przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Środa, 15 grudnia 2010

Wywiad prezydenta dla Polsat News

Może dlatego, że Polacy dają się zwodzić zbyt wielkim i pięknym sumom, które padają przy okazji.

 

Nas, Polaków, bardzo łatwo ugłaskać, poklepać po ramieniu... Jeżeli jeszcze jest podanie ręki polskiemu politykowi przez ważnego polityka amerykańskiego – to w ogóle jesteśmy happy. Ale nie na tym polega polityka. Uważam, że z Amerykanami można lepiej budować dobre relacje, jeśli ma się odwagę mówić także o mankamentach tej współpracy. Jeśli ma się odwagę formułowania oczekiwań Polski, jednocześnie zachowując jakiś rozsądek w formułowaniu daleko idących oczekiwań i mając wyczulenie dla oczekiwań strony amerykańskiej. Polityka to jest trochę jak wspólny biznes. A w biznesie jest tak, że dobry biznes jest wtedy, kiedy obie strony są zadowolone.

 

Skoro Pan już używa tego słowa „biznes”, to zapytam, jakby Pan określił miejsce Polski na mapie interesów amerykańskich dzisiaj w świecie. Czy z tych rozmów z Obamą i członkami jego administracji wychodzi jakaś mapa?

 

Polska jest członkiem NATO nie najmniej znaczącym, mającym swoją mocną pozycję. Jest także – co jest bardzo ważne dla Ameryki – liczącym się członkiem Unii Europejskiej. Tym członkiem Unii Europejskiej, który stoi na straży czegoś, co jest ważne dla Stanów Zjednoczonych, co jest ważne dla Unii, co jest ważne dla Polski – mianowicie silnych więzów transatlantyckich między Unią Europejską, między europejską częścią sojuszu, a Stanami Zjednoczonymi. Tak więc im mocniejsza jest nasza pozycja w Unii Europejskiej, tym bardziej jesteśmy postrzegani przez Stany Zjednoczone jako cenny partner. I odwrotnie: im lepsze mamy stosunki ze Stanami Zjednoczonymi, tym nasza pozycja w Unii Europejskiej jest mocniejsza, bo wszyscy widzą, że odgrywamy istotną rolę w rozstrzyganiu ważnego dylematu, jakim jest problem przyszłości obecności Stanów Zjednoczonych w Europie. Nie rozstrzygamy tego sami, ale mamy na to wpływ.

 

Na polską pozycję w relacji ze Stanami Zjednoczonymi, polską pozycję w ramach Unii, w ramach NATO wpływa również to, czy mamy własne kontakty, czy mamy własne aspiracje w relacji z innymi krajami pozaunijnymi, pozanatowskimi, na przykład z Rosją. Przecież prezydenta Stanów Zjednoczonych to szalenie interesuje, czy ma postrzegać Polskę jako przeszkodę w szukaniu porozumienia z Rosją w sprawach istotnych dla całego sojuszu i dla Stanów Zjednoczonych, czy też ma może krytycznego, ale partnera. My jesteśmy partnerem w tej sprawie, stawiamy – podobnie zresztą jak i Stany Zjednoczone – wiele kwestii w sposób otwarty, jeśli chodzi o przyszłość w relacji z Rosją. Po polskiej stronie nie ma huraoptymizmu i bezkrytycznego podejścia, ale jest chęć inwestowania w dobre relacje z Rosją. Amerykanie i Ameryka, prezydenci Stanów Zjednoczonych cenią tych, którzy mają odwagę prowadzić własną politykę, a nie tylko pasować wielkim tego świata.

 

Czy w czasie tej ostatniej wizyty czuł Pan na sobie presję tego, że Barack Obama właśnie stara się w Senacie przeforsować traktat Start?

 

Presji nie. To jest znakomita polityczna okazja, że to prezydentowi Stanów Zjednoczonych na czymś zależy. W polityce jeżeli komuś na czymś zależy, to czymś innym musi płacić. Jeśli Stanom Zjednoczonym zależy – a zależy – na poparciu idei rozbrojenia między Stanami Zjednoczonymi a Rosją... i jeśli to leży w naszym interesie – bo leży: Polska jest zainteresowana tym, żeby było mniej rakiet w otoczeniu Polski, cudzych rakiet, groźnych rakiet, oraz jest też zainteresowana tym, aby w wyniku układu Start reszta arsenału nuklearnego, w tym arsenału rosyjskiego, była poddana ścisłej kontroli... więc my mamy tu swój interes. Jeżeli jest tak – to super, to bierzemy.

 

Start jest korzystny dla Polski?

 

Uważam, że absolutnie tak. Nie wyobrażam sobie, żeby jakikolwiek polski polityk mówił, że lepiej jest, aby było więcej rakiet nuklearnych w otoczeniu Polski. Ja uważam, że lepiej, jak ich jest mniej. To po pierwsze, a po drugie, jeśli Start oznacza wprowadzenie kontroli także arsenału rosyjskiego – kontroli, której dzisiaj nie ma – to ja wolę wiedzieć, co jest w arsenałach nuklearnych świata, także i naszych sąsiadów. Uważam, że to jest oczekiwanie czy zapotrzebowanie amerykańskie, które leży w interesie Polski.

 

Czy pomogliśmy Barackowie Obamie...?

 

Decyzje należą do kongresu amerykańskiego, a nie do Polski. Możemy ułatwiać życie prezydentowi Obamie, mówiąc, że Polska w tym nie dostrzega zagrożeń, tylko szansę. Czy to ma istotny wpływ na stanowisko Kongresu Stanów Zjednoczonych? Wydaje mi się, że ograniczony, ale pewnie jakieś ma. Polski głos jest głosem, który prezydent Stanów Zjednoczonych może jakoś wykorzystać w debacie wewnętrznej. I życzę mu, żeby to potrafił zrobić skutecznie.

 
POPRZEDNIA 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, NASTĘPNA
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.