Narzędzia dostępności

Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej

Dodatkowe narzędzia

Niedziela, 16 września 2018

Min. Szczerski o tzw. ACTA 2: To nabijanie kabzy wielkim koncernom medialnym

Dyrektywa o prawie autorskim dotycząca internetu, tzw. ACTA 2 to nabijanie kabzy wielkim koncernom medialnym - ocenił Szef Gabinetu Prezydenta Krzysztof Szczerski. Jego zdaniem wywołuje się wrażenie, że celem jest dobro twórców, podczas gdy "głównymi beneficjentami" będą koncerny.

 

Parlament Europejski poparł w środę projekt dyrektywy o prawie autorskim dotyczący internetu, tzw. ACTA 2. Za propozycją opowiedziało się 438 europosłów, przeciw było 226, a 39 wstrzymało się od głosu. Europosłowie byli mocno podzieleni w tej sprawie - z Polski przeciwko przepisom było PiS, natomiast europarlamentarzyści PO głosowali za projektem.

 

Krzysztof Szczerski ocenił, że ta dyrektywa to przede wszystkim "nabijanie kabzy wielkim koncernom medialnym".

 

- To jest tak naprawdę dyskusja o wolności, dyskusja o idei, o naszych prawach jako użytkowników internetu, ale w tle tej dyskusji stoją ogromne pieniądze - powiedział.

 

Prezydencki minister podkreślił, że ta dyrektywa stanowi szansę na ogromne dochody największych koncernów medialnych, które jego zdaniem będą głównymi beneficjentami tych regulacji.

 

- Twórcy gdzieś tam są w tle, posługuje się nimi, żeby wywołać wokół tego wrażenie, że to jest dla dobra twórców, a naprawdę to jest dla dobra koncernów - przekonywał.

 

- Zawsze w takiej sytuacji, kiedy ktoś ma interes ekonomiczny, to nie patrzy na wolność innych ludzi, nie patrzy na prawo do swobodnej dyskusji - zaznaczył Krzysztof Szczerski.

 

Szef Gabinetu Prezydenta wskazał także, że po stronie rządów europejskich była propozycja, która miała być - jak mówił - dużo bardziej zrównoważona.

 

- Kiedy w to weszły koncerny, to przez Parlament Europejski przeforsowały sobie korzystną wersję tej dyrektywy dlatego, żeby po prostu zarobić pieniądze - ocenił.

 

Według Krzysztofa Szczerskiego konsekwencją dyrektywy będzie "wielkie filtrowanie".

 

- To jest obrzydliwe w tym wszystkim, że nie chodzi o jakość internetu, tylko chodzi po prostu o pieniądze i o możliwość regularnego przeczesywania wszystkiego, co się tam mieści - powiedział.

 

W jego ocenie w przypadku, gdy mówi się, że nie ma europejskiego "demosu", to powinno się zwrócić uwagę, że nie ma prostszego narzędzia komunikacji między Europejczykami niż internet.

 

- Jeśli internet staje się teraz przez Parlament Europejski ograniczany, to znaczy, że to jest przeciwko temu, co się głosi - dodał.

 

PE podkreśla, że wiele wprowadzonych przez niego zmian ma na celu zagwarantowanie, że artyści, zwłaszcza muzycy, wykonawcy i autorzy scenariuszy, a także wydawcy wiadomości i dziennikarze, otrzymają wynagrodzenie za swoją pracę, gdy inni korzystają z niej za pośrednictwem takich platform, jak YouTube lub Facebook oraz agregatorów wiadomości, takich jak Google News.

 

Przyjęcie stanowiska przez PE oznacza, że teraz będą mogły się rozpocząć negocjacje z Radą UE, w której zasiadają państwa członkowskie, nad ostatecznym kształtem regulacji. (PAP)

Poleć znajomemu