Zawrót głowy mi nie grozi

Kiedy przed czterema laty przeprowadzałam wywiad dla naszego cyklu "Bliżej polityków", był pan liderem Socjaldemokracji RP. Teraz spotykam się z osobą pełniącą najwyższe stanowisko w państwie. Czy i jak zmienił się pan jako człowiek i polityk?

Badania opinii publicznej niezmiennie potwierdzają, że cieszy się pan najwyższym poparciem ze wszystkich postaci naszej sceny politycznej. To tak, jakby znalazł się pan na szczycie góry. Czy nie obawia się pan jednak zawrotu głowy?

Wywodzi się pan z formacji lewicowej. Czy identyfikacja z określoną opcją polityczną jest plusem czy minusem na urzędzie prezydenta?

Niektórzy pana krytycy, a ma pan zagorzałych, mówią, że pańska popularność jest efektem unikania ostrych kantów. Gdy "burza huczy wokół nas" - prezydent nie robi nic. Co pan na to?

Podkreśla pan znaczenie pojednania narodowego dla rozwoju i przyszłości kraju Czy widzi pan postęp w tej dziedzinie?

Nawiążę jeszcze raz do poprzedniego wywiadu dla "Sukcesu". Powiedział Pan wówczas, że ma politykę w genach i "gra w kategorii piosenek, które mają się najdłużej utrzymać na liście przebojów". Czy będzie więc pan ubiegał się o drugą kadencję?
Prezydent RP:
Oczywiście, bardzo poważnie rozważam sprawę kandydowania. Zdaję sobie sprawę, lepiej niż inni, z ciężarów tego urzędu. Wiem, jaka tu jest praca i co jeszcze trzeba zrobić. Ale nie chcę dziś niczego przesądzać, bo jest za wcześnie. Uważam, że urzędujący prezydent, właśnie z uwagi na swoje obowiązki , powinien decyzję podjąć możliwie późno. Dlatego, że ogłoszenie kandydatury zmienia jego pozycję w oczach opinii publicznej. Zaczyna ona w jakieś mierze uważać, że zamiast załatwiać ważne dla kraju sprawy, prezydent głównie troszczy się o swoją reelekcję. Kampania wyborcza zakłada ponadto wyostrzenie pewnych sformułowań ze względu na potrzeby odbiorcy i docieranie do niego z argumentacją. Najlepiej więc, żeby nie trwała zbyt długo. Sądzę, że najkorzystniej dla kraju byłoby, aby kampania prezydencka zaczęła się w maju przyszłego roku. Trzeba pamiętać , że według Konstytucji, w roku 2001 mają odbyć się wybory parlamentarne. Czyli gdy wejdziemy w okres wyborczy w maju 2000 r. , to i tak potrwa on do września 2001 r.. To oznacza, że podczas kluczowych negocjacji o członkostwo w Unii Europejskiej znajdziemy się na wiele miesięcy w gorączce wyborczych bojów. Chodzi o to, by tego okresu nie wydłużać i ze swej strony zrobię wszystko, żeby tak było. (...).