Menu rozwijane

10 stycznia 2022

„Wprost”: Ogląda Pani czasem telewizję TVN?
Grażyna Ignaczak-Bandych:
Zdarza się.

A Prezydent Andrzej Duda też ją ogląda?
Prezydent w ogóle rzadko ogląda telewizję. Telewizor w jego gabinecie nigdy nie jest włączony.

Domyśla się Pani, dlaczego tak o tę telewizję wypytuję. Jakie docierają do kancelarii reakcje z prawej strony sceny politycznej po wecie w sprawie tzw. lex TVN?
W jakim sensie reakcje – formalne, nieformalne?

Każde.
Formalnych nie ma żadnych. A nieformalne reakcje są oczywiście różne. Są zadowoleni, mniej zadowoleni i zupełnie niezadowoleni. Zawsze jest tak, że po decyzji Prezydenta jest jakaś grupa osób niezadowolonych. Gdy podpisuje ustawy, też tak jest.

Weto jednak zdarza się znacznie rzadziej od podpisu. A dodajmy do niego np. sygnalizowane przez prezydenta poparcie dla idei komisji śledczej w sprawie Pegasusa czy zacięte negocjacje z Ministerstwem Sprawiedliwości ws. reformy sądów – czy Andrzej Duda zmienił polityczny front?
Absolutnie nic się nie zmieniło. W sprawie Pegasusa pan prezydent jednoznacznie wyraził się, że powinna być wyjaśniona. Komisji śledczej nie poparł, tylko jej nie wykluczył. To jednak pewna różnica. Andrzej Duda cały czas utożsamia się z obozem prawicy i będzie dalej wspierał ten obóz w reformowaniu Polski. Jest jeszcze kilka zadań do zrealizowania. Bardzo zależy mu na wprowadzeniu do polskiego systemu sprawiedliwości instytucji sędziów pokoju, projekt w tej sprawie prezydent złożył w Sejmie jako inicjatywę legislacyjną. Natomiast dyskusja dotyczy tego, w jaki sposób te obietnice Zjednoczonej Prawicy są realizowane. Więc nie „czy” – tylko „jak”.

Jak więc będzie ostatecznie zrealizowana reforma wymiaru sprawiedliwości? Andrzej Duda ostrzegał już Zbigniewa Ziobrę, że także może użyć weta.
O potencjalnych scenariuszach będziemy mogli rozmawiać, kiedy pojawią się ostateczne projekty ustaw. Zawsze mówimy, że prezydent pochyla się nad projektami, które zostały mu przedstawione po zakończeniu prac parlamentu. A na razie ich nie ma. Rozmowy z Ministerstwem Sprawiedliwości nie zakończyły się. Można powiedzieć, że są obecnie jeszcze na etapie wstępnym.

Cały czas na „wstępnym”? Mimo że toczą się od dobrych czterech lat?
Proszę zwrócić uwagę na fakt, że w międzyczasie z inicjatywy prezydenta wprowadzona została korzystna dla obywateli zmiana, jaką jest instytucja skargi nadzwyczajnej. Co do całej reformy, to pan Prezydent zgłosił swoje uwagi. To trudny obszar i trudne rozmowy. Ale ogólne porozumienie z ministerstwem co do kierunku zmian jest.

Wydaje mi się, że gdyby nie działania Zbigniewa Ziobry i jego partii, Polska nie miałaby wielu problemów na scenie międzynarodowej – a przede wszystkim nie mielibyśmy konfliktu w KE i TSUE oraz kilkuset milionów zł kar. Co Andrzej Duda robi w tej sprawie?
To bardzo uproszczona teza. Prezydent jest głową państwa, ma swoje prerogatywy i w ich ramach podejmuje działania, natomiast współpraca z Komisją Europejską to kwestia odpowiedzialności rządu.

Więc w tej kwestii Pałac nie robi nic?
Oczywiście że robi. Ten temat jest w agendach spotkań i rozmów pana Prezydenta. Andrzej Duda we wszystkich swoich wypowiedziach podkreśla, że to, co się dzieje w tej chwili w Unii Europejskiej, to nie jest ten kierunek, który jako Polska akceptujemy. Chodzi o kwestię federalizacji UE, kwestię zawłaszczania praw, które nie wynikają z traktatów, kwestię podporządkowania sobie krajów członkowskich w obszarach nieuprawnionych. I to dotyczy nie tylko Polski – przecież taki sam problem dotyka wiele krajów Europy Środkowo–Wschodniej. Prezydent uczestniczy w rozmowach ze swoimi odpowiednikami w różnych formatach międzynarodowych, wszędzie tam przedstawia nasze racje i do nich przekonuje.

Minister Jakub Kumoch, odpowiedzialny w kancelarii za sprawy zagraniczne, w niedawnym wywiadzie dla „Wprost” nazywał członków KE „radykałami”, którzy uważają polski rząd za „wrogi”. Podpisuje się Pani pod jego słowami?
Co do zasady podpisuję się pod słowami swoimi, nie innych osób. Każdy ma prawo do własnej ekspresji. Minister Kumoch jest bardzo wyrazistym człowiekiem i właśnie ma taką swoją ekspresję.
Ale muszę powiedzieć, że nie akceptujemy kierunku, w którym KE od jakiegoś czasu podąża. Nie akceptujemy naruszania polskiej konstytucji, wyjścia poza traktaty, nie akceptujemy też odbierania praw polskim organom konstytucyjnym.

Czyli np. Trybunałowi Konstytucyjnemu?
Tak, jemu też.

Odkąd Jakub Kumoch pojawił się w lipcu kancelarii, widać dużo większą aktywność Andrzeja Dudy w polityce międzynarodowej. To jego zasługa – czy przypadkowa zbieżność?
Pan Prezydent cały czas był i jest bardzo aktywny w sprawach międzynarodowych. Powiedziałbym, że szczególnie w pierwszej kadencji były okresy, gdy ta aktywność była mniej zauważalna...
To zależy od zadań, jakie są w danym momencie do zrealizowania. Prezydent nie działa dla samego działania – aktywność jest związana z celami, które mają być osiągnięte. Teraz kontakty międzynarodowe są bardzo wzmożone, bo taka jest konieczność, wynikała ona z kryzysu migracyjnego na granicy z Białorusią, a także z kryzysu energetycznego. Wizyty i rozmowy z naszymi partnerami służą budowaniu bezpieczeństwa nie tylko Polski, ale także regionu. 1 stycznia Polska objęła przewodnictwo OBWE, to bardzo ważne zadanie akurat w tym momencie, zwłaszcza w kontekście wydarzeń na naszej wschodniej granicy, więc ta aktywność też będzie zauważalna.

Na czym będzie polegać „ofensywa dyplomatyczna” prezydenta Dudy w 2022 roku? Chce się on zapuścić w nowym roku w dalekie zakątki świata.
Panie redaktorze, pan Prezydent się nigdzie nie „zapuszcza”. Prezydent składa wizyty. Wszystko zależy od rozwoju pandemii, jednak w 2022 roku ponownie ważna będzie kwestia dyplomacji gospodarczej i rozszerzania rynków zbytu dla polskich przedsiębiorstw. W dość odległych od Polski krajach.
Prezydent obok aktywności w kontaktach sojuszniczych i sąsiedzkich dostrzega też potrzebę rozwoju partnerstw, szczególnie gospodarczych, z państwami pozaeuropejskimi. To będzie np. najdynamiczniej rozwijający się kraj Afryki Zachodniej – Senegal. W planach jest także Ameryka Południowa, a także Daleki Wschód. A bliżej, kontynuacja owocnych relacji z Katarem, w którym Andrzej Duda złożył wizytę w 2021 roku.

Jakie jeszcze inne plany, nie międzynarodowe, ma kancelaria w ten rok?
Kancelaria działa na rzecz Prezydenta i realizuje jego politykę. Ta polityka to kolejne konkretne projekty ustaw mające na celu poprawę życia Polaków, szczególnie tych najbardziej potrzebujących pomocy i wsparcia. Trzeba się skupić na opiece nad ludźmi starszymi i samotnymi, dzisiaj często wykluczonymi. W 2022 roku planujemy prezydencki projekt legislacyjny – ustawę o centrach zdrowia „75 plus”. Chodzi o opiekę nad seniorami na pograniczu usług zdrowotnych i opiekuńczych. Istotne jest też to, aby te osoby mogły otrzymywać wsparcie w swoich domach.
Będziemy również monitorować funkcjonowanie już działających Centrów Usług Społecznych. Był to prezydencki projekt, który w skrócie można scharakteryzować jako jedno miejsce uzyskania pomocy dla wszystkich potrzebujących, bez ograniczeń dochodowych, w oparciu o zdefiniowane potrzeby. To zadanie realizowane przez gminy. Powinny w nich być zintegrowane wszystkie formy świadczenia usług dla każdego, kto ich potrzebuje – czy to z problemem natury zdrowotnej, czy jakąś formą wykluczenia.
Szykujemy także propozycje kierowane do młodych Polaków. Odbyły się w Pałacu spotkania ze stu kilkudziesięcioma organizacjami młodzieżowymi, w niektórych uczestniczył też prezydent, mowa była o ich problemach. Okazało się – co dla mnie jest dużym zaskoczeniem – że brakuje młodym podstawowych informacji o zatrudnieniu, formach umów, wchodzeniu na rynek pracy. Będziemy im pomagać w zdobyciu tej wiedzy tak, aby umieli ustrzec się przed różnymi formami nieuczciwości występującymi na rynku pracy.

A co z Polakami za granicą?
Będziemy nadal organizować działalność pomocową w Polsce, ale także skierowaną do Polaków za granicą, która jest tak ważna dla podtrzymywaniu polskości. Tu ważna rola Pani Prezydentowej, która w tych obszarach jest niezwykle aktywna. Wysyłamy pomoc materialną do Polaków za granicą: w Kazachstanie, w Mołdawii, na Litwie, Ukrainie czy w Gruzji.

Jest Pani także członkiem Rady ds. ochrony zdrowia. Co Pałac będzie robił w kolejnym roku pandemii COVID-19?
Kwestie ochrony zdrowia Polaków są w oczywisty sposób traktowane priorytetowo. Radę do spraw ochrony zdrowia prezydent powołał jako pierwszą i skierował do niej szefa swojej kancelarii, co świadczy o randze tego tematu. Ale Rada nie tylko radzi, ale także działa bardzo konkretnie. Efektem jej pracy jest projekt kompleksowego zajęcia się tematem profilaktyki zdrowotnej. Koniecznie trzeba połączyć siły różnych organizacji i instytucji w tym celu. Pan Prezydent zadeklarował chęć zainicjowania niebawem takich działań. Dogrywamy szczegóły. Bezpieczeństwo zdrowotne Polaków to jedno z najważniejszych obecnie wyzwań. Pandemia to pokazała.

Kancelaria Prezydenta, wbrew temu, co można by się spodziewać, nie znajduje się w Pałacu Prezydenckim, ale kilka kilometrów dalej, w wielkim gmachu tuż obok Sejmu. Nie czuje się Pani jednak nieco odcięta od Andrzeja Dudy?
Przeciwnie. To nie odległość na mapie decyduje o relacjach, zwłaszcza w dzisiejszych czasach. Szef Kancelarii Prezydenta RP ma swój gabinet od zawsze, czyli od 1990 roku, na ulicy Wiejskiej. Taki zresztą jest adres kancelarii: ul. Wiejska 10. Nie widzę problemu.

Zdaniem ostatniej „Polityki” jednak źle się tutaj dzieje. Jak twierdzą dziennikarze, w kancelarii jest wielka rotacja ludzi, kto tylko może, szuka innej pracy, a nowych chętnych brakuje. Jak Pani skomentuje te doniesienia?
Powiem tak: niektórzy dziennikarze szukają sensacji. Zwłaszcza tam, gdzie ich nie ma. A to, że ludzie zmieniają pracę, to jest normalna rzecz. Kancelaria działa dobrze, zadania są podzielone, a Prezydent nas z tych zadań rozlicza. Natomiast jeśli ci anonimowi informatorzy, którzy wypowiadają się w artykule „Polityki”, naprawdę są pracownikami kancelarii – to pozostaje mi tylko powiedzieć, że lepiej zająć się pracą niż rozpowszechniać niezgodne z prawdą historyjki. Praca dla głowy państwa to jest zaszczyt. Tak tę pracę ja traktuję i tak powinni ją traktować wszyscy.

Dlaczego w takim razie już od blisko pół roku Andrzej Duda nie ma własnego rzecznika prasowego?
A czy brakuje komentarzy z Pałacu na aktualne tematy? Nie brakuje. Prezydent zadecydował, że najlepiej o zadaniach powierzonych ministrom w jego kancelarii będą informować i opowiadać sami ministrowie. I tak działamy. Więc to, że nie ma osoby nazywanej rzecznikiem, nie znaczy, że jest jakiś niedostatek informacji. Nadzór nad biurem prasowym pełni Szef Gabinetu Prezydenta, minister Paweł Szrot, który bezpośrednio kontaktuje się z dziennikarzami. Wszystko sprawnie funkcjonuje. Nie słyszałam narzekań.

I nowego rzecznika u Prezydenta Dudy już nie będzie?
Nie wiem, co pan Prezydent planuje w przyszłości – natomiast na dziś wszystko jest tak, jak być powinno.

W takim razie pewnie nie powie mi Pani też, czy będzie nominacja dla Adama Glapińskiego na drugą kadencję prezesa Narodowego Banku Polskiego?
Nie mamy w zwyczaju komentować decyzji Prezydenta przed ich podjęciem, tak jest i w tej rozmowie. Natomiast mogę powiedzieć, że pan Prezydent wyrażał zadowolenie z dotychczasowej pracy prezesa Glapińskiego.

To pomówmy o decyzjach już podjętych. Minął ponad rok od złożenia przez Andrzeja Dudę projektu nowelizacji ustawy aborcyjnej, który powstał po protestach po wyroku TK. I… cisza. Sejm wciąż się tym projektem nie zajął. Co robicie w tej kwestii?
Teraz ustawa jest własnością Sejmu i to po stronie większości sejmowej jest decyzja.

Ale większość sejmowa to PiS i Zjednoczona Prawica. Nie jest to policzek dla Prezydenta, że nie nawet nie wzięli tej ustawy pod obrady?
Panie redaktorze, Sejm obraduje nad wniesionymi do parlamentu projektami ustaw, także prezydenckimi, zgodnie z kompetencjami. Natomiast Prezydent, po szczegółowej analizie, decyduje, co z uchwalonymi ustawami uczynić. Role są podzielone i precyzyjnie opisane.

Za rządów Andrzeja Dudy jest Pani trzecim Szefem Kancelarii Prezydenta i trzecią kobietą na tym stanowisku. Czy to znaczy, że tylko kobiety mogą sobie poradzić z tą instytucją?
A gdyby to było trzech mężczyzn, to też padłoby to pytanie? (śmiech)
Mogę tylko powiedzieć, że pan Prezydent ceni kobiety, ale nie za to, że są kobietami, ale jak wykonują swoją pracę. Za zaangażowanie, odpowiedzialność i skupienie na celach. Zresztą Prezydent, o czym sam mówi, ma domowy wzorzec bardzo aktywnej kobiety: jego mama [Janina Milewska–Duda – przyp. red.] została profesorem wcześniej niż tata [Jan Duda – przyp. red.]. Ja też cenię sobie pracę z kobietami, stanowią one połowę kadry zarządzającej w kancelarii.

Szefowanie kancelarii jest też trampoliną do dalszej kariery. Pani poprzedniczka jest teraz prezesem Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, z kolei jej poprzedniczka – członkiem zarządu PZU. Mówi się też, że szlifuje Pani język francuski z myślą o posadzie ambasadora RP w Paryżu…
Oj, to trochę zgrane pytanie, często się powtarza. Opowieści o mojej rzekomej karierze dyplomatycznej krążą od dawna, więc może warto je ostatecznie przeciąć. Powiem z całą stanowczością, że są wyssane z palca. Nie muszę szlifować języka francuskiego, bo go od dawna dobrze znam. I mam zaplanowane życie po okresie pracy zawodowej, bo gdy się skończy kadencja Prezydenta Dudy, będę już w wieku emerytalnym.

No to zadam pytanie, które nie jest zgrane... Ale wcześniej przyznajmy się do czegoś czytelnikom: znamy się od dawna. A nawet od bardzo dawna, bo trzy dekady temu uczyła mnie Pani języka polskiego w podstawówce na warszawskim Grochowie. Ile zostało w Pani z tamtej energicznej nauczycielki z krótkimi czerwonymi włosami, która na lekcjach siedziała na biurku i ciskała kredą w niesfornych uczniów?
Mężczyźni widzą mniej kolorów, to wyjaśnię od razu, że te włosy nie były czerwone, tylko płomiennie rude. (śmiech)
A z tamtej nauczycielki zostało, myślę, bardzo dużo. Zostało we mnie to ciągłe marzenie, że można zrobić coś więcej i poprawiać świat. I zostało we mnie poczucie odpowiedzialności za wszystko, czego się podejmuję, oraz za ludzi, których mi powierzono. Po pracy w szkole przez 14 lat pracowałam na uczelni ze studentami, wrosłam w rolę belfra i z niej nie wyrosłam...
Za to na pewno jestem mniej żywiołowa, jest we mnie więcej realizmu.

Zapamiętałem dobrze jeden dzień sprzed niemal równo 30 lat, gdy zjawiła się Pani w szkole nadzwyczaj zdenerwowana – to był 5 czerwca 1992 roku, poranek po nocy, w której upadł rząd Jana Olszewskiego.
Też pamiętam to bardzo dobrze. Byłam wtedy przewodniczącą szkolnej „Solidarności”. Tamtej nocy oglądałam w telewizji transmisję z Sejmu tak długo, jak była dostępna. Obalenie rządu premiera Olszewskiego było jednym z tych najważniejszych wydarzeń w moim życiu, które kształtowały mnie politycznie. Pamiętam, że następnego dnia było mnóstwo telefonów – ludzie dzwonili i pytali, co my teraz będziemy robić? Świat się dla nas zawalił.
To był moment bardzo dramatyczny, ale też taki, który utwierdził mnie w moich politycznych przekonaniach i późniejszych wyborach.

Wciąż mam kontakt z kilkoma osobami z tamtej podstawówki. Wszyscy uwielbialiśmy lekcje z panią. Czytaliśmy na nich Herberta, Szymborską, Hłaskę. Uczyła nas Pani niezależności w myśleniu, nawet niepokorności. Ale dziś niektórzy z Pani dawnych uczniów uważają, że porzuciła Pani tamte swoje ideały. Niepokorność, ich zdaniem, zastąpił konformizm.
Nikt nigdy nie podoba się wszystkim. Ale ja nie złamałam swoich zasad. Nie możecie mi zarzucić, że zmieniłam poglądy.
Zawsze byłam zdeklarowaną antykomunistką, co na pewno pamiętacie, mimo że wtedy mieliście po kilkanaście lat. Zawsze stałam po prawej stronie sceny politycznej, zawsze byłam osobą religijną i za życiem.
W 1992 roku wszystko było łatwiejsze – i w podejmowanych wyborach, i w ocenianiu rzeczywistości. Dziś świat, także polityczny, jest w mojej ocenie o wiele bardziej skomplikowany. Być może dlatego, że wiem o tym świecie dużo więcej. A może to jest tak, że przez te 30 lat nie ja się zmieniłam, tylko wy? (uśmiech)

Rozmawiał: Mateusz Zieliński.