przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Piątek, 20 lutego 2015

Wystąpienie prezydenta podczas Uczty Świętego Macieja w Hamburgu

Szanowny Panie Prezydencie Federalny,

Szanowny Panie Burmistrzu,

Szanowni członkowie Senatu i Rady Miejskiej Wolnego i Hanzeatyckiego Miasta Hamburga,

Szanowni Państwo,
 

Z prawdziwą przyjemnością przyjąłem zaproszenie Pana Burmistrza Olafa Scholza do udziału – wraz z Panem Prezydentem Federalnym Joachimem Gauckiem – w Uczcie Świętego Macieja. Dziękuję Panu, Panie Burmistrzu za gościnę. Chciałbym też skorzystać z okazji, aby serdecznie pogratulować zaufania, jakim wyborcy obdarzyli Pana i Pańskie ugrupowanie podczas niedzielnych wyborów lokalnych.


Jest dla mnie wielkim zaszczytem, że zgodnie z długą i piękną tradycją zostałem zaproszony jako przedstawiciel państwa „przyjaznego Hamburgowi”.

 

To prawda, Polska jest przyjacielem Hamburga i jest przyjacielem Niemiec. Przecież nic tak nie zbliża, jak wspólne wartości, wspólne cele i wspólne interesy. Do Hamburga i przez Hamburg – ową „bramę na świat” – płynie polski eksport. Miasto jest bardzo atrakcyjnym miejscem prowadzenia działalności gospodarczej dla wielu polskich firm. W Hamburgu mieszka kilkadziesiąt tysięcy Polaków i ludzi o polskich korzeniach – wielu z nich odniosło sukcesy w różnych dziedzinach życia społecznego i gospodarczego. Hamburg też jest przyjazny Polsce i Polakom. Zobacz także: Prezydent w Hamburgu o Ukrainie oraz wspólnej historii polsko-niemieckiej

 

Dostrzegam jednak pewien deficyt polskości w Hamburgu. Deficyt, który boleśnie objawił się w ostatnich wynikach meczów piłkarskich. To drużyna Hamburger SV. Jestem jednak przekonany, że i temu da się zaradzić. W końcu przecież w 57 minucie sobotniego meczu przeciwko Bayernowi Monachium na boisko jednak wszedł Matthias Ostrzolek, posiadający obok niemieckiego również polskie obywatelstwo. To dobra zapowiedź na przyszłość.

 
 

Proszę Państwa,

 

W dawnych czasach Uczta Świętego Macieja obchodzona była 24 lutego, w dniu, który uznawano za koniec ciemnej, ponurej zimy i początek wiosny, a więc w dniu radości i nadziei. Tematem przewodnim naszego tegorocznego spotkania jest wydarzenie, które w najnowszej historii Europy możemy uznać za odpowiednik początku europejskiej wiosny politycznej. To tak już ułożyło się w historii naszych narodów, że polityczna zima czasami przychodziła latem, a wiosna w pełni rozkwitała paradoksalnie jesienią. Bowiem to późnym latem 1939 roku nazistowskie Niemcy rozpoczęły II wojnę światową, która przyniosła ze sobą nieznane wcześniej w takiej skali zniszczenie i ludobójstwo. A na początku 1989 roku rozpoczęła się decydująca faza przemian demokratycznych w Polsce. Zaowocowały one powołaniem pierwszego powojennego niekomunistycznego rządu, co – niczym kostki domina – skutkowało jesienią tego roku politycznymi przemianami w Niemczech i innych krajach bloku wschodniego.


Polska stała się wtedy w pełni suwerenna i demokratyczna; powstało zjednoczone, w tym samym czasie demokratyczne państwo niemieckie. Ta wspólnota losów jest dla nas bardzo ważnym punktem odniesienia i dzisiaj.

 

Oczywiście nie doszłoby do tego, do tych przemian, bez zmian w globalnym układzie sił, ale takie przeobrażenia nie byłyby także możliwe bez świadomego wysiłku pojednania polsko-niemieckiego. Koszmar czasu wojny, wspomnienie terroru, Holocaustu, systematycznego i masowego mordowania przedstawicieli narodów uznanych przez obłąkańczą ideologię za podludzi są elementem zbiorowej pamięci, są elementem pamięci wielu naszych, wielu polskich rodzin. Wydawało się, że piętno wojennej hekatomby, piętno Auschwitz i Neuengamme, gdzie obywatele polscy stanowili jedną z najliczniejszych grup więźniów, położyło się na zawsze cieniem na stosunkach polsko-niemieckich. Wydawało się, że żelazna kurtyna podzieliła Europę nie tylko fizycznie, lecz również mentalnie, utrudniając kontakty międzyludzkie i utrwalając tym samym wzajemne uprzedzenia. NRD, owe „czerwone Prusy”, odbierano w Polsce jako strażnika stalinowskiego dogmatyzmu, a Republika Federalna przez długi czas odmawiająca uznania granicy na Odrze i Nysie, była dobrym odniesieniem dla rządów komunistycznych aby pobudzać lęk przed „rewizjonistami z Bonn”.

 

A jednak to właśnie wtedy ten stan konfliktu polsko-niemieckiego stopniowo przeradzał się w poczucie wspólnoty interesów. My, Polacy, pozostając po „złej”, wschodniej stronie żelaznej kurtyny, mogliśmy jedynie z daleka śledzić zachodzące w zachodniej Europie procesy integracyjne – procesy związane z wyciąganiem dobrych wniosków ze złego doświadczenia wojny.

 

Pomimo tych ograniczeń właśnie wtedy pojawiły się w części elit i autorytetów moralnych w naszych obu krajach dążenia do pojednania Niemców i Polaków jako elementu koniecznego w budowie, wolnej i zjednoczonej Europy. Marzenie o wolności, marzenie o jedności oznaczało imperatyw pojednania, rozpoczęcie dialogu z niedawnym przeciwnikiem, postrzeganym wcześniej jako wróg śmiertelny i odwieczny.


Kluczem do tego dialogu była empatia – wysiłek, aby zrozumieć także cudze racje, cudze doświadczenia, aby budować wzajemne zaufanie, aby przezwyciężyć wzajemne uprzedzenia i zwykłą niewiedzę w celu położenia podwalin pod przyszłą współpracę.

 

Warto zauważyć, że szczególną rolę w procesie przełamywania lodów między naszymi narodami odgrywali odważni ludzie, dzielni mądrością, ale i bolesnym własnym i europejskim doświadczeniem. Ludzie, którzy dla polsko-niemieckiego zbliżenia gotowi byli zerwać z utartymi schematami i którzy mieli odwagę podejmować decyzje niepopularne, a często bolesne, często bolesne dla nich samych. Polscy biskupi, w 1965 roku „przebaczając i prosząc o przebaczenie” wystawiali się przecież na szykany komunistycznych władz i kampanię nienawiści reżimowych mediów. Kanclerz Willy Brandt, podpisując układ o podstawach normalizacji stosunków z Polską ryzykował także falą oburzenia i krytyki w Niemczech. To wtedy orędowniczką uznania granicy na Odrze i Nysie – wbrew opinii tysięcy wysiedlonych współziomków i dużej części swojego własnego środowiska – była hrabina Marion Dönhoff.

 

Właśnie w Hamburgu warto zatrzymać się choć na chwilę przy tej postaci wyjątkowo symbolicznej dla polsko-niemieckiego pojednania, a jednocześnie honorowej obywatelce miasta. Pochodziła ze starego, inflanckiego rodu, którego przedstawiciele robili błyskotliwe kariery nie tylko w Prusach, ale również w Polsce.

 

Obie gałęzie rodu Denhoffów – polską i niemiecką – charakteryzowało przywiązanie do etosu służby publicznej – o czym świadczy m.in. płyta nagrobna polskiego posła, wysłannika polskiego króla, kardynała Jana Kazimierza Denhoffa w jednym z rzymskich kościołów.

 

Koniec wojny przyniósł hrabinie Dönhoff nie tylko stratę najbliższych, zaangażowanych w zamach z 20 lipca 1944 roku, ale również utratę majątku i stron rodzinnych – jej małej ojczyzny. Niemniej jednak wbrew narodowemu i prywatnemu egoizmowi, swoją publicystyką konsekwentnie opowiadała się za pojednaniem z polskim sąsiadem.


Nie było to dla niej łatwe; gorliwie wspierając politykę wschodnią Willy’ego Brandta, w 1970 roku odmówiła towarzyszenia kanclerzowi w jego podróży do Warszawy na podpisanie układu z Polską twierdząc, że „nie może wznieść toastu za utratę stron rodzinnych”. Ja tę postawę rozumiem w pełni, bo i moja rodzina utraciła wszystko w wyniku zmian granic w efekcie II wojny światowej. Po 1989 roku zdecydowanie zaangażowała się hrabina Dönhoff na rzecz europejskiego wychowania młodych Niemców i Polaków. Wydaje się, że niewiele obrazów lepiej oddaje fenomen polsko-niemieckiego pojednania niż powrót Marion Dönhoff do swojej małej ojczyzny z woli Polaków – w charakterze patronki liceum w Mikołajkach.

 

Zauważmy, że nieprzypadkowo wiele ikon polsko-niemieckiego zbliżenia miało bliskie związki z Hamburgiem czy innymi miastami hanzeatyckimi – jak pochodzący z pobliskiej Lubeki kanclerz Willy Brandt czy gdańszczanin Günter Grass, zmarły niedawno Siegfried Lenz i wielu, wielu innych. Jak gdyby tradycje hanzeatyckiej cnoty – otwartość na świat, umiłowanie wolności, słowność, rzetelność – predestynowały tych ludzi do odbudowywania mostów między Niemcami a Polską.

 
1, 2, 3, NASTĘPNA
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.