Narzędzia dostępności

Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej

Dodatkowe narzędzia

Komisja spraw zagranicznych jest ważna

Pan Łukasz Lipiński w swoim tekście pt. „Dziadek z Wehrmachtu krąży po Strasburgu” („Gazeta Wyborcza”, 19.01.2007) dokonuje analizy sytuacji związanej z obsadą stanowiska przewodniczącego Komisji Spraw Zagranicznych Parlamentu Europejskiego – w charakterystyczny sposób. Otóż całemu zamieszaniu winni są: PiS, prezydent Lech Kaczyński oraz minister spraw zagranicznych. Z uporem tkwią bowiem w przekonaniu, że dla Polski ważne jest, by to właśnie polski parlamentarzysta stanął na czele Komisji Spraw Zagranicznych Parlamentu Europejskiego – choć jest to parlamentarzysta bynajmniej niezwiązany z Prawem i Sprawiedliwością. Redaktorowi Lipińskiemu w tej sytuacji trudno wysunąć standardowy dla „Wyborczej” zarzut o „upartyjnianiu” państwa i popieraniu „swoich”, bowiem Jackowi Saryusz-Wolskiemu w żaden sposób związków z Prawem i Sprawiedliwością nie da się przypisać. A zatem i prezydent, i minister Fotyga, i europoseł PiS Michał Kamiński zostali oskarżeni o antyniemieckie fobie i szantaż przy użyciu nacjonalistycznych argumentów.

Trudno pojąć logikę, jaką kieruje się autor tekstu. Według niego, drażnienie CDU kandydaturą Saryusz-Wolskiego może skończyć się tym, że niemieccy parlamentarzyści pozbawią Polaków przewodnictwa we wszystkich komisjach PE. Lepiej więc się nie wychylać i cieszyć się, że w ogóle nasz kraj ma przewodniczącego komisji budżetowej. Zdaniem autora tekstu, Komisja Spraw Zagranicznych ma o wiele mniejszy od Komisji Budżetowej wpływ na działanie UE. Dlaczego wobec tego Elmar Brok stoi właśnie na czele tej Komisji już od dziesięciu lat i dlaczego kwestia obsady stanowiska szefa tej Komisji miałaby stać się przedmiotem konfliktu z Angelą Merkel? Jeśli podążać tokiem myślenia Łukasza Lipińskiego, to trzeba by dojść do wniosku, że to nie PiS i polskie władze, ale Niemcy upierają się przy czymś, co w gruncie rzeczy nie ma większego znaczenia.

„Polityka w Unii Europejskiej to sztuka zdobywania sojuszników, a nie wrogów” – poucza Łukasz Lipiński prezydenta, szefową dyplomacji i PiS-owskich europarlamentarzystów. Obawiam się, że w jego opinii sztuka zdobywania sojuszników polegać ma na rezygnacji z aktywnej polityki wspierania polskich interesów i unikaniu wszelkich sytuacji, w których mogłoby dojść do konfliktu stanowisk z największymi państwami Unii. Być może w ten sposób da się budować doraźne, nietrwałe sojusze, ale nie prawdziwie partnerskie relacje, które powinny być podstawą dla polskiej polityki zagranicznej w Unii Europejskiej i poza nią. A budowanie takich relacji leży na sercu i politykom PiS, i prezydentowi – tak samo, jak wspólna unijna polityka energetyczna i wspólna polityka wschodnia. Jeśli z powodu przedstawienia przez Polskę kandydata na przewodniczącego jednej z komisji Parlamentu Europejskiego zbudowanie takiej wspólnej polityki – służącej nie tylko Polsce, ale przede wszystkim całej Unii – stałoby się niemożliwe, źle wróżyłoby to przyszłości UE. Jak na razie, nie ma podstaw do takiego pesymizmu.
Poleć znajomemu