Agnieszka Kublik, Piotr Pacewicz: - Jak Pan się czuje w tydzień po swoim wecie? Ma pan satysfakcję?

Dlaczego zawetował Pan podatki. Znamy oficjalną wykładnię, ale dlaczego właściwie Pan to zrobił?

Ale wetował Pan podatki. Sam Pan wcześniej twierdził, że należy je obniżać. Niższe podatki są ważnym składnikiem wizji modernizacji Polski, której i Pan zdawał się sprzyjać. Dlaczego odebrał Pan rządowi podstawowe narzędzie uprawniania polityki gospodarczej?

Byliśmy o włos od dymisji Leszka Balcerowicza. Patrząc jak złotówka leci na łeb na szyję wobec wizji odejścia wicepremiera, nie miał Pan chwili refleksji: co ja takiego narobiłem?

A jak to było z pańską trzygodzinna rozmową z Leszkiem Balcerowiczem na trzy dni przed wetem. Politycy Unii Wolności dawali do zrozumienia, że Pan obiecał wicepremierowi podpisanie wszystkich trzech ustaw podatkowych. Sam Balcerowicz uchylił się od odpowiedzi na to pytanie.

Balcerowicz został, ale nie sądzi Pan, że będzie mu trudniej realizować twardą politykę gospodarczą?

No to przejdźmy do tej lewej strony. Dlaczego właściwie uzasadniając weto nie skrytykował Pan obstrukcji sejmowej SLD? Przecież fortel koalicyjnego posła Kracika był próbą ratowania ustawy przed 6 tysiącami stron poprawek posła Manickiego. Kracik psuł demokrację, a Manicki nie?

Jak Pan ocenia wypowiedzi tej zahukanej mniejszości, a zwłaszcza dowcipy i złośliwości Leszka Millera i Marka Borowskiego na temat Leszka Balcerowicza?

Za czasów, kiedy SLD - PSL rządziło, Pan i inni liderzy SLD uważali, że Prezydent nie powinien wetować ustaw gospodarczych. Filozofia polityczna socjaldemorkacji to raczej słabszy prezydent, silniejszy Sejm. Także w programie wyborczym obiecywał Pan, że nie będzie ingerował w to, co robi rząd, że nie będzie pan stroną, nie będzie wywoływał ani zaostrzał sporów. Zmienił Pan zdanie w związku z miejscem pobytu?

Czwartkowe wystąpienie w Sejmie Pańskiego prawnika ministra Ryszarda Kalisza zostało uznane za aroganckie. Marszałek Sejmu nazwał to "połajankami Sejmu".

Jednak w tych dniach ministrowi Kaliszowi parokrotnie puszczały nerwy. W poniedziałkowej "Kropce nad i" napadł na Andrzeja Potockiego, który aż zaniemówił od tych połajanek, bo tym razem to były połajanki. Czy zachowanie ministra Kalisza nie burzy Pańskiego wizerunku jako prezydenta ponad podziałami?

Mówi Pan o konsolidacji lewicy, jakby to Pana nie dotyczyło. Ale po Pańskim wecie SLD otworzyło szeroko ramiona. Pańska decyzja i rozwój sytuacji politycznej sprawia, że został Pan prezydentem SLD. To może naruszyć polityczną równowagę w Polsce, zaostrzyć konflikt. Stracił Pan z trudem budowaną wiarygodność arbitra.

Poseł SLD Szmajdziński mówił w Sejmie w czwartek, że pan i Sojusz wspólnie bronicie idei solidarności przed tymi, którzy wypisali ją kiedyś na sztandarach. Nazwał to ironią historii. Potem opowiadał, że padł mit Leszka Balcerowicza jako człowieka zasad, bo okazało się, że on trzyma się stanowiska. Czy prezydent III RP dobrze się czuje w takim eleganckim towarzystwie, do którego zapisał się wetując podatki?

Czy to minister Kalisz był pomysłodawcą tezy, żeby w uzasadnieniu do weta powoływać się na Konstytucję?

Czy po opublikowaniu w prasie komentarzy prawników do tego uzasadnienia nadal uważa Pan, że to na podstawie Konstytucji w Polsce powinno ustalać się wysokość podatków?

Czytał Pan opinię Jana Nowaka Jeziorańskiego, że zawiódł się na Panu: "za fasadą pojednawczych gestów i pięknych przemówień kryje się człowiek inteligenty, zręczny i bardzo sprytny, ale służący przede wszystkim sobie i tej formacji, z której wyszedł. Nie ma to jednak nic wspólnego z dobrem ogółu obywateli i polską racją stanu".