przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Wtorek, 29 grudnia 2009

Doradca prezydenta o profilaktyce i leczeniu chorób układu krążenia w Polsce

Wywiad Ewy Biernackiej z Doradcą Prezydenta RP Tomaszem Zdrojewskim ukazał się w czasopiśmie "Lekarz Praktyk" nr 4/2009.

 

Jak Pan ocenia aktualny stan epidemiologii i prewencji chorób serca i naczyń w Polsce. Jak wiadomo prawie połowa Polaków umiera z tego powodu.

 

Tomasz Zdrojewski: Z analiz Światowej Organizacji Zdrowia wynika, że przynajmniej 50% przedwczesnych zgonów z powodu chorób serca i naczyń można uniknąć dzięki nowoczesnej profilaktyce. Z tej perspektywy optymistyczne jest, że prewencja chorób układu krążenia w naszym kraju należy w ostatnich latach do najbardziej dynamicznie rozwijających się w Europie. Polska w tym zakresie zdecydowanie wybija się na tle innych krajów i ma sukcesy. Jest to m.in. zasługą: - prof. Witolda Zatońskiego i jego zespołu w zakresie działań antytytoniowych, - prof. Stefana Rywika i doc. Grażyny Brody w dziedzinie epidemiologii, - prof. Wojciecha Drygasa w edukacji społeczeństwa na rzecz aktywności ruchowej, - doc. Zofii Słońskiej w przygotowaniu kadry ekspertów wśród przedstawicieli samorządów, - prof. Andrzeja Pająka w budowaniu nowych struktur organizacyjnych, krajowej sieci ośrodków referencyjnych oraz wzorców dla nowoczesnej prewencji, - prof. Bogdana Wyrzykowskiego i prof. Barbary Krupy-Wojciechowskiej w realizacji ogólnopolskich programów interwencyjnych, - prof. Tomasza Grodzickiego i prof. Krzysztofa Narkiewicza w edukacji pacjentów, a także wielu innych ekspertów i środowisk. Nie sposób przecenić wsparcia udzielonego w tych działaniach od 2002 r. przez kolejnych ministrów zdrowia oraz ówczesnego senatora RP, prof. Zbigniewa Religę w ramach Narodowego Programu POLKARD 2003-2008.

 

Dzięki wspólnym programom badawczym i interwencjom, takim jak Polski Projekt 400 Miast czy POLKARD-Media, mamy się czym pochwalić na forum międzynarodowym. Sukcesy dotyczą przede wszystkim monitorowania. Dogłębnie rozeznano sytuację dot. rozpowszechnienia i kontroli czynników ryzyka – klasycznych i tych zaliczonych do nowych. Mamy też bardzo dobre badania przesiewowe przygotowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia we współpracy z czołowymi ekspertami z Warszawy, Gdańska i Łodzi. W ramach Narodowego Programu POLKARD pomyślano również o przyszłości. Wypracowano strategię rozwoju prewencji chorób serca i naczyń w kraju w zakresie badań naukowych, wdrożeń i działalności usługowej. Opracowano szczegółowe założenia potrzebnych działań interwencyjnych o charakterze populacyjnym.

Podsumowując, w Polsce, w porównaniu do innych krajów europejskich z tzw. regionów wysokiego ryzyka sercowo-naczyniowego, mamy unikalną sytuację dot. prewencji chorób układu krążenia dzięki bardzo dobrej współpracy środowiska kardiologów, neurologów, lekarzy rodzinnych, pediatrów, pielęgniarek, psychologów, czy socjologów – najpierw w Narodowym Programie POLKARD, a od trzech lat – w prowadzonym przez prof. Piotra Podolca z Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie – Polskim Forum Profilaktyki. PFP zgrupowało ponad 200 najlepszych polskich ekspertów i wydało wiele ważnych wspólnych rekomendacji. Ostatnia listopadowa konferencja naukowo-edukacyjna w Krakowie im. Venuletta jest przykładem efektywnej współpracy kardiologów i onkologów, co należy do rzadkości w innych krajach europejskich. Pomysł profesorów Grzegorza Opolskiego i Witolda Zatońskiego, by połączyć siły obu tych środowisk w walce z paleniem papierosów, okazał się znakomity. Mogę dodać, że mam w tych działaniach rozpoczętych kilka lat temu skromny udział.

 

Z tego, co Pan mówi, wynika, że podjęto bardzo kompleksowe działania…


Tak jest. Polską prewencję chorób serca i naczyń charakteryzuje w ostatnich latach jeszcze jedna cecha. Jest nią duży zakres działań i odpowiedni dobór grup docelowych. Bardzo ciekawy multimedialny projekt edukacyjny dla dzieci i młodzieży SMS, czyli „Szansa dla Młodego Serca”, zaprojektowali i wprowadzili w życie w kilkuset miastach prof. Marek Naruszewicz i doc. Małgorzata Kozłowska-Wojciechowska. Bardzo interesujące wzorcowe programy profilaktyki i edukacji dla osób starszych przed dwoma laty przygotował w Łodzi i realizuje polski ekspert w dziedzinie aktywności fizycznej u seniorów, prof. Tomasz Kostka. Osiągnięcia tego projektu będą prezentowane na forum Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego w maju 2010 roku na specjalne zaproszenie komitetu naukowego Europejskiego Kongresu EUROPREVENT w Pradze.


Jaka jest historia polskiej prewencji?


Początki epidemiologii chorób serca i naczyń to rok 1929. Wówczas nowoczesne badanie monitorujące nadciśnienie tętnicze na próbie ponad 3000 młodych osób przeprowadzono w Wilnie pod kierunkiem prof. Januszkiewicza, późniejszego rektora tamtejszego Uniwersytetu. Co ciekawe, już wtedy prof. Januszkiewicz wskazał na znaczenie czynników społecznych w zachorowalności i przebiegu chorób. W latach 50. ubiegłego wieku duże badania epidemiologiczne dotyczące nadciśnienia tętniczego i innych czynników ryzyka prowadzili: prof. Leon Tochowicz z Uniwersytetu Jagiellońskiego, prof. Antoni Falkiewicz, rektor Akademii Medycznej we Wrocławiu, oraz zespół prof. Zdzisława Askanasa, który skutecznie rozwinął dziedzinę i już w latach 60. ub. wieku propagował polskie osiągnięcia w rehabilitacji kardiologicznej na forum międzynarodowym. Co do „najnowszej” historii polskiej epidemiologii i prewencji, to oprócz osiągnięć Narodowego Programu POLKARD, pięć lat temu wykorzystując doświadczenia projektów przesiewowych w Łodzi i Sopocie, Narodowy Fundusz Zdrowia przygotował i wdrożył największy program badań przesiewowych w Europie. Wielką determinację wykazał tu dr. Jacek Grabowski, późniejszy wiceprezes NFZ. Klasyczne czynniki ryzyka w badaniach przesiewowych zaczęli oceniać, i to bardzo dobrze, lekarze rodzinni. W 2005 r. objęto badaniami 314 tys. osób, a w 2006 r. – 306 tys. Dane NFZ wskazują, że w latach 2007–2008 przebadano kolejne ćwierć miliona osób. W 2009 r. program realizowany jest wolniej, prawdopodobnie badaniami objętych zostanie ok. 100 tys. osób – ale czy to tylko, czy aż?

 

Sukces Programu NFZ jest tym większy, że nie wymaga wielkich nakładów - około 10 do 15 mln zł rocznie. Wdrożono system komputerowy i narzędzia informatyczne. Algorytm postępowania pozwala na przyporządkowanie pacjentów, wg systemu oceny ryzyka Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego SCORE – do łagodnego, umiarkowanego, wysokiego i bardzo wysokiego ryzyka sercowo-naczyniowego. Jeśli chodzi o papierosy to pali je co czwarta kobieta, która zgłasza się na badania oraz co trzeci mężczyzna. Wszystkie rezultaty wielu set tysięcy badań, jak średnie wyniki cholesterolu, średnie wyniki ciśnienia skurczowego i rozkurczowego krwi uzyskujemy dzięki systemowi komputerowemu. Stworzono z nich niezwykłą, bardzo dużą bazę danych. Jest ona obsługiwana on-line poprzez bazy oraz słowniki opracowane przez NFZ i szyfrowane w komunikacji z lekarzami rodzinnymi. Korzyści dla pacjentów i naukowe są oczywiste, możemy te dane – zgodnie ze schematem obsługi SIM – jak wywiad uczestnika badania, wyniki, jakie uzyskano w poszczególnych podgrupach wieku, płci – zestawiać w dowolny sposób. Lekarze rodzinni mogą znaleźć w tym systemie, wg numeru PESEL, wyniki każdej osoby, o ile uczestniczyła w projekcie, skorzystała z zaproszenia. Części składowe tego systemu to użytkownicy, serwery aplikacyjne i baza danych, instytucje współpracujące, środowiska naukowe.

Warto również podkreślić, że w ramach Narodowego Programu POLKARD 2003-2008 i dzięki współpracy NFZ dysponujemy w kraju najlepszym w Europie systemem rejestru ostrych zespołów wieńcowych. Przygotował go i wprowadził w życie Śląski Uniwersytet Medyczny pod kierunkiem prof. Leszka Polońskiego.

 

Na czym zatem polega unikatowość wymienionych polskich programów?


Po pierwsze, przeprowadziliśmy bardzo dobre badania monitorujące sytuację, po drugie wdrożono ogólnopolskie programy interwencyjne dla dzieci i dorosłych oraz badania przesiewowe zintegrowane komputerowo on-line z praktykami lekarzy rodzinnych. Wreszcie w ciągu kilku ostatnich lat dzięki uczestnictwu w programach europejskich, jak EuroAction (koordynatorzy w Polsce to prof. K. Kawecka-Jaszcz, prof. T. Grodzicki i prof. A. Pająk), i specjalnym wieloośrodkowym pracom koordynowanym przez Uniwersytet Jagielloński przygotowano program wzorcowej interwencji prewencji pierwotnej i wtórnej. Pamiętajmy, że działania prewencyjne są niełatwe, bo trudno jest uczyć i zmieniać nawyki ludzi dorosłych. To wszystko w Polsce już zrobiono. Warto jeszcze w planowaniu polityki zdrowotnej w zakresie prewencji chorób niezakaźnych pomyśleć o połączeniu sił z pulmonologami, z uwagi na tak częste alergie u młodych i przewlekłą obturacyjną chorobę płuc u osób starszych.


Jakie trendy zdrowotne zostały wychwycone w ostatnich badaniach epidemiologicznych, takich jak NATPOL PLUS, który Pan koordynował i WOBASZ?


W Polsce najważniejszym czynnikiem, z którym sobie dość dobrze radzimy i dzięki temu uzyskaliśmy istotną redukcję liczby zgonów z powodu choroby wieńcowej w ostatnich dwóch dekadach, jest redukcja poziomu cholesterolu u osób z hipercholesterolemią. Polacy zmienili dietę na zdrowszą (spożywają dużo mniej niż 20 lat temu tłuszczów nasyconych, dwa razy więcej warzyw i owoców) i dzięki temu żyją dłużej. Drugim czynnikiem, który zdecydował o poprawie sytuacji epidemiologicznej, jest ograniczenie palenia papierosów. Liczba palących zmniejszyła się o 1/3, głównie dzięki wprowadzeniu jeszcze w latach 90. dobrych norm ustawowych. Trzeci najważniejszy czynnik ryzyka zawałów serca i udarów mózgu to nadciśnienie tętnicze. Niestety, w tym wypadku jak dotąd przegrywamy. Nowoczesne analizy modelowania statystycznego przeprowadzone w 2009 r. przez najlepsze polskie ośrodki wspólnie z naukowcami Uniwersytetu w Liverpoolu, którzy wprowadzili tzw. model IMPACT, wykazały, że w porównaniu do takich krajów jak Kanada, zdecydowanie za mało wykrywamy i niedostatecznie leczymy nadciśnienie tętnicze. O ile, więc z cholesterolem udało się, co najmniej dobrze, o tyle w przypadku nadciśnienia tętniczego cały czas przegrywamy walkę.


System działania prewencji w Polsce jest unikatowy, wymyślenie jego struktury jest pionierskie, ale czy nie wyważamy otwartych drzwi, zamiast skorzystać z przykładów innych krajów?


W Kanadzie i w Szwecji takie programy są i trzeba powiedzieć, że tam lekarze rodzinni lepiej niż w Polsce realizują swoje zadania wobec pacjentów z chorobami przewlekłymi. Ponadto w wymienionych krajach wprowadzono inny sposób wynagradzania, uzależniony od efektów, a nie od liczby wizyt u lekarza. Ten problem jest u nas coraz szerzej dyskutowany. Honorarium lekarskie powinno w dużej mierze wynikać z efektów działania, a nie tylko od liczby udzielonych świadczeń.

 

Wracając do sytuacji w Polsce w 2009 r. z żalem trzeba stwierdzić fakt, że w ostatnich miesiącach coraz większemu wyhamowaniu ulegają wymienione wyżej programy prewencyjne. Przygotowane po kilku latach pracy przez najlepsze ośrodki i ekspertów projekty strukturalnej, kompleksowej interwencji i budowy sieci ośrodków prewencji w każdym województwie, programy edukacyjne dla dzieci z biednych środowisk czy nowoczesny program zarządzania własnym zdrowiem dla młodzieży w ogóle nie zostały w tym roku przez Ministerstwo Zdrowia uruchomione. Przypomnę, że Europejska Deklaracja na Rzecz Zdrowia Serca (European Heart Health Charter) z 2007 r. zaleca, by proces modyfikacji czynników ryzyka rozpoczynać już w dzieciństwie. Za główne hasło tego dokumentu przyjęto stwierdzenie: „Każde dziecko urodzone w nowym tysiącleciu ma prawo do życia przynajmniej do wieku 65. lat bez zachorowania na choroby układu sercowo-naczyniowego, których można uniknąć”.

 

Rok 2009 jest pierwszym od wielu lat, w którym zdecydowanie zwalniamy krok w polskiej prewencji chorób serca i naczyń; niektóre działania zostały wręcz zatrzymane. Trudno się tym nie martwić. Polskie Forum Profilaktyki nie otrzymało żadnych środków na promocję swych dokonań i edukację wśród pracowników ochrony zdrowia i w społeczeństwie. W tej sytuacji musi się wspierać grantami firm farmaceutycznych. Mówię o tym z tym większym rozczarowaniem, że środowisko najlepszych ośrodków i ekspertów znakomicie się w ostatnich latach zintegrowało, działało zgodnie, prawie wszystkie decyzje podjęto jednomyślnie. Podsumowując, mamy w Polsce duże, własne dokonania, ale też chętnie korzystamy z wzorców wypracowanych w innych krajach. Problemem są coraz mniejsze, teraz już minimalne środki, jakie przeznacza państwo na prewencję.

 

Ostatnio coraz więcej dyskutuje się o efektywności kosztowej działań w ochronie zdrowia…


Należy podkreślić, że profilaktyka chorób układu krążenia i nowotworów oraz wczesne wykrywanie tych chorób jest współcześnie bardzo uzasadnione ze względów ekonomicznych. Potwierdzają to analizy przedstawione w cyklu pięciu publikacji z 2007 r. w jednym z najbardziej prestiżowych pism medycznych „The Lancet”. Niestety, w krajach należących do OECD, tylko 3% wydatków na ochronę zdrowia przeznacza się na prewencję i promocję zdrowia. Jeszcze gorsza sytuacja jest w Polsce, gdzie Narodowy Fundusz Zdrowia i Ministerstwo Zdrowia na profilaktykę przeznaczają mniej niż 0,5% ogółu środków.

 

A jak zorganizowane są działania interwencyjne wobec wykrytych przypadków?


Do niedawna brakowało systemowych działań i skutecznych interwencji, szczególnie u osób z grupy wysokiego ryzyka, czyli z cukrzycą lub po incydentach sercowo-naczyniowych. Dlatego NFZ w 2008 r. wprowadził specjalny, nowy system rozliczania dla lekarzy rodzinnych. W bazie danych jest 36 mln ubezpieczonych, w każdym województwie wyodrębniono populację osób z cukrzycą i chorobami układu krążenia – to ponad 4 mln chorych w skali kraju. Nowy współczynnik rozliczania ma zainteresować lekarzy przynajmniej dwiema wizytami pacjenta kwartalnie, lepszym monitorowaniem i próbą interwencji.

 

Dlaczego lekarze czasem tak lekko traktują problem palenia tytoniu przez pacjentów. Nie tylko za rzadko nakłaniają do rzucenia palenia, ale też nie próbują w tym pomóc?


Zgadzam się z tą oceną. Szkolenie lekarzy i pielęgniarek musi ulec radykalnym zmianom. Bardzo ważną pracę wykonuje tu ze swoim zespołem prof. Witold Zatoński. Znalazł ważnych partnerów jak wspomniane Polskie Forum Profilaktyki, dr Konstantego Radziwiłła i Naczelną Radę Lekarską. Powstały ujednolicone rekomendacje, podręczniki, skrypty, wyszkolono wielu trenerów, więc to, co potrzebne, chociaż z dużym opóźnieniem, zaczęło się dziać. Problem leczenia z nikotynizmu powinien być jednym z priorytetów, wdrożonych jako podstawowy element szkolenia lekarzy i pielęgniarek w czasie studiów.


Palenie jest największym wrogiem chorych na cukrzycę. Jest to szczególny problem, żeby te osoby nie były narażone na palenie bierne. Kiedy się skończą prace nad ustawą zakazującą palenia w miejscach publicznych?


Prace nad ustawą dawno zakończyły się i została ona przyjęta w wielu, chyba już jedenastu  krajach Unii Europejskiej. W Polsce coraz bardziej ulegają one … zwolnieniu. Projekt ustawy przewiduje, że w miejscach publicznych, restauracjach, przystankach autobusowych Polacy nie będą narażeni na palenie bierne; również te osoby, które np. chorują na cukrzycę, a pracują jako kelnerzy. Ich sytuacja jest dramatyczna – wiadomo bowiem, że ryzyko chorób układu oddechowego, choroby wieńcowej i zawału serca jest u nich bardzo wysokie.


Jaka będzie egzekwowalność?


Największe obiekcje dotyczące przestrzegania zapisów ustaw były podnoszone we Włoszech. Przeciwnicy twierdzili, że nie należy wprowadzać ustawy, skoro nie będzie respektowana. Tymczasem jest przestrzegana i została dobrze przyjęta, także przez mieszkańców Sycylii, która miała uchodzić za oporną. Nie sądzę, więc, żeby Polacy mieli tutaj większe trudności z adaptacją niż inni. A trzeba powiedzieć, że wszystkich polityków, którzy wprowadzili tę ustawę – pierwsza była Irlandia spotkał sukces polityczny. Minister zdrowia Irlandii Michael Martin awansował później na ministra gospodarki i przemysłu. Liczba zawałów serca i liczba hospitalizacji z powodu ostrych zespołów wieńcowych w Irlandii, w Szkocji oraz w Anglii zmalała po wprowadzeniu ustawy od kilku do 16%. Podkreślam, że mówię tu o paleniu biernym.


Ludzie ze środowisk twórczych, niekonwencjonalni, twierdzą, że bez papierosa nie da się tworzyć!


Osoby, które przekazują taki komunikat społeczeństwu, są w najwyższym stopniu nieodpowiedzialne. Wszystkie dane dotyczące skutków zdrowotnych palenia, są jednoznaczne. Dla nas wypływa stąd wniosek, że potrzebni w kampanii społecznej na rzecz ustawy są nie tylko lekarze, ale przede wszystkim specjaliści od marketingu społecznego i psychologii społecznej. To z nimi powinniśmy współpracować, żeby wyedukować i przekonać dziennikarzy i decydentów. Pamiętajmy, że ostatnich kilku ministrów i wiceministrów zdrowia też paliło papierosy. Potrzebujemy, zatem tutaj pracy niemal od podstaw.

 

 

 

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.