przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Wtorek, 1 grudnia 2009

"Dopiero zaczynamy wychodzić z kryzysu"

Zdjęcie Adama Glapińskiego

Z Adamem Glapińskim, doradcą ekonomicznym prezydenta Lecha Kaczyńskiego, rozmawia Joanna Ćwiek. Wywiad ukazał się w dzienniku "Polska" 1 grudnia 2009 roku.


Jesteśmy jedynym krajem w Europie, który ma dodatni wzrost gospodarczy. Wczoraj GUS podał, że w trzecim kwartale PKB wzrósł o 1,7 proc. To chyba dobra wiadomość?


Rzeczywiście jest trochę lepiej niż się spodziewaliśmy, ale to nie upoważnia nas jeszcze do mówienia, że jesteśmy potęgą gospodarczą, bo realny wzrost gospodarczy wynosi u nas zaledwie 1,6 proc. Trzeba też pamiętać, że do tego wyniku przyłożył się także fakt, że w tym roku Polacy nie wyjechali na urlopy za granicę, tylko spędzili lato w Polsce. A poza tym trudno mówić o potędze gospodarczej w sytuacji, gdy kraj ma tak gigantyczny deficyt budżetowy i grozi nam dług publiczny powyżej 55 proc. PKB.


Ale mimo wszystko tak duży wzrost PKB jest chyba sygnałem, że kryzys mamy już za sobą?


To świadczy jedynie o tym, że dopiero zaczynamy wychodzić z kryzysu. Na początku tego roku prognozowano, że III kwartał będzie najgorszy w całym roku, a okazało się, że był najlepszy. Myślę, że ta tendencja się utrzyma także w kolejnych kwartałach. O ile oczywiście nie zmienią się warunki zewnętrzne, bo polska gospodarka jest bardzo silnie uzależniona od tego, co dzieje się na europejskich rynkach.
W najbliższych miesiącach będziemy jednak mieli bardzo powolny wzrost. Myślę, że na koniec tego roku PKB wyniesie ok. 1 proc. Ale w przyszłym roku będzie on niewiele większy, bo dynamika wzrostu PKB w Polsce jest niska i wynosi zaledwie ok. 0,5 proc.


Dlaczego w Polsce w przyszłym roku będziemy mieli tak powolny wzrost gospodarczy. Prognozy, nawet te najbardziej optymistyczne dają nam do 2 proc., podczas gdy np. Słowacja w prognozach dostaje 3,5 proc. PKB.


Te kraje miały dużo większą zapaść gospodarczą, dlatego dużo szybciej będą teraz z kryzysu wychodzić. Duże znaczenie ma także fakt, że w innych krajach wpompowano w gospodarkę ogromne pieniądze, w Polsce nie mogliśmy sobie na to pozwolić.


Czy sytuacja w Polsce byłaby lepsza, gdybyśmy w okresie największego spowolnienia doinwestowali naszą gospodarkę?


Na pewno, ale my nie mieliśmy na to pieniędzy. Faktem jednak jest, można było wcześniej przygotować pakiet antykryzysowy. A tymczasem uchwalono go wtedy, gdy już prawie żadna firma nie mogła z niego skorzystać. Podobnie jest teraz, chociaż NBP ma płynność finansową, jakoś nie kwapi się do uruchomienia kredytów dla przedsiębiorców. A przecież gdyby firmy w Polsce dostały pieniądze, mogłyby się szybciej rozwijać. A to niewątpliwie byłoby z korzyścią dla naszej gospodarki.


Ale z drugiej strony istnieje też ryzyko, że z chwilą gdy firmy przestaną dostawać wsparcie, sytuacja może się zmienić. Jak to się odbije na sytuacji w Polsce? Grozi nam druga fala kryzysu?


Nie, wydaje mi się, że drugiej fali kryzysu już nie będzie. Polska teraz na pewno będzie bardzo powoli wychodziła z kryzysu. Myślę, że zajmie nam to ok. 2-3 lat. Chociaż oczywiście gdyby zachodnie firmy nie poradziły sobie bez rządowego wsparcia, to na pewno nasza gospodarka to odczuje. I wtedy okres wychodzenia z kryzysu potrwa jeszcze dłużej.


Czy to oznacza, że nadal w Polsce będzie rosło bezrobocie? Ekonomiści twierdzą, że aby zaczęło spadać, wzrost gospodarczy musi być na poziomie co najmniej 4 proc.


Na pewno bezrobocie wzrośnie, chociaż nie będzie to gwałtowny wzrost. Myślę, że na koniec przyszłego roku stopa bezrobocia dojdzie do 12,5 proc. Problemem będzie zwłaszcza bezrobocie wśród ludzi młodych. Już dziś ponad 20 proc. z nich, mimo wysokich kwalifikacji, ma problemy ze znalezieniem pracy.


Jeśli w przyszłym roku sytuacja na Zachodzie będzie się znacznie lepiej poprawiać niż w Polsce, to czy grozi nam kolejna fala emigracji.


Jestem przekonany, że w 2010 r. młodzi ludzie znów będą masowo wyjeżdżali do pracy za granicę. Chociaż na Wyspach jest recesja, rynek pracy dla Polaków aż tak bardzo tam się nie skurczył. I tam, w przeciwieństwie do Polski, mogą znaleźć pracę. Na początku jest to gorsza praca, ale też szybko awansują.


A co z inflacją? Czy także wzrośnie?


Niedawno NBP opublikował bardzo optymistyczne prognozy, które zakładają w 2010 r. inflację na poziomie 1 proc. Ja natomiast uważam, że w przyszłym roku będziemy mieli problem z inflacją. Zwłaszcza jeśli będziemy mieć w Polsce tak gwałtowną prywatyzację, jak to zapowiada rząd, inflacja może przekroczyć nawet 3 proc. I najpóźniej w połowie przyszłego roku Rada Polityki Pieniężnej powinna się nad tym pochylić.


Co w takiej sytuacji rząd powinien zrobić, aby poprawić sytuację w polskiej gospodarce?


Zająć się wreszcie reformą finansów publicznych. Minister Rostowski zapowiadał, że do końca listopada przedstawi plan konsolidacji i rozwoju finansów publicznych. Niestety, tego planu nadal nie ma. Zastanawiam się jednak, czy rząd będzie miał odwagę przygotować program, który rzeczywiście doprowadzi do zwiększenia wpływów do budżetu i zmniejszenia wydatków, mając w perspektywie wybory prezydenckie. Boję się, że rząd będzie czekał z konkretnymi decyzjami aż do jesieni, kiedy zakończy się kampania wyborcza. Wtedy jednak będzie już za późno, a skutki takiego działania będziemy ponosić jeszcze przez wiele lat.


PO zwleka z reformą finansów, obawiając się, że doprowadzi to do przegranej Tuska w wyborach prezydenckich.


Moim zdaniem sprawa reformy finansów publicznych nie jest sprawą aż tak drażliwą społecznie i obawy te są nieuzasadnione.
 

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.