przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Sobota, 14 stycznia 2017

"Polin, ziemia bezpieczna dla Żydów"

Plus Minus: W poniedziałek Andrzej Duda wraz z małżonką rozpoczną oficjalną, trzydniową wizytę w Izraelu i Palestynie. Prezydent będzie musiał świecić oczami za minister edukacji Annę Zalewską podważającą odpowiedzialności Polaków za morderstwa w Jedwabnem i Kielcach, co amerykańskie Centrum Wiesenthala uznało za jedno z dziesięciu najgorszych działań antysemickich w zeszłym roku?

 

Historii naszych relacji nie można sprowadzać do sześciu lat Zagłady, bo to oznaczałoby zwycięstwo tych, którzy za tę Zagładę są odpowiedzialni. Dlatego prezydent Duda woli skupiać się na wielowiekowym współistnieniu Polaków i Żydów. Za nikogo nie będzie musiał świecić oczami, bo przez środowiska żydowskie traktowany jest jako polityk, który bardzo rzetelnie podchodzi do historii i roli Żydów na ziemiach polskich. Prezydent zawsze podkreśla, że Zagłada miała miejsce w warunkach, gdy polskie państwo stało się ofiarą dwóch totalitaryzmów, i że to niemiecki totalitaryzm przyniósł na nasze ziemie fabryki śmierci. Zginęło wtedy 6 mln polskich obywateli, z czego 3 mln polskich Żydów.

 
W Pałacu Prezydenckim tym razem nie świętowano rozpoczynającej się Chanuki. Wydawało się, wzorem zeszłego roku, że odpalanie chanukowych świec będzie coroczną tradycją, jaką było za kadencji Lecha Kaczyńskiego.
 
W tym roku ta uroczystość miała nieco inny charakter. Było to spotkanie świąteczno-noworoczne. Specjalnie zaplanowaliśmy je na trzy dni przed wylotem prezydenta do Izraela. Po prostu Chanuka jest świętem ruchomym i tym razem rozpoczynała się 24 grudnia, czyli w Wigilię. Po rozmowie z rabinem Michaelem Schudrichem postanowiliśmy, wzorem choćby ambasady Izraela, przenieść spotkanie na późniejszy termin. Ale ta tradycja zostanie dochowana. Rzeczywiście, zainicjował ją przed dziesięcioma laty Lech Kaczyński, a prezydentowi Dudzie bardzo zależy na tym, by ją kontynuować. Natomiast jeszcze w grudniu prezydent złożył serdeczne życzenia społeczności żydowskiej.
 

Dlaczego prezydentowi tak zależy na tym, by tę tradycję kontynuować?

 

Bo szczerze wierzy w "Rzeczpospolitą przyjaciół". Myślę, że to pojęcie najlepiej oddaje wizję Polski, naszej historii, jaka przyświeca jego prezydenturze. Wspólna przeszłość jest znakomitym punktem wyjścia dla szczególnych, strategicznych relacji między Polską a Izraelem. Nasz kraj jest miejscem, w którym przez setki lat kwitła żydowska kultura. Dla Żydów były to ziemie bezpieczne. W hagadzie, żydowskiej legendzie, pojawia się określenie "Polin", które odnosi się do nazwy naszego kraju i chyba najlepiej wyjaśnia charakter kilkuset lat współistnienia naszych narodów i w ogóle osadnictwa żydowskiego w Polsce. Polin to hebrajskie słowa "tu odpocznij".

 

Jak te historyczne relacje polsko-żydowskie odnoszą się do szerszej wizji Polski, jaką chce promować prezydent Duda?

 

Prawda o tych relacjach jest prawdą o polskiej historii, a nawet więcej: o historii polskiej wolności. Polacy naprawdę mogą być dumni ze swojej przeszłości. Relacje polsko-żydowskie są znakomitym przykładem pięknych kart naszej historii. To współistnienie narodów było wielką siłą polskiego państwa. Stąd właśnie hasło „Rzeczpospolita przyjaciół", które nie ogranicza się jedynie do relacji polsko-żydowskich, choć to właśnie one są najlepszą jego egzemplifikacją.

 

Jednak prezydent czasem wypowiada się także o czarnych kartach naszej historii. I robi to bezkompromisowo. Podczas lipcowych obchodów 70. rocznicy pogromu kieleckiego mówił, że "ci, którzy tej zbrodni dokonali, przez ten czyn wykluczyli się z naszego społeczeństwa".

 

Antysemityzm nie ma narodowości, jest obecny w różnych zbiorowościach. Polacy również nie byli od niego wolni. Jednak takie myślenie jest zasadniczo sprzeczne z polską tradycją. Dlatego ci, którzy dokonywali podobnych zbrodni, sami wykluczali się poza nawias polskiego społeczeństwa.

 

Ale jak pogodzić te wypowiedzi minister Zalewskiej i prezydenta Dudy? W środowisku politycznym, z którego wywodzi się prezydent, nie brakuje przypadkiem spójnej i wspólnej wizji relacji polsko-żydowskich?

 

Zdecydowanie ton całemu środowisku nadają wypowiedzi prezydenta czy lidera Prawa i Sprawiedliwości. Przypomnijmy, że w 75. rocznicę zbrodni w Wielkiej Synagodze w Białymstoku prezes Jarosław Kaczyński jednoznacznie potępił antysemityzm. Choć tam ponad wszelką wątpliwość chodziło o zbrodnię dokonaną z rozmysłem przez Niemców, co było zapowiedzią nadciągającego Holokaustu, to lider PiS otwarcie przyznał, że antysemityzm objawił się w różnych narodach.

 
Jarosław Kaczyński mówił też wtedy o winie narodu niemieckiego, który popierał Adolfa Hitlera...
 

Bo naszym obowiązkiem jest przypominanie, że Holokaust był dziełem niemieckiej III Rzeszy. Polska w ostatnich dekadach w szczególnie brutalny sposób doświadczyła zmiany historycznej narracji, w której sprawcami Zagłady stali się jacyś bliżej nieokreśleni naziści i ideologia nazistowska. Nie możemy godzić się na narrację, według której naziści najpierw podbili Niemcy, później Polskę i ramię w ramię z antysemickimi Polakami dokonali Holokaustu. Stąd dziś mówi się o "polskich obozach zagłady". To geograficzne określenie – jak niektórzy się bronią – zaczyna wtedy funkcjonować w zupełnie innym kontekście. Tymczasem polskie państwo w żaden sposób nie uczestniczyło w Zagładzie. Nasze władze nie tylko w żaden sposób nie podjęły współpracy z niemieckim okupantem, jak to miało miejsce w przypadku innych państw podbitej Europy, ale wręcz karały śmiercią szmalcowników za wydawanie Niemcom Żydów. A organem rządu polskiego na uchodźstwie była Rada Pomocy Żydom "Żegota". Z działań państwa polskiego możemy być dumni, bez wyjątków.

 

Ale czy ta niejednoznaczna postawa różnych polskich polityków w żaden sposób nie przeszkadza prezydentowi w budowaniu dobrych relacji polsko-żydowskich? Mamy do czynienia z coraz większą aktywizacją środowisk narodowych, które zyskały nawet swoich przedstawicieli w Sejmie. Rasistowskie wydarzenia w Ełku, wcześniej antysemickie we Wrocławiu – to wszystko incydenty, ale przekaz idzie w świat, piszą o tym zagraniczne gazety...

 

Tych dwóch zdarzeń nic nie łączy. Każdy incydent zasługuje na potępienie, ale celem polityki prezydenta jest wskazywanie dobrych wzorców. Stawia on na politykę afirmatywną, pokazuje tradycję, która w jego opinii jest państwowotwórcza, wartościowa sama w sobie. Wszystkie jego wystąpienia były jednoznaczne w swej symbolicznej wymowie. Zawsze wskazuje, do jakiej tradycji należy się dziś odwoływać, jakie podejście warto promować. To jest rolą prezydenta. Prezydent niejednokrotnie podkreślał, że w wolnej Polsce nie ma miejsca na antysemityzm, ale nie ma też zgody na to, by rozmywać odpowiedzialność sprawców tragicznych zbrodni tylko dlatego, że byli Polakami. Takie zbrodnie nie mogą znajdywać żadnego usprawiedliwienia. To absolutnie jednoznaczne potępienie tradycji, które odwołują się do antysemickich stereotypów. Z antysemityzmem dziś problem ma raczej Zachód.

 
Jaki to problem?
 

W wielu krajach dochodzi dziś do ataków na synagogi, pojawiają się tam prawdziwie antysemickie teksty, demonstracje, przedstawiciele społeczności żydowskiej są fizycznie zagrożeni i otwarcie przyznają, że mają ciągłe poczucie takiego zagrożenia. W Polsce doszło do jednego haniebnego incydentu we Wrocławiu, czyli spalenia kukły Żyda, co zostało nie tylko jednoznacznie potępione przez opinię publiczną, ale nawet sprawca został przykładnie ukarany przez sąd. U nas mamy wręcz pewną modę na odkrywanie żydowskich tradycji. To w Polsce organizowane są największe festiwale żydowskiej kultury, jak festiwal Łódź Czterech Kultur, Warszawa Singera czy Festiwal Kultury Żydowskiej w Krakowie. To jest rzeczywistość, w której żyjemy.

 

To skąd ten problem z piarem Polski na arenie międzynarodowej, który zauważają nawet żydowscy działacze przychylni obecnemu rządowi, jak Jonny Daniels, prezes fundacji From the Depths? Mówił on w "Plusie Minusie", że nie rozumie, jak można robić tyle dobrego, kompletnie nie potrafiąc sprzedać tego światu...

 

Nie patrzę na to tak pesymistycznie, ale zdaję sobie sprawę, że postrzeganie Polski to nie jest efekt jednego czy dwóch artykułów w zachodniej prasie, tylko kilku dekad pewnego specyficznego spojrzenia na naszą historię. To również efekt historii PRL, zerwania relacji dyplomatycznych z Izraelem, antysemickich czystek w partii komunistycznej itd. Prezydent Duda proponuje inne spojrzenie na historię relacji polsko-żydowskich i ogólnie na historię Polski, której częścią jest historia polskich Żydów. Efekt przyniesie to dopiero za jakiś czas.

 

Ale znowu znaleźliśmy się gdzieś na uboczy światowych trendów. Afirmacja kultury żydowskiej i podobne działania to polityka, jaką w Europie prowadzono lata temu. Dziś w głównym nurcie Zachodu modna jest raczej krytyka Izraela jako państwa parafaszystowskiego, które okupuje palestyńskie ziemie, ciemięży muzułmanów. A my nagle zaczęliśmy mocno wspierać Izrael i obudziliśmy się z afirmacją żydowskiej kultury. Nasze zachowanie jest kompletnie niezrozumiałe na Zachodzie, znowu piarowo strzelamy sobie w stopę.

 

Polska zdecydowanie staje po stronie zwolenników procesu pokojowego na Bliskim Wschodzie. Mamy bardzo dobre relacje z Izraelem i staramy się jak najlepiej o nie dbać. Nawet jeśli takie relacje są dziś niemodne, to mam przekonanie, że akurat my, ze względu na naszą przeszłość, potrafimy zrozumieć teraźniejszość i dobrze zaprojektować przyszłość. Odwołam się do słów, które rok temu, 27 stycznia 2016 roku, prezydent Duda wypowiedział w Auschwitz, w czasie rocznicowych uroczystości wyzwolenia obozu. Stwierdził, że nikt tak dobrze jak Żydzi i Polacy nie rozumie wartości, jaką jest państwo. Bo brak państwa skutkuje takimi tragediami jak Zagłada. Doświadczenie Auschwitz to dla Izraela fundamentalna lekcja, jak bardzo potrzebne jest własne państwo. Dlatego nie mamy wątpliwości, że należy wspierać izraelską państwowość, ale jednocześnie nie przeszkadza nam to we wspieraniu wysiłku na rzecz trwałego pokoju na Bliskim Wschodzie.

 

Jak na te relacje wpływa problem reprywatyzacji pożydowskiego mienia? Afera w stołecznym ratuszu nie psuje przypadkiem naszych bilateralnych stosunków?

 

Reprywatyzacja to potwornie skomplikowany proces, za którym nie stoją jedynie problemy II wojny światowej, Holokaustu, zniszczeń wojennych, zmian granic i powojennej nacjonalizacji, ale też chodzi tu o różne umowy dotyczące odszkodowań, które w latach 60. Polska zawarła z kilkoma krajami, a później też o przebieg naszych przemian ustrojowych po 1989 roku. To jest poważny problem polskiego państwa, ale na pewno nie jest tu nikt dyskryminowany z uwagi na pochodzenie czy wyznanie. Co więcej, roszczenia osób pochodzenia żydowskiego stanowią jedynie kilka procent ogółu roszczeń reprywatyzacyjnych. To w ogóle nie jest problemem dla dobrych relacji polsko-żydowskich.

 

Wróćmy do "Rzeczpospolitej przyjaciół". Na ile to jest jedynie pewna intelektualna rekonstrukcja historyczna, a na ile ta idea przetrwała do dzisiaj? Polska od ponad pół wieku jest właściwie monoetnicznym państwem. Czy prezydent Duda nie uruchamia trochę antykwariatu, odwołując się do wieloetnicznej Rzeczypospolitej?

 

To ważny składnik naszej tożsamości, który buduje poczucie naszej dobrze rozumianej dumy narodowej. Właśnie z tradycji „Rzeczypospolitej przyjaciół" wynikało zachowanie tysięcy Polaków, którzy podczas wojny nieśli pomoc Żydom. To prawdziwy fenomen w skali świata, który nie tylko powinien napełniać nas dumą, ale który, mam wrażenie, jest miejscem spotkania różnych środowisk, które w innych kwestiach mówią różnym głosem. Trudno o bardziej państwowotwórcze zjawisko, które dla nas, Polaków, byłoby większym źródłem dumy i które pokazywałoby pełniejszą prawdę o nas samych.

 

Jak polityka historyczna, która zdominowała naszą rozmowę, ma się do prawdziwej praktycznej polityki międzynarodowej?

 

Nie ulega wątpliwości, że polityka prowadzona przez prezydenta Dudę ma w sobie ważny komponent historyczny. To jest jej olbrzymią zaletą. Dzięki temu jest spójna, zrozumiała dla wszystkich. Opiera się na afirmacji polskiego doświadczenia wolności, z czego wynika cała reszta działań politycznych prezydenta. Wyraźnie widać to w tym, jak prezydent akcentuje nasze tradycje insurekcyjne, tradycje opozycji antykomunistycznej: często kładzie akcent na wolnościowe zaangażowanie nie tyle wielkich postaci, liderów, ile zwykłych obywateli, których prywatne historie składają się właśnie na wielką historię polskiej wolności. Tak samo jest z "Rzeczpospolitą przyjaciół". To część nawet nie tyle naszej polityki historycznej, ile polityki jako takiej. W ten sposób budujemy Polskę jako kraj, z którym inni chcą współpracować.

 

Tylko czy to na pewno najlepszy czas na wizytę naszej głowy państwa w Izraelu? Po rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ potępiającej żydowskie osadnictwo na Zachodnim Brzegu i we wschodniej Jerozolimie premier Binjamin Netanjahu ograniczył relacje dyplomatyczne z wieloma naszymi sojusznikami, którzy tę rezolucję poparli, m.in. z Wielką Brytanią, Francją czy Ukrainą. Prezydent Duda powinien pchać się w sam środek tej dyplomatycznej wojny?

 

Rzeczywiście, będziemy w oku cyklonu, gdy napięcie spowodowane tą rezolucją zapewne sięgnie zenitu, bo dzień wcześniej, czyli 15 stycznia, zaplanowana jest paryska konferencja w sprawie Bliskiego Wschodu. Ale można na to też spojrzeć z takiej strony, że to dla nas wielka dyplomatyczna szansa. Przecież prezydent Duda spotka się zarówno z prezydentem Izraela Re'uwenem Riwlinem, jak i z prezydentem Autonomii Palestyńskiej Mahmudem Abbasem, czyli z dwoma zwaśnionymi stronami. To chyba dobrze, że w czasie największego od lat napięcia, nasz prezydent jedzie na Bliski Wschód i odbędzie bardzo istotne spotkania.

 

A inne trudne kwestie, które go tam czekają?

 

Mogę wspomnieć, że pewien niepokój w Izraelu wzbudziły nasze prace nad penalizacją stosowania określenia "polskie obozy śmierci". Niektóre środowiska poważnie się zaniepokoiły, że to może utrudnić prowadzenie badań nad Holokaustem. Prezydent zamierza wyjaśnić, że ten przepis w żaden sposób nie będzie takich badań ograniczał, a także nie utrudni dostępu do archiwów. Penalizacja ta ma nie dotyczyć ani badań naukowych, ani działalności artystycznej. A ze spraw bardziej przyziemnych, prezydent skupi się na kwestiach wymiany kulturalnej czy wymiany młodzieży. Zaprosi do Polski izraelskie elity, by liderzy opinii publicznej mogli zapoznać się z naszą historią, która nie ogranicza się jedynie do kilku lat wojny. Chcemy przedstawić Polskę nie jako miejsce Zagłady, ale jako ziemię Polin. To jest długofalowym celem naszej polityki.

 
Rozmawiali Michał Szułdrzyński i Michał Płociński
 
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.