| | |
A | A | A
Sobota, 20 czerwca 2009

Wywiad Pierwszej Damy dla "Wysokich Obcasów"

Dobrze jest być kobietą w Polsce?


Sądzę, że nie jest najgorzej. Sama nie miałam kompleksów w tej kwestii. Nigdy nie czułam się źle z tym, że jestem kobietą. Nigdy nie chciałam być chłopcem. Nigdy też nie żałowałam, że nie jestem mężczyzną. Najczęściej dobrze radzą sobie w życiu kobiety dynamiczne, zdolne i wykształcone. Tak na świecie, jak i u nas w Polsce było i jest wiele wybitnych kobiet w różnych dziedzinach życia: w nauce, polityce, w biznesie, w sztuce. Na pewno kobietom jest trudniej wykonywać zawody, które zwyczajowo należały do męskich. Ale Joanna d’Arc czy Tiereszkowa też były kobietami. Miałam niedawno spotkanie z rodzinami wojskowymi w Belwederze. Dziewczyny, o których nigdy nie powiedziałaby Pani, że to major czy pułkownik pełnią w wojsku służbę na równi z mężczyznami, bez taryfy ulgowej. Czy można sobie wyobrazić kruchą kobietę kierującą czołgiem? A tak jest. Nie uważam, żeby to był zawód dla kobiety, ale okazuje się, że jak ktoś chce, to może. I robi to z wdziękiem. Pełna podziwu jestem dla dzielnej pani pułkownik, która spędziła pół roku w Afganistanie, służąc w polskim kontyngencie – matkę trójki małych dzieci.

 

 

Pytała ją pani jak sobie dawała radę?


Pytałam. To kwestia partnerstwa w małżeństwie. To wyzwanie znaczyło dla niej wiele i jej mąż (również wojskowy) potrafił to zrozumieć. Są kobiety zdecydowane, by zajmować się wyłącznie rodziną i wychowywaniem dzieci, i są z tym szczęśliwe. A są również takie, którym to nie odpowiada i po urodzeniu dziecka chcą wrócić do pracy, aby ją kontynuować. Rozumiem jedne i drugie, a wspieram te, dla których praca zawodowa i wychowywanie dzieci są równie ważne, choć nie zawsze łatwe do pogodzenia. Stąd moja inicjatywa zorganizowania międzynarodowej konferencji w Belwederze o Kobietach - matkach pracujących zawodowo. Jednocześnie martwi mnie sytuacja tych kobiet, przed którymi często pracodawcy zamykają drzwi, bo osiągnęły pięćdziesiątkę. To uważam za dyskryminację.

 

Pani nie miała wyboru – została pani z dzieckiem.


To były zupełnie inne czasy. Początek lat osiemdziesiątych. Mąż działał w „Solidarności” i był w podziemiu. Zrezygnowałam z pracy po długim urlopie macierzyńskim i wychowawczym. Męża praktycznie nie było w domu i w tamtej sytuacji wybrałam dom. Nigdy tego nie żałowałam. Łatwiej było mi pracować na zlecenie niż w normowanym czasie pracy. Mąż, gdy miał czas, zajmował się Martą, ale tak naprawdę wszystkie sprawy domowe i organizacja naszego życia w tych niełatwych latach należały do mnie. Czy to znaczy, że moja rola kobiety w domu była czymś gorszym? Nie sądzę. To była ważna rola dla całej naszej rodziny.

1, 2, 3, 4, NASTĘPNA
Poleć znajomemu