzędu i muszę powiedzieć, że – mimo wcześniejszej bliskości z Prezydentem – ogrom tej odpowiedzialności jednak był niespodziewany.

Poczuł Pan dopiero wtedy, gdy został Pan prezydentem.

Tak, poczułem dopiero wtedy, gdy usiadłem na tym fotelu, znalazłem się za tym biurkiem, gdy trzeba było podejmować te decyzje. Tak – zrozumiałem, co to znaczy być prezydentem Rzeczypospolitej.

Panie Prezydencie, po pierwszej turze, którą Pan wygrał, niektóre media okrzyknęły to sensacją. Bo tak: zobaczyć Pana w mediach publicznych na przykład, to naprawdę trzeba byłoby się bardzo postarać. Został Panu internet i kontakt bezpośredni z ludźmi. W tym kontakcie bezpośrednim – to był przede wszystkim Pański kontakt i Pańska kampania – jeździł Pan po całej Polsce, po wszystkich powiatach, miejscowościach. No i w tym kontakcie obiecał Pan ludziom bardzo poważne rzeczy. Przede wszystkim – że obniży Pan wiek emerytalny, że będzie 500+. Oczy w oczy! To chyba jeszcze większa odpowiedzialność i mobilizacja do spełnienia tych obietnic?

Tak, tylko że jeszcze ująłbym to w inny sposób: to ludzie tego się domagali – by mogli żyć na godnym poziomie, domagali się przywrócenia poprzedniego wieku emerytalnego. Ludzie mówili: „Oszukali nas, de facto nas okradają i w związku z tym żądamy przywrócenia wieku. Niech Pan to zrobi”. I ja się do tego zobowiązałem. Więc to było tak.

500+, oczywiście, było pomysłem, ale ono również stanowiło odpowiedź na zapotrzebowanie. Ludzie chcieli wyższego poziomu życia, rodziny, które wychowywały dzieci, bardzo często były w trudnej sytuacji, bieda wśród dzieci była wysoka – tak pokazywały wszystkie współczynniki. Trzeba było stanowczo coś z tym zrobić, a jest gospodarka rynkowa i nie da się tak po prostu wszystkim podnieść pensji.

W związku z tym wymyśliliśmy ten sposób, by wspomóc rodziny wychowujące dzieci poprzez świadczenie, wsparcie ze strony państwa bezpośrednio dla rodzin wychowujących dzieci – jakby udział państwa polskiego w wychowaniu dzieci. Ten pomysł był rzeczywiście świetny. Natomiast spotkał się on, rzecz jasna, z krytyką obozu wtedy rządzącego – Platformy Obywatelskiej, PSL-u – ekspertów, którzy byli wokół nich.

Pieniędzy nie ma i nie będzie.

Krzyk był, że pieniędzy nie ma i nie będzie, że budżet się rozwali, że jest to brak odpowiedzialności, że to niepoważne itd. Okazało się, że wszystko dało się zrobić. Ale myśmy to liczyli i doszliśmy do wniosku, że przy uczciwie prowadzonych sprawach państwowych, przy uczciwej polityce da się to zrobić. I tak się stało.

Panie Prezydencie, ale obniżenie wieku emerytalnego – to miało grozić w ogóle zapaścią państwa.

Tak, ale ja słuchałem tego, co mają mi do powiedzenia Polacy – jakie są rzeczywiście ich oczekiwania. Bo uważam, że polityka polega na tym, by spełniać rozsądne oczekiwania społeczeństwa. W końcu politycy mają służyć realizacji dobra wspólnego. Co to znaczy dobro wspólne? To jest to, co ludzie uważają, że jest potrzebne, zasadne, przez nich oczekiwane.

Oczywiście, trzeba tu działać rozsądnie, ale oczekiwanie było tak wielkie, że przywrócenie poprzedniego wieku emerytalnego było dla mnie czymś oczywistym, tym bardziej że ludzie czuli się przez Donalda Tuska okłamani, oszukani. To tamten rząd podniósł wiek emerytalny mimo wcześniejszego zobowiązania wyborczego, że nie będą podnosili wieku emerytalnego. Zrobili to rękami Władysława Kosiniaka-Kamysza, ale decyzja była Donalda Tuska, który przed wyborami właśnie mówił, że tego nie będzie.

Więc było to drastyczne złamanie. Protestowała Solidarność i inne związki zawodowe. Były przecież protesty pod Sejmem, a mimo wszystko to zrobiono. Ludzie byli tym ogromnie wzburzeni i to wzburzenie trwało bardzo długo. Ono się właśnie przeniosło na tamtą kampanię. I było to jedno z głównych żądań. Miałem świadomość, że jest to wielkie oczekiwanie.

Ale ta kampania przede wszystkim dała mi jedno: zrozumiałem, jak niezwykle ważny jest bezpośredni kontakt z ludźmi i jak bardzo jest mi on potrzebny. To, że znowu mogę się spotykać z moimi rodakami – teraz, w ostatnich dniach, gdy rygory związane z pandemią koronawirusa zostały nieco obniżone – jest dla mnie wielką radością, bo znowu mogę rozmawiać. Jest to mi niezwykle potrzebne, by sprawować urząd, by wiedzieć też, jakie są potrzeby, oczekiwania społeczne, jaka jest sytuacja.

Po prostu sprowadzam de facto swoją politykę i planowanie polityki właśnie do rozmów z ludźmi, a potem do przemyślenia wszystkich kwestii, o których rozmawiałem, które usłyszałem. Bo dla mnie najbardziej liczy się to, co chce mi powiedzieć zwykły człowiek – to dla mnie fundamentalna rzecz.

Mniej mnie interesuje, co mówi jakiś profesor itd., bo profesorowie kierują się różnymi interesami. A zwykły człowiek najczęściej mówi, co leży mu na sercu. Wiem, że ma niewiele czasu na to spotkanie, wie, że ten Prezydent to jest tylko taka chwila. Ja też mam świadomość, że to tylko chwila, gdy stoję przez moment, patrzę temu komuś w oczy i on może mi powiedzieć. Czasem bardzo gorzką prawdę. Ale jestem gotów wysłuchać tej gorzkiej prawdy, bo ona też mi jest potrzebna.

Są ludzie, którzy czasem na mnie krzyczą; są zdenerwowani, zbulwersowani różnymi rzeczami. Ale uważam, że prezydent jest od tego, by wysłuchać każdego – i tego, kto jest zadowolony, i tego, kto jest niezadowolony. I tak jest. Ja, oczywiście, mogę dyskutować na argumenty, mogę przedstawiać swój punkt widzenia – uważam, że to normalne w dyskusji. Niemniej jednak chcę, by każdy, kto mnie spotka, miał możliwość powiedzenia mi kilku słów. I ludzie z tej możliwości korzystają. Podchodzą do mnie. Bardzo wiele osób nie waha się powiedzieć, jaki jest ich punkt widzenia. I bardzo dobrze!

Panie Prezydencie, oczekiwanie na zmianę było ogromne i dość trudna sytuacja: likwidowane stocznie, trudna sytuacja w górnictwie – i Pan w to wszystko wchodzi. Miał Pan obawy, że pewne rzeczy mogą nie wyjść? Że sytuacja jest rzeczywiście trudna i trzeba odwrócić wektory?

Przede wszystkim jest to wielka determinacja. Miałem świadomość, że podjąłem ogromne zobowiązanie po prostu wobec ludzi. Stoję, patrzę ludziom w twarz i wiem, że się zobowiązuję. To nie są żarty. Dla mnie jest to poważna sprawa – była, jest i zawsze będzie. Więc od razu zabrałem się do pracy.

Dlatego jeszcze jako prezydent elekt rozmawiałem z Jensem Stoltenbergiem, Sekretarzem Generalnym NATO, o wzmacnianiu bezpieczeństwa Polski, bo ludzie właśnie szeptali mi na ucho: „Trzeba coś zrobić z tym rosyjskim niebezpieczeństwem”, „Boimy się” itd. Tak wtedy było, proszę sobie przypomnieć 2014 rok – atak Rosji na Ukrainę. Wcześniej przecież – w 2008 roku – był atak Rosji na Gruzję. Te wydarzenia były wtedy bardzo świeże i bardzo żywe – w pierwszej połowie 2015 roku, gdy była kampania wyborcza. Więc ludzie mi o tym mówili.

Wiedziałem, że domaganie się fizycznej obecności wojsk Sojuszu Północnoatlantyckiego na naszym terytorium i w państwach ościennych ma fundamentalne znaczenie dla budowania architektury bezpieczeństwa. Tam, gdzie są jednostki NATO, gdzie są przede wszystkim wojska amerykańskie – nikt nie odważy się na atak, bo nikt ich nie zaatakuje. A to byłoby równoznaczne.

W związku z powyższym bardzo o to walczyłem, mając też świadomość wtedy słabości polskiej armii. Bo – niestety – po rządach Platformy Obywatelskiej stan był przerażający. Od tego czasu rzeczywiście zaraz była możliwość wzięcia się do odbudowy, stworzyliśmy Wojska Obrony Terytorialnej – niezwykle ważne; to umożliwienie ludziom o wielkim patriotycznym nastawieniu tego, by służyć ojczyźnie i drugiemu człowiekowi – bo do tego sprowadza się służba żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej. Zresztą świetna. Jestem pod ogromnym wrażeniem wszystkich, którzy zgłaszają się do tej formacji, do tego rodzaju wojsk, służą Rzeczypospolitej i są właściwie gotowi na każde wezwanie.

Więc to się dzieje: reforma polskiej armii, która postępuje, wielkie kwoty wydatkujemy na modernizację. Chciałbym, by to wszystko zostało doprowadzone do takiego stanu, aby polska armia była rzeczywiście nowoczesna, silna – rzecz jasna, proporcjonalnie do naszej wielkości, do naszego położenia. Nigdy nie będziemy mocarstwem, bo nie mamy takich zadatków. Ale możemy być państwem, które przy wsparciu naszych sojuszników – po to jesteśmy w Sojuszu Północnoatlantyckim – spokojnie jest w stanie się obronić. I do takiego stanu dążę.

Jeszcze najnowocześniejszy sprzęt, F-35 na przykład.

Tak.

Pańska wizyta w Stanach Zjednoczonych – też.

Chciałbym, byśmy doprowadzili do szczęśliwego finału wszystkie te kontrakty, bo są to także rakiety Himars, to także zakupy, które realizujemy w Polsce – armatohaubice Krab, moździerze Rak, różne inne elementy nowoczesnego uzbrojenia, które cały czas są dostarczane polskiej armii. W najbliższych dniach kolejne. Jest to proces, który cały czas się dzieje. Chciałbym, by polski przemysł był w jak największym stopniu do tego angażowany. Wymaga – oczywiście – zmian, w wielu punktach wymaga przeobrażeń i modernizacji, ale róbmy to.

Wizy, Panie Prezydencie. Wszyscy Pana poprzednicy podnosili ten temat, ale dopiero Panu się udało.

Tutaj był zbieg wielu czynników. Oczywiście to bardzo dobre relacje ze Stanami Zjednoczonymi, moje bardzo dobre relacje z prezydentem Donaldem Trumpem. Bo przecież na spotkaniu w Białym Domu powiedziałem o tych wizach, prezydent i członkowie jego administracji byli zdumieni – przypuszczam, że po prostu w ogóle nie zastanawiali się nad tym problemem. I rzeczywiście pan prezydent Donald Trump powiedział: „Słuchajcie, wizy mają być zniesione przed końcem mojej pierwszej kadencji”. I tak się stało.

Ale one mogły być zniesione przede wszystkim dlatego, że Polacy po prostu wywiązywali się ze zobowiązań wizowych. Składali wnioski, coraz mniej było odmów, bo coraz więcej ludzi przestrzegało amerykańskiego prawa, realizowało prawo wizowe zgodnie z obowiązującymi przepisami, czyli ludzie podchodzili do tego poważnie. Z czego to wynikało? Także z tego, że po prostu przez te pięć lat my, Polacy, jesteśmy w lepszej sytuacji, jesteśmy zamożniejsi, dzisiaj wielu ludzi już nawet nie myśli o tym, by jechać do Ameryki do pracy. Po co? Ludzie jadą tam turystycznie, na zakupy, chcą zobaczyć ten wielki kraj za oceanem – wracają czasem po kilku dniach, jeśli ktoś leci biznesowo, po kilku tygodniach, ktoś czasem pojedzie na troszeczkę dłużej. Ale w większości przypadków reżim wizowy był przez ludzi przestrzegany i dlatego okazało się, że wizy mogły zostać zniesione. Także przy odrobinie dobrej woli ze strony administracji amerykańskiej. Więc zebrał się tu szereg czynników i rzeczywiście Polacy nie potrzebują dziś wiz do Stanów Zjednoczonych.

Jestem z tego bardzo zadowolony, nie ukrywam, że to dla mnie duża satysfakcja, bo to – powtarzam – także efekt dobrych relacji pomiędzy Polską a Stanami Zjednoczonymi, tych politycznych. Cieszę się. Chciałbym, by te relacje nadal dobrze się układały, bo Stany to wielka gospodarka, wielki partner, największa na świecie armia i dobrze mieć takiego silnego sojusznika.

Panie Prezydencie, gdyby Pan wygrał wybory, to o co chciałby Pan zawalczyć w kolejnej kadencji? Bo mówi Pan, co się udało teraz.

Ja nie walczę, ja załatwiam polskie sprawy. Nie biję się, nikogo nie chcę atakować, ja załatwiam polskie sprawy, spokojnie, w sposób wyważony, konsekwentny, przemyślany. Załatwiam polskie sprawy, nawet wtedy, kiedy mnie atakują, niektórzy próbują jakieś szyderstwa uskuteczniać. Proszę bardzo. Ja konsekwentnie robię swoje. I potem mamy efekty. Mamy dzisiaj obecność armii USA i armii NATO na terenie Polski ? Mamy. Kiedy po raz pierwszy został przedstawiony ten pomysł? Został przedstawiony przeze mnie Jensowi Stoltenbergowi w 2015 roku, w czerwcu. A w 2016 r. na szczycie NATO w Warszawie zostało to zatwierdzone. Dziś jest faktem.

Ubiegaliśmy się o to, aby być niestałym członkiem Rady Bezpieczeństwa NZ, ubiegaliśmy się od wielu lat. Ale była kwestia głosowania i walki o to, żebyśmy dostali jak najwięcej głosów, starania się, różnych zabiegów dyplomatycznych. Zostało to zrealizowane? Zostało. Zabiegałem, rozmawiałem z przywódcami, pojechałem specjalnie do Etiopii, żeby wystąpić przed przedstawicielami państw Afryki i prosić ich o głosy. Zrobiłem to, zabiegałem różnymi kanałami dyplomatycznymi, co się okazało – nikt nie zagłosował przeciwko Polsce. Mieliśmy jeden z najlepszych wyników w historii. Bardzo dobrze prowadziliśmy naszą politykę przez dwa lata, będąc w Radzie Bezpieczeństwa. Dzisiaj jesteśmy członkiem Rady Praw Człowieka. Prowadzimy więc skuteczną politykę, ale robimy to spokojnie, w sposób wyważony, zaplanowany.

Powstała też współpraca państw w ramach Trójmorza – tutaj, w Europie środkowej. To była nasza inicjatywa, wspólna z Chorwacją. To ja to prowadziłem na poziomie prezydentów. W sposób spokojny, zachęcając, namawiając wielkich partnerów, tak jak Prezydenta USA Donalda Trumpa, stąd jego obecność w Warszawie i spotkanie ze wszystkimi przywódcami Trójmorza. W tym zakresie współpracujemy również z Niemcami, słyszę, że jest zainteresowanie ze strony Japonii – wielkiej światowej gospodarki. Bardzo dobrze, chcę, żeby to się rozwijało. Bo chcę, żebyśmy w ten sposób budowali się w ramach UE, rozwijali naszą infrastrukturę, budowali połączenia komunikacyjne, współpracowali w Europie środkowej. To są cele w polityce zagranicznej, które realizuję od początku prezydentury. I w tym zakresie mogę śmiało mówić o skuteczności z podniesioną głową.

Panie Prezydencie, zastanawiam się, co Pan może Polakom obiecać. 500 plus jest, obniżony wiek emerytalny jest, jest 13. emerytura. Mało tego, ci którzy mówili, że Polski na to nie stać, że będzie zapaść, teraz mówią, że to zostawią. Może coś zmienią, ale zostawią. 

Można się tylko uśmiechać. Jeżeli mówią to tym ci, którzy wcześniej przeciwko temu tak gorąco protestowali, albo ci którzy Polakom zabierali – tak jak podwyższenie wieku emerytalnego, do czego panowie przykładali rękę. Powiem tak: na pewno nie będę składał Polakom nie wiadomo jakich obietnic. Zostało zrealizowane 500 plus, jest 300 plus, chciałbym żeby lepiej funkcjonował program Mieszkanie plus i nad tym na pewno trzeba pracować. Trzeba pracować w zakresie naprawy polskiej służby zdrowia, realizacji Narodowej Strategii Onkologicznej, którą przygotowałem i która powinna być teraz wdrażana w życie. Tego trzeba pilnować, bo walka z rakiem jest jedną ze spraw priorytetowych na najbliższe dziesięciolecie. Na pewno trzeba zabiegać o to, aby polska gospodarka jak najszybciej wróciła na tory dynamicznego rozwoju. Bo chcę, żeby polskiej rodzinie żyło się jak najlepiej. Żeby mogły stopniowo wzrastać wynagrodzenia, ale zgodnie z trendem rynkowym i stosownie do tego, jakie wyniki osiąga nasza gospodarka.

Chciałbym, żeby były podwyższane świadczenia dla seniorów. Jest już obiecana i realizowana 13. emerytura i na pewno nie pozwolę jej zabrać. Jest to ustawa, której nie pozwolę cofnąć, podobnie jak 500 plus i innych świadczeń, które zostały już przyznane. Tak jak powiedziałem: jestem tego gwarantem i będę tego gwarantem. Dopóki jestem prezydentem na pewno nikt moim rodakom tego nie zabierze. Ale chciałbym, żeby emeryci mieli 14. emeryturę, żeby podwyżki emerytur były jak najwyższe. To są ludzie, którzy przepracowali całe życie, a niejednokrotnie mają – jak na dzisiejsze czasy – cały czas niskie świadczenia. Chciałbym więc, żebyśmy tutaj realizowali taki program systematycznego podwyższania i to jest na pewno element na najbliższe lata.

Poza tym chcę, żebyśmy rozwijali Państwo, budowali wspomniane przystanki kolejowe – jest program 100 przystanków, ale tak naprawdę chcemy ich wybudować 200 w różnych mniejszych miejscowościach, gdzie kiedyś były przystanki, a zniknęły. Trzeba je czasem stworzyć od początku. A jest to właściwe miejsce, żeby taki przystanek kolejowy powstał, żeby pociąg się zatrzymał, żeby ludzie mogli dojechać do pracy, żeby była łatwiejsza komunikacja. To budowa obwodnic – program 100 obwodnic;  budowa dróg lokalnych, budowa mostów. To jest dzisiaj potrzebne dla rozwoju infrastruktury, bo infrastruktura czyli komunikacja oznacza ułatwienia dla biznesu. To drogi – Via Carpatia, żeby wzmocnić wschodnią część Polski, żeby coś co do tej pory w wielu miejscach nie tylko na Wschodzie, ale też na Zachodzie było czasem nazywane Polską „B” przestało funkcjonować. Właśnie tam trzeba dołożyć pieniądze.

Bardzo często mówiłem, że Polsce potrzebny jest zrównoważony rozwój – tam, gdzie było słabiej, gdzie zaniedbano, trzeba dać więcej. I to właśnie trzeba realizować w najbliższych latach. Mam nadzieję, że uda nam się szybko wyjść z kryzysu, bo dzięki dobrej współpracy, dzięki Tarczy Antykryzysowej wyjdziemy z tego kryzysu dużo szybciej. Zresztą Zachód mówi, że polska gospodarka jest w dobrym stanie jak na razie przechodzi przez kryzys koronawirusa.

Chciałbym, żebyśmy te wszystkie elementy realizowali, ale przed wszystkim na najbliższe lata to jest dla ,mnie dobra współpraca z rządem – bez awantur, bez kłótni, bez wyrywania sobie przysłowiowego krzesła, bez wszystkiego, co niszczy tak naprawdę możliwość skutecznego działania. Jak słyszę moich konkurentów, to słyszę tylko o blokowaniu, o tym, że rząd źle działa. Tymczasem, proszę zapytać przedsiębiorców, ilu z nich jest zadowolonych w ostatnim czasie z tego, że otrzymało wsparcie ze strony państwa. Wielu ludzi mówi: nawet nie liczyliśmy, a zwolniono nas z ZUS i ulżyło to nam, najdrobniejszym przedsiębiorcom. Wspomogli nas w postojowym, dostaliśmy świadczenia z Polskiego Funduszu Rozwoju i to nam umożliwiło przetrwanie najtrudniejszego momentu. I dzięki temu utrzymaliśmy miejsca pracy. W ostatnich dniach to słyszałem w kilku polskich firmach. O to właśnie chodziło. Ale to wymagało dobrej współpracy z rządem. I ja taką współpracę chcę realizować.

Ten rząd został utworzony przez większość parlamentarną, która powstała rok temu, on ma przed sobą jeszcze co najmniej trzy lata pracy. W związku z tym zakładam, że te trzy lata trzeba wspólnie jak najlepiej przepracować. I liczę na to, że to będzie właśnie czas, kiedy Polska – mam nadzieję – nawet wyskoczy wyżej niż do tej pory w UE, w sensie gospodarczym, że będziemy się szybciej rozwijali, że nasza gospodarka w dobrym relatywnie stanie przetrwała tę sytuację kryzysową, że tak będzie dalej i będziemy ją mogli wyprowadzać z powrotem na drogę rozwoju, bo to jest bardzo ważne.

Panie Prezydencie, kandydaci na Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego wybrani wczoraj. Przeczytałam, że podobno lista trafiła już do Pana na biurko. Nie wiem, czy trafił do Pana też apel sędziów – grupy 50 sędziów Sądu Najwyższego – którzy zaapelowali do Pana Prezydenta o namysł nad powołaniem nowego Pierwszego Prezesa Sądu.

Ależ zapewniam, że głęboko się nad tym namyślam. To decyzja, którą z całą pewnością podejmę z pełnym rozsądkiem, korzystając z prerogatywy prezydenckiej, jaką jest właśnie wybór Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego – w sposób swobodny, całkowicie spośród kandydatów przedstawionych przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego.

Tych kandydatów jest pięciu. W obliczu Prezydenta i prerogatywy prezydenckiej każdy z tych kandydatów teoretycznie jest równy, ponieważ prezydent może spośród nich wybrać całkowicie swobodnie – nie ma tu żadnych reguł, które zobowiązują prezydenta. Ale – oczywiście – będę kierował się doświadczeniem sędziowskim tych osób, ich dotychczasową postawą, czy te osoby otwarcie prezentowały swoje poglądy polityczne, czy też nie, zwłaszcza w ostatnim czasie – bo dla mnie jest to ważne. To w ogóle istotny element tego, jak powinien się zachowywać każdy sędzia, nie wspomnę już o Pierwszym Prezesie Sądu Najwyższego.

Natomiast jak było do tej pory z prezydentami? Proszę sobie przypomnieć. W 1998 roku pan prezydent Aleksander Kwaśniewski dokonywał wyboru, przedstawiono mu wtedy właśnie z Sądu Najwyższego dwóch kandydatów – miał pana prof. Strzembosza i pana prof. Lecha Gardockiego. Pan prof. Strzembosz był wtedy Pierwszym Prezesem Sądu Najwyższego, który chciał przedłużyć swój mandat i rzeczywiście został wybrany przez sędziów większością głosów, był popierany przez elity świata prawniczego. A tymczasem pan prezydent Kwaśniewski zdecydował się na pana prof. Lecha Gardockiego, szerzej wtedy nieznanego. Taki podjął wybór – i koniec, twardo bronił swojego wyboru.

Opowiadał mi potem o tym pan prezydent Lech Kaczyński, który również miał podobną sytuację, gdy wybierał Prezesa Trybunału Konstytucyjnego w 2008 roku. Wtedy też wszyscy się spodziewali i większość sędziów opowiadała się za panem sędzią Niemczyckim, a tymczasem Pan Prezydent zdecydował inaczej – wybrał pana sędziego Zdziennickiego. I też były różne głosy oburzenia itd., a Pan Prezydent powiedział: „To jest materialna prerogatywa i materialne prawo wyboru prezydenta, a nie żadne formalne. To prezydent całkowicie swobodnie, według własnych kryteriów wybiera – i jest to jego całkowicie swobodna decyzja”.

Ja tylko proszę, by swobodę mojej decyzji tu uszanowano, a państwo sędziowie – oczywiście – mogą mieć swoje zdanie.

Panie Prezydencie, mówił Pan o tym wsparciu dla przedsiębiorców w czasie pandemii. Jeden z kandydatów na urząd prezydenta organizuje tzw. strajk przedsiębiorców. No i właśnie na kanwie tego zaczęły się głosy o tym, że zakaz zgromadzeń generalnie powinien zostać zniesiony, bo to ogranicza nasze swobody obywatelskie. Wydaje mi się, że w całej Europie są te zakazy zgromadzeń. No ale jakie jest Pana zdanie w tej chwili?

Trzeba zachowywać obowiązujące przepisy – czy jesteśmy z tego zadowoleni, czy nie. Ja też wolałbym w tej chwili siedzieć bliżej Pani Redaktor, bo wcale nie jest to dla mnie pozycja superwygodna do rozmowy.

No byłoby wygodniej.

Ale jest, jak jest. Byłem dzisiaj też na całym szeregu spotkań z różnymi osobami, musiałem być w maseczce. Nie przepadam za chodzeniem w maseczce, to nie jest moja ulubiona sytuacja, że muszę kiwać i mówić: „Hej, to ja, Andrzej Duda!”. Bo mam maseczkę i niekoniecznie każdy…

Czasami innego kandydata pomylą z Panem przez maseczkę.

Nie jest to komfort.

No nie jest.

Widzę, że osoby, które mnie spotykają, też nie są zadowolone, że muszą nosić maseczki, przynajmniej w większości przypadków. Ale jednak je noszą, bo takie są wymagania prawne. Przyjmujemy to i staramy się respektować.

Tam, gdzie nie trzeba, np. w lesie, na obszarach leśnych, ludzie korzystają – uff, sam z radością od razu zdejmuję maseczkę. Oczywiście zaatakowano mnie, jak w Bieszczadach, w lesie zdjąłem maseczkę – po prostu natychmiast jedna z posłanek opozycji zaatakowała mnie. Nie wiem, czy nie zna prawa, czy to było złośliwe? Ale nie trzeba nosić maseczki w lesie. Takie mamy w tej chwili przepisy. W związku z powyższym tam, gdzie można chodzić bez maseczki, i tam, gdzie są takie przepisy, że wolno – to można korzystać. Ale tam, gdzie są obostrzenia, trzeba je respektować. Jest w tej chwili cały czas zakaz realizacji zgromadzeń publicznych. Ja nie realizuję zgromadzeń publicznych, nie urządzam żadnych zbiorowych spotkań z mieszkańcami, bo wiem, że jest to zabronione.

No ale był Pan na targu w Garwolinie, to jest Panu wytykane. Że przedsiębiorcy nie mogą mieć zgromadzeń, a Prezydent Andrzej Duda jedzie na targ.

Myślę, że wielu przedsiębiorców było na targu w Garwolinie w czasie, gdy tam byłem – nawet bardzo wielu. Bo sądzę, że na pewno spośród osób, które tam były, po prostu było wielu przedsiębiorców. Myślę, że jeżeli pójdziemy do pierwszego z brzegu hipermarketu czy supermarketu, również spotkamy tam wielu przedsiębiorców. Bo liczba miejsc w sklepie jest – oczywiście – cały czas limitowana, ale jednak jakieś grono ludzi tam się zbiera, by załatwić inną potrzebę. Oni się nie spotykają, by zrobić zgromadzenie publiczne, tylko idą, by zrealizować tam zakupy.

Ja po to samo poszedłem na targ, też realizowałem zakupy. Przy okazji rozmawiałem ze sprzedającymi, bo to właśnie oni byli moimi głównymi rozmówcami. Dlatego że właśnie ich chciałem spytać, jaka jest ich sytuacja, jak wygląda handel. Byli to w większość rolnicy, którzy sprzedawali własne płody rolne, więc pytałem, jak wygląda sytuacja, jak kwestia suszy itd. Ktoś, kto był ze mną czy był obok, słyszał, na czym polegały te rozmowy. Uważam, że zachowałem się normalnie, więc nie bardzo wiem, o co są tu do mnie pretensje.

A z drugiej strony jest Pan krytykowany znowu za brak aktywności. I tutaj upatrywany jest też sondażowy spadek ostatni. Bo Pan jest wciąż na prowadzeniu, ale nowy kandydat Platformy Obywatelskiej, Koalicji Obywatelskiej – prezydent Warszawy – wysuwa się na drugie miejsce, głosząc różne śmiałe tezy, np. likwidacji programów informacyjnych w telewizji publicznej, publicystycznych itd.

Każdy może mieć program, jaki chce, i ma prawo go głosić. Natomiast proszę sobie przypomnieć, jeżeli chodzi o sondaże: przed pierwszą turą wyborów w 2015 roku nie było ani jednego sondażu, który dawałby mi zwycięstwo w pierwszej turze. Ani jednego!

To prawda.

Tak wyglądają w Polsce sondaże. Tymczasem wygrałem pierwszą turę. W drugiej – znowu przez te dwa tygodnie nie było ani jednego sondażu, który dawałby mi zwycięstwo. I o ile pamiętam, dopiero chyba w przedostatnim czy nawet ostatnim dniu przed ciszą wyborczą pojawił się jeden jedyny sondaż, który dawał mi zwycięstwo w wyborach. A tak – wszystkie sondaże pokazywały moją przegraną. Więc naprawdę zawsze powtarzałem i powtarzam, zwłaszcza od tamtego czasu: podchodzę z ogromnym dystansem do wszelkich sondaży i po prostu robię swoje. Robię swoje! Staram się działać legalnie.

Uwielbiam spotkania z ludźmi, dla mnie jest to ważne – to dla mnie najlepszy sposób prowadzenia polityki i dowiedzenia się tego, co jest rzeczywiście ludziom potrzebne, co jest przez nich oczekiwane. Rozmawiam, nie boję się, zrealizowałem moje zobowiązania wyborcze wobec ludzi – te najważniejsze, te, które były najczęściej zgłaszane. Mogę spokojnie patrzeć w twarz wyborcom, także tym, którzy mają pretensje. Mogę z nimi rozmawiać, mam argumenty, które zawsze mogę przedstawić. Staram się być grzeczny, uważam, że tak powinna być prowadzona polityka, mnie to odpowiada.

Z tym był ostatnio problem, bo nie można było organizować spotkań wyborczych i wszyscy nawoływaliśmy, by zostać w domu. Trudno, bym nawoływał do zostania w domu, a sam jeździł i próbował się spotykać. Więc również w związku z tym przebywałem w swoim biurze, w mieszkaniu – taki mieliśmy czas.

Dzisiaj te okowy zostały rozluźnione, w ogromnym stopniu mamy rzeczywiście opanowaną pandemię w naszym kraju. Oczywiście nie można mówić, byśmy zwyciężyli w walce z pandemią, bo to jeszcze się nie udało – jak mówi Minister, będzie to możliwe dopiero wtedy, gdy zostanie wynalezione lekarstwo albo szczepionka. Ale sytuacja jest opanowana, jest w pewnych ryzach. I to widać. Więc można było trochę rozluźnić te restrykcje – i rząd takie decyzje podjął.

W związku z tym także korzystam z tych możliwości jak każdy inny obywatel i bardzo się cieszę, że mogę teraz rozmawiać z moimi rodakami, bo jest to dla mnie bardzo ważny element. I jeżeli mówimy o prowadzeniu polityki, to wracam do mojego normalnego sposobu jej prowadzenia. A czy to się komuś podoba, czy nie – przepraszam, mam prawo robić tak, jak umiem, i tak, jak mi to odpowiada.

Panie Prezydencie, czy mógłby Pan bardzo krótko odpowiedzieć na pytanie, bo dziś usłyszałam w wielu audycjach publicystycznych, że niezbyt wyraźnie Pan się wypowiedział na temat sytuacji w radiowej Trójce.

Niezbyt wyraźnie się wypowiedziałem, mówiąc, że jestem tą sytuacją zażenowany? Że lista przebojów zniknęła razem z piosenką, która zajmowała na tej liście – jak powiedziano – pierwsze miejsce, a z kolei inni stwierdzili, że nie powinna zajmować, i zaczęła się jakaś kłótnia. I ja nie mogę powiedzieć, że ta sytuacja jest żenująca, tak?

Jest żenująca. Myślę, że dla wielu słuchaczy Trójki ta sytuacja jest żenująca, niezrozumiała, są tam różne głosy, jedni twierdzą to, drudzy tamto. Mówię: proszę wyjaśnić sprawę, a osoby odpowiedzialne powinny ponieść konsekwencje. Ściślej mówiąc, po prostu powinny zostać usunięte, by nie mogły nadal prowadzić spraw tego ważnego dla wielu Polaków programu radiowego. I to jest sprawa bardzo prosta.

Natomiast piosenka… No, śpiewać każdy może. Ja też lubię sobie czasem zaśpiewać i mam do tego prawo. Można też poprzez piosenkę wyrażać swoje odczucia. Oczywiście nie wolno nikogo obrażać, ale odczucia można wyrażać. Można także w piosence zamieszczać krytykę – czy się z nią zgadzamy, czy nie, to zupełnie inna kwestia. Ale piosenka jest piosenką, jest elementem artystycznej ekspresji. Artysta śpiewa – tak. Ma prawo tworzyć – tak. Ma prawo do śpiewania – tak. Jeżeli ludzie chcą go słuchać – proszę bardzo, powinni móc go słuchać. To dla mnie bardzo proste i jasne w demokratycznym kraju – nie mam co do tego wątpliwości. To ważny element wolności słowa.

Jeżeli mówię, że coś jest żenujące: taka sytuacja jest żenująca – gdy ta piosenka nagle znika z radia, po czym okazuje się, że dzięki tej całej aferze pan Kazik Staszewski ma w związku z tym rekordową liczbę słuchaczy i odsłon tej piosenki na różnych innych kanałach. W związku z tym powiedziałem z pewnym przekąsem, że mu gratuluję, bo na pewno inni muzycy mu zazdroszczą, bo ktoś go wspaniale wylansował i wypromował z tą piosenką. Piosenkarz zarobi grube pieniądze dzięki temu niezwykłemu lansowi, jaki mu w ten sposób zapewniono poprzez awanturę polityczną wokół tego. I to też jest żenujące – po prostu ta awantura polityczna jest żenująca, do której ktoś doprowadził.

Wracając do kampanii, Panie Prezydencie. Kiedy słyszy Pan od Marszałka Senatu, że być może wszyscy kandydaci na nowo powinni zbierać podpisy – taką wyraził swoją wolę Pan Marszałek – a jednocześnie przypomina sobie Pan, kiedy mówił o zabójczych kopertach, to co Pan sobie myśli?

Po pierwsze – że już został bardzo złośliwie skwitowany przez internautów à propos kopert. Natomiast ja nie mam z tym problemu, bo jestem przekonany, że moi zwolennicy i ludzie, którzy chcą mi dać szansę w tych wyborach, błyskawicznie są w stanie zebrać podpisy, żeby mnie poprzeć.

No tak, ale mogą być zabójcze długopisy tym razem, tak?

No tak, ale jeżeli Pan Marszałek już się nie boi zabójczych długopisów, to mogę Panu Marszałkowi odpowiedzieć tak: dzisiaj byłem w woj. świętokrzyskim, mówiono mi, że zebrano tam na mnie 100 tys. podpisów – w jednym tylko regionie. W związku z powyższym nie sądzę, by był kłopot z zebraniem podpisów dla mnie.

Natomiast są kandydaci, dla których jest to trudniejsze – kandydaci, którzy nie są tak rozpoznawalni – i dla tych kandydatów, którzy podpisy raz już zebrali, jest to sprawa znacznie bardziej skomplikowana. Może się okazać, że jeżeli zostanie wprowadzona taka reguła – zwłaszcza że teraz wszystko odbywa się szybciej, bo chcemy, by te wybory zostały jak najszybciej zrealizowane i żebyśmy zdążyli w konstytucyjnym terminie przed 6 sierpnia, a więc przed zakończeniem kadencji prezydenckiej, żeby został wybrany prezydent i żeby mógł zostać zaprzysiężony właśnie 6 sierpnia – może to być pozbawienie części z tych ludzi szansy.

Dlatego uważam, że jeżeli ktoś zaproponował, by uznać podpisy, które zostały wcześniej zebrane, by tym ludziom stworzyć szansę – jest to sensowne rozwiązanie. Nie boję się kontrkandydatów, nie mam żadnej obawy. Może Pan Marszałek wobec kandydata Koalicji Obywatelskiej boi się konkurencji? Ja się konkurencji nie obawiam. Uważam, że im więcej będzie kandydatów, tym więcej Polaków być może będzie miało wybór i znajdzie kogoś, kto im odpowiada i na kogo będą chcieli w tych wyborach oddać głos. Dla mnie wybory prezydenckie to święto demokracji – powinna być ona w jak największym stopniu szanowana.

Panie Prezydencie, na koniec: gdyby miał Pan w kilku słowach określić, dlaczego chciałby Pan te wybory wygrać, to jakie to byłyby słowa?

Chciałbym, by Polska nadal dynamicznie się rozwijała, bo uważam, że zrobiliśmy bardzo dużo dobrych rzeczy w ciągu ostatnich pięciu lat, działając wspólnie z obozem Zjednoczonej Prawicy. Oczywiście znajdą się tacy w obozie Zjednoczonej Prawicy, którzy podniosą wobec mnie zarzuty, że były zmiany, które zablokowałem. Tak, to prawda.

Na prośbę Pawła Kukiza rzeczywiście zablokowałem ordynację do Parlamentu Europejskiego, którą próbowano wprowadzić. Dlatego że uznałem, że stawianie rzeczywistego progu wyborczego na poziomie 12 czy nawet – jak niektórzy twierdzili – 14 proc. jest po prostu nieuczciwe i odbierze mniejszym ugrupowaniom możliwość w ogóle realnego wejścia do Parlamentu Europejskiego. Paweł Kukiz mnie o to prosił, specjalnie był u mnie w tej sprawie. Uznałem, że ten argument jest racjonalny, że rzeczywiście będzie to zakłócenie demokracji, jeżeli do tego dojdzie – i zablokowałem tę zmianę.

Zablokowałem pierwszą reformę Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa ze względu na to, że uważałem, że wprowadzono tam kilka rozwiązań, które nie powinny mieć miejsca, m.in. zbyt daleko idący wpływ Prokuratora Generalnego na Sąd Najwyższy, gdzie Prokurator Generalny może być przecież stroną w sprawach – więc uznałem, że takiej sytuacji być nie może. Poza tym w bardzo złej sytuacji tamten projekt stawiał pracowników administracyjnych Sądu Najwyższego – uznałem, że nie może to zostać zaakceptowane. I taka była moja decyzja.

Natomiast w bardzo wielu sprawach, w zdecydowanej większości spraw, rzeczywiście ważnych społecznie – takich jak właśnie 500+ czy obniżenie wieku emerytalnego, gdzie przecież był mój własny projekt, takich jak choćby centra usług społecznych, też mój projekt, który został przyjęty przez parlament, czy teraz ostatnio tarcze antykryzysowe, czy Narodowa Strategia Onkologiczna – cały czas współpracowaliśmy z rządem Zjednoczonej Prawicy.

Przyniosło to świetne efekty i poprawę poziomu życia wielu polskich rodzin. To dało ludziom nadzieję, że będzie lepiej, że będzie lepsze jutro. Wielu młodych ludzi podjęło decyzję o powrocie z zagranicy do Polski – jeszcze zanim w ogóle była mowa o koronawirusie, sporo młodych ludzi już do Polski wracało.

Uważam, że był to dla Polski dobry czas, chciałbym abyśmy – po pierwsze – pokonali koronawirusa, po drugie – przełamali kryzys gospodarczy, do którego on prowadzi, i po trzecie – nadal dynamicznie prowadzili polskie sprawy ku temu, by właśnie stwarzać w naszym kraju coraz lepsze warunki rozwoju. Dbać o polskie sprawy i stwarzać polskiej rodzinie tu, na miejscu, jak najlepsze warunki funkcjonowania – to moje wielkie zadanie, marzę o tym.

Zawsze powtarzam – nie ma dla mnie ważniejszej sprawy w mojej prezydenturze niż to, bym kończąc, usłyszał od polskiej rodziny: „Proszę Pana, żyje nam się lepiej, niż wtedy, gdy Pan zaczynał”. I to mi wystarczy, by dać mi satysfakcję – bym uznał, że spełniłem moją misję, jak należało to zrobić. I dlatego właśnie chcę, by moi rodacy ponownie wybrali mnie na urząd prezydenta, na drugą kadencję, jak pozwala na to polska konstytucja – abym mógł kontynuować tę działalność, aby była dobra współpraca pomiędzy mną a obecną większością parlamentarną i rządem Zjednoczonej Prawicy. Dlatego że to rzeczywiście gwarantuje powrót na drogę dynamicznego rozwoju i dalszy rozwój Polski w sposób zgodny, bez awantur, kłótni, wojen, bitwy itd.

Jeden kandydat mówi: „Wygramy tę walkę”, drugi: „Idę się bić”. Nie, ja chcę spokojnie, konsekwentnie, dobrze prowadzić polskie sprawy. O nic więcej nie chodzi.

Panie Prezydencie, bardzo dziękuję za gościnę, za rozmowę. I dziękujemy również Państwu. Prezydent Andrzej Duda był dziś moim i Państwa gościem. Dziękujemy.