Narzędzia dostępności

Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej

Dodatkowe narzędzia

Czwartek, 7 stycznia 2010

Przemówienie prezydenta podczas I posiedzenia NRR

Raz jeszcze chciałem wszystkich serdecznie powitać i powiedzieć kilka słów o tym, co sobie wyobrażam, jeżeli idzie o działalność Narodowej Rady Rozwoju. Chciałbym zacząć od takiego stwierdzenia, że moim zdaniem obiegowa opinia, że w Polsce brak pogłębionej dyskusji i że dyskusja ma jedynie charakter doraźny, nie jest prawdziwa. W Polsce, także na poziomie politycznym, formułowane są obszerne programy, tyle tylko że istnieje zasadnicza trudność z przekazaniem ich opinii publicznej. Ale niewątpliwie także te bardziej rozbudowane i wewnętrznie konsekwentniejsze programy polityczne obejmują taką perspektywę, która jest związana z polityką kilku, najwyżej 10 lat. Natomiast w Polsce potrzebna jest także dyskusja pogłębiona, mająca charakter bardziej długookresowy, dotycząca zarówno perspektyw, jak i zagrożeń, zarówno szans naszego kraju, jak i tego, co owe szanse może ograniczyć albo zgoła przekreślić.

Panie i Panowie!

Minęło już 20 lat od początku tego, co nazywamy polskimi przemianami, ale co w istocie było zmianą jednego ustroju na drugi, zmianą dokonaną w warunkach pokojowych, ale też, można powiedzieć, dla owego poprzedniego systemu – przymusowych. Przez 20 lat Polska zmieniła się w sposób zasadniczy. Jeżeli porównać rok 2009 według prognoz z rokiem 1989, to PKB, liczony oczywiście na jednego mieszkańca, prawie się podwoił. Zdaję sobie sprawę, że są tutaj różne techniki, sposoby liczenia, i że te dane mogą być dyskutowane. Celowo przywołuję rok ’89 a nie ’90, ponieważ w moim przekonaniu rok ’90 był już rokiem przemian. Oczywiście porównanie z rokiem ’90 daje dużo lepsze rezultaty, jeżeli chodzi o wzrost, ponieważ rok 1990 był rokiem spadku PKB, ale moim zdaniem uczciwość intelektualna nakazuje porównywać z rokiem ’89. A więc mamy Polskę prawie dwukrotnie bogatszą. To jest bardzo istotny sukces. Charakterystyczna jest też zmiana struktury PKB, choć i tutaj są trudności z porównywaniem danych. Mianowicie w tamtych czasach przemysł stanowił ponad 46 procent, dzisiaj – 21,4 procent. W tamtych czasach, mówiąc najogólniej, usługi stanowiły trzecią część PKB, nieco więcej – około 37 procent. Dzisiaj jest prawie na odwrót: usługi, łącznie z transportem i łącznością, stanowią około dwóch trzecich PKB, a jedna trzecia to przemysł, rolnictwo, budownictwo, leśnictwo. Oczywiście podaję tutaj dane zgrubne, które niełatwo zresztą w Polsce otrzymać.

Mamy w tej chwili w Polsce ponad 3 miliony 700 tysięcy podmiotów gospodarczych. Jeśli wziąć pod uwagę, że w Polsce jest 13 milionów 300 tysięcy gospodarstw domowych, to na mniej niż cztery gospodarstwa przypada jeden podmiot gospodarczy. Tak więc pod tym względem kraj jest całkowicie inny niż był 20 lat temu. Można powiedzieć, że ustrój realnego socjalizmu – mówię w tej chwili o systemie gospodarczym – całkowicie odszedł w przeszłość. Zasadniczo zmieniła się też struktura społeczna naszego społeczeństwa, co zresztą jest pochodną przemian gospodarczych. Tutaj, jak wiemy, mamy dwa poglądy. Według jednego te zmiany w strukturze w tym kształcie, który dzisiaj widzimy, były nieuniknione – właśnie tak to powinno wyglądać. Według innego poglądu struktura powinna mieć inny charakter, zarówno ze względu na stopień zróżnicowania społecznego – on powinien być jednak nieco mniejszy, jak i ze względu na, można powiedzieć, substrat personalny, szczególnie upper class i wyższych grup klasy średniej. Według tego poglądu ludzie związani z dawnym systemem mieli przewagę w stosunku do tych, którzy z tym starym systemem bezpośrednio nie byli związani. Ja nie będę wchodził w tę dyskusję, chociaż wiadomo, jaki mam pogląd.

 


Chciałbym, żeby Rada zajmowała się przede wszystkim tym, co się zdarzy w Polsce, co może zdarzyć, co daje jej szansę w ciągu najbliższych 20 lat. A tych problemów jest wiele i leżą one w różnych płaszczyznach, i różny jest ich zakres czasowy. Na pewno niezwykle istotnym problemem jest sytuacja demograficzna naszego kraju. Muszę powiedzieć, że jeszcze 10 lat temu nie doceniałem wagi tego problemu. Oczywiście zdawałem sobie sprawę z tego, co się dzieje, ale wydawało mi się, że to jest skutek szybkich przemian, braku mieszkań, bardzo wysokiego wtedy bezrobocia i że kiedy te zjawiska miną, problem zostanie w znacznym stopniu przełamany. Dzisiaj widzę, że to jest w olbrzymim stopniu problem kulturowy, a więc nieporównywalnie trudniejszy do przełamania. Niezależnie od tego polityka związana ze sferą życia rodzinnego powinna być aktywna. I są kraje, w których ta polityka dała jednak rezultaty, jeżeli chodzi o sytuację demograficzną.

Jest inny problem, który – mam nadzieję – nie ma charakteru tak długoterminowego. Tym problemem jest obecna sytuacja finansów publicznych. Tutaj też przytoczę kilka danych. O ile na początku drugiej połowy tego dziesięciolecia, które dobiega końca, nasz dług publiczny nawet lekko spadał – w 2007 spadł do 44,8 procent w stosunku do PKB, w poprzednich latach był na poziomie około 47,5 procent, to obecnie ten dług zaczął rosnąć – znów do ponad 47 procent, a szczególnie groźne są perspektywy na rok przyszły. Mianowicie według oficjalnej prognozy, czyli prognozy budżetowej, ma wzrosnąć do 54,7 procent. Według opinii licznych ekspertów to może być zgoła 57 procent. Zdaję sobie sprawę z tego, że to nie są najwyższe dane w Europie, bardzo im do tego daleko – mówię w tej chwili tylko o Europie unijnej – ale jest to pewien problem w naszym kraju, także ze względu na oryginalne rozwiązania w naszej konstytucji. Progi ostrożnościowe określa ustawa, ale w Polsce istnieje także próg konstytucyjny, jeżeli chodzi o zadłużenie publiczne. Słusznie czy nie, możemy tutaj na ten temat dyskutować, ale dzisiaj jest to bardzo trudny do zmienienia fakt.

W liczbach na pewno – bo wątpię, żeby było lepiej, niż przewidują prognozy budżetowe – dług publiczny w latach 2007–2010 wzrośnie o ponad 212 miliardów złotych, czyli do sumy co najmniej 739 miliardów złotych z sumy 527 miliardów złotych. W tej chwili po trzech kwartałach dług wzrósł z 597 miliardów na koniec zeszłego roku do 659 miliardów na koniec trzeciego kwartału roku 2009. To wszystko się dzieje w warunkach oczywiście bardzo spowolnionego, ale jednak wzrostu PKB. Weźmy pod uwagę, że rok 2008 zakończył się wynikiem, w ostatecznym obliczeniu, 4,8 procent. W 2009 roku też nastąpił wzrost PKB, nie mamy jeszcze odpowiedzi, na jakim dokładnie poziomie, ale mieści się w przedziale od 1,0 do 1,5 procent. W tym roku ten wzrost też ma według prognoz wynieść bardzo niewiele, ale jak na obecną sytuację europejską to dużo, bo ponad jeden procent PKB. Czyli łącznie mamy w tym okresie wzrost, przy procencie składanym, około ośmiu procent PKB. Taki wzrost w ciągu trzech lat, nawet przy bardzo wysokim poziomie sztywnych wydatków budżetowych, nie powinien dawać efektów w postaci takiego pogorszenia sytuacji finansów publicznych. Pytanie o to, co się stało, jest tutaj niezmiernie aktualne. I raz jeszcze powtarzam: bardzo wysoki poziom sztywnych wydatków w naszym kraju w sposób jednoznaczny tego nie tłumaczy.

 

Są inne problemy, które wydają mi się niezwykle wręcz istotne. Problem systemu emerytalnego. Problem, który zresztą bardzo ściśle związany jest z demografią. Problem zakresu i metod prywatyzacji – oczywiście tego, co jeszcze sprywatyzowane nie było. Problem infrastruktury to kolejna sprawa, bo choć odnieśliśmy przez ostatnie 20 lat wiele sukcesów, to na pewno infrastruktura do nich nie należy. Nasze miejsce w Unii Europejskiej i charakter samej Unii to następna niezwykle ważna sprawa. I w końcu, z mojego punktu widzenia, edukacja i rozwój nauki. Edukacja – nie idzie tutaj o dane ilościowe z ostatnich 20 lat, bo te są imponujące, idzie o sprawy jakościowe, i to zarówno na poziomie średnim, jak i wyższym. No i nauka. Nauka, która jest związana z bardzo wieloma problemami. Sądzę też, że w dużym stopniu wpłynie ona na to, czy, jak niektórzy sądzą, będziemy europejską montownią, czy będziemy jednym z europejskich graczy. Chodzi tutaj o życie gospodarcze, ale ono bardzo mocno przekłada się także na status polityczny kraju.

Panie i Panowie!

Rozwijać się – a bez wątpienia nadimperatywem kategorycznym jest rozwój naszego kraju, taki rozwój, który zmniejsza dystans w stosunku do Zachodu – może zdrowy organizm. I tu powstaje problem, o którym już w istocie mówiłem – wszystkie problemy, które wymieniałem, w mniejszym lub większym stopniu związane są z polityką państwa – problem roli państwa, jego sprawności, jego zakresu działania. Odwołam się tutaj do proroka „końca historii” sprzed 20 lat – Fukuyamy. On w następnych swoich pracach nie tylko odszedł od przekonania o tym, że historia się skończyła – to było wysoce oryginalne przekonanie – ale także od tego, że państwo powinno być tylko i wyłącznie ograniczane. Myślę, że w tym zakresie z jego stwierdzeniami można się zgodzić, ale zdaję sobie sprawę, że na tej sali są osoby o przeciwnej opinii.

 


To bardzo istotny przedmiot dyskusji – spójność społeczna. Spójność społeczna to przede wszystkim sprawa związana z równymi szansami, a więc edukacją, systemem emerytalnym – z tych problemów, które wymieniłem w pierwszym rzędzie – ale także z wieloma innymi. Ja jestem najgłębiej przekonany, że spójność społeczna jest potrzebna także ze względu na rozwój. Badania wykazują, że ma ona rolę także ze względu na zdrowie społeczeństwa, zdrowie w najściślejszym tego słowa znaczeniu, w sensie fizycznym. Ta spójność łączy się z pytaniem o podstawowe sposoby rozwoju. Poprzez centra, poprzez metropolie, mówiąc w pewnym skrócie, czy sposób równomierny. Oczywiście to nie wyczerpuje problemu, ale w sposób dość istotny z nim się łączy.

A więc problemów jest bardzo wiele. Głównym problemem jest to, żeby nasz kraj wykorzystał szansę, którą ma. Żeby choćby za 20 lat różnica między nami a krajami tak zwanej starej Europy była nieporównanie mniejsza niż dzisiaj. To powinien być cel, który łączy ludzi o poglądach lewicowych, centrowych i prawicowych, niezależnie od wszystkich, nawet bardzo zasadniczych różnic. Stąd skład Państwa wysokiego gremium.

Na zakończenie chciałem jeszcze przeprosić za pewne istotne pominięcie. Mówiłem o specjalistach różnych dziedzin, mówiłem o samorządowcach i związkowcach, nie wspomniałem o pracodawcach, którzy oczywiście też są tutaj reprezentowani i których najserdeczniej witam. Dziękuję bardzo.

 

Poleć znajomemu