Czy rząd mniejszościowy AWS dla Polski jest lepszy, czy gorszy niż koalicja AWS-UW?

Prezydent przyjął postawę "patrz i czekaj". Czy służy to interesom pana prezydenta jako kandydata na drugą kadencję, czy interesom Polski?

A co pan myśli o apelach o samo rozwiązanie się Sejmu?

Pana zwycięstwo przyspieszy wybory do Sejmu i Senatu?

Pogłębiająca się choroba

Jak pan ocenia stan państwa?

Czy jako głowa państwa ma pan poczucie odpowiedzialności za te pasywa?

Doceńcie człowieka praktycznego

Jak pan ocenia swoją kadencję i swoją aktywność w minionej kadencji?

Powiedział pan, że zawetował to, co trzeba i podpisał co trzeba,tymczasem...

Dlaczego ich Pan nie zawetował? Najwyżej Sejm uchyliłby weto. Albo się coś robi zgodnie ze swoim przekonaniem, albo nie.

Wracając do pana aktywności. Rzadko korzystał pan z prawa inicjatywy ustawodawczej. Czy tu nie ma pan sobie nic do zarzucenia? - Prezydent RP: Mam tu swój kawałek miejsca w historii. Jest nim Konstytucja. To, że została przyjęta i to po raz pierwszy w dziejach Polski w ogólnonarodowym referendum, uważam za swój olbrzymi sukces. I mówiąc szczerze, prezydent, który wygrywa ustawę zasadniczą, właściwie mógłby być ostatecznie usatysfakcjonowany. Natomiast jeśli chodzi o inne ustawy, przedstawiałem oczywiście inicjatywy ustawodawcze. Nie było ich wiele, bowiem w okresie rządu, który wywodzi się z tego samego obozu byłaby to zwyczajna licytacja, czy projekt przedstawia rząd czy przedstawia prezydent. Natomiast w przypadku koabitacji sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana, o czym przekonałem się już na samym początku. W efekcie powodzi i braku regulacji dotyczących stanów wyjątkowych, nadzwyczajnych, walki z żywiołami itd. przedstawiłem w październiku 1997 roku pakiet ustaw. Nie wyszły poza pierwsze czytanie. I żeby nie było żadnej wątpliwości - wyłącznie z powodów politycznych.

A nie ma czegoś pośredniego między pustymi gestami a stuprocentową skutecznością?

że prezydent występuje publicznie nie tylko wtedy, kiedy ma stuprocentową pewność, że jego propozycje zostaną zrealizowane. Była Pana propozycja wyborów bezpośrednich na stanowiska wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. I znikła. Nikt nie wystąpił z inicjatywą ustawodawczą.

Dłużej klasztora niźli przeora

Ustrój warszawski to inna sprawa. Bezpośrednie wybory to była dosyć ciekawa i fundamentalna propozycja ustrojowa. Wszystkie partie się na nią nabzdyczyły, włącznie z zapleczem politycznym pana prezydenta, w związku z tym prezydent powiedział, że nie będzie występował z inicjatywą.

Tak, tylko że później efekt odkładania na później jest taki, że na pytanie "Polityki" co jest naprawdę sukcesem, odpowiada Pan, że "konkurenci mają większe problemy niż ja".

Ustrój kompromisowy, a nawet rozsądny

W wielu dyskusjach przewija się motyw, co może, a czego nie może prezydent. Czy patrząc z perspektywy uważa pan, że ustrój polityczny Polski został właściwie skonstruowany. Czy znajduje pan defekty, i co by pan zmienił mając obecne doświadczenie parlamentarne i polityczne? - Prezydent RP:Dobre pytanie. Polski ustrój polityczny, ale także ekonomiczny, w dużej mierze kształtował się dość spontanicznie. Zasadnicze decyzje były trzy. Zmiana ustroju politycznego w wyniku obrad okrągłego stołu, reformy 1989-90 czyli plan Balcerowicza i wprowadzenie pierwszego szczebla samorządów w roku 1990. One zmieniły bieg rzeki. Cała reszta wynikała z sytuacji, poszukiwań, prób i błędów. Na przykład koncepcja bezpośrednich wyborów prezydenckich. To była decyzja jak widać bardzo istotna dla kształtowania ustroju w Polsce, ale przecież wynikająca z ambicji Lecha Wałęsy. Nic nie stało na przeszkodzie, żeby Lech Wałęsa był wybrany prezydentem przez Zgromadzenie Narodowe. Lech Wałęsa mógł też w roku 1991 czy 92 zaproponować Konstytucję bardziej prezydencką. Tego nie zrobił, w dodatku sposób, w jaki sprawował urząd przez 5 lat swojej kadencji całkowicie przekonał społeczeństwo, że nie wolno prezydentowi dawać za dużo uprawnień. Urodził się z tego ustrój kompromisowy, ale niegłupi, ba nawet rozsądny: prezydent ma ograniczone uprawnienia, ale jednak wystarczające, żeby być czynnikiem, z którym musi się liczyć większość parlamentarna.

A czy ordynacja parlamentarna nie powinna być od razu większościowa?

Ale bolączki, które nas trapią: partyjnictwo, brak kompetencji, korupcja to przecież w pewnym sensie skutek bardzo upartyjnionej ordynacji.

Słabości prezydenta

Żeby zakończyć sprawę minionej kadencji. Co było słabym punktem prezydentury?

Nie było słabych punktów?

Czy jest coś, czego się pan wstydzi. Czego by pan nie zrobił, gdyby można było cofnąć czas?

Goleń?

A propos mediów. Czy dzisiaj pan by również wystąpił z pozwem przeciwko "Życiu"?

Jeżeli byłby taki plan, to by wykorzystali.

Czy polityk to obywatel

Czy prezydent to również obywatel? Czy powinien się stawić w sądzie, gdy jest wezwany?

Wystarczy trochę zaufania do sądów, że nie będą wzywały prezydenta bez istotnej konieczności... Poza tym - poseł, prezydent, minister to są obywatele. Takiego poczucia nie ma, o czym świadczy przypadek "ministra Niki Laudy", który nie został potraktowany jak obywatel.

Jeśli ktoś się nie zatrzymuje na policyjne wezwanie, a jest normalnym obywatelem i jedzie 170 na godzinę, to nawet na mandacie się nie skończy.

Ale stawienia się w sądzie de facto pan odmówił. - De facto - nie. Prezydent RP:Byłem na szczycie prezydenckim na Węgrzech. Przesłałem do sądu usprawiedliwienie nieobecności, czyli potraktowałem siebie jako człowieka wezwanego na rozprawę. Natomiast problem pozostaje, mogę otrzymać wezwanie za jakiś czas. Trzeba znaleźć rozwiązanie, które pozwoli, żebym spełnił obywatelski obowiązek w sposób nie naruszający powagi urzędu, który sprawuję.

Ale coś jest w tym, że brak zaufania do instytucji państwowych, takich jak parlament, partie polityczne, rząd, może mieć swoje źródło w zachowaniu posłów czy ministrów i ich ulgowemu traktowaniu.

Dziennikarze i inni Zgadzam się z tym, że parlamentarzyści, ministrowie, prezydent, powinni wykazywać się wrażliwością, rzetelnością ponad miarę. Ale jeżeli wspominacie państwo o sądach to chcę prosić środowisko dziennikarskie, by w sprawach, które się toczą: dziennikarze kontra inni, też chronić niezawisłość sądów i mieć szacunek dla werdyktów. Nie może być tak, że werdykty dobre to są tylko te, które służą dziennikarzom i gazetom. A inne są podejrzane, złe, niezrozumiałe. W obecnej sytuacji mamy niewątpliwie dużo większe możliwości zdezawuowania osoby publicznej niż jej skutecznej obrony. Uważam, że w Polsce istnieje nierównowaga między możliwością oskarżenia dowolnego człowieka a możliwościami obrony jego dobrego imienia, godności. W dodatku, po moich doświadczeniach, gdyby ktoś mnie zapytał - nawet bardzo poważnie niesłusznie oskarżony, obrażony czy spostponowany przez media - czy należy się sądzić, byłbym bardzo ostrożny, żeby mu to radzić.

Bo procesy trwają kilka lat?

Jesteśmy akurat dziennikiem, który krytycznie ocenia sprawność sądów. Czy pan uważa, że politycy powinni mieć szansę szybszej obrony niż inni?

Taka jak tego, który został okradziony.

Przejdźmy do kampanii. Prosimy o dwuzdaniowe charakterystyki głównych konkurentów. Pan Krzaklewski...

Dlaczego?

Przecież to nieprawda.

A kto jest najgroźniejszym konkurentem?

Jaka będzie główna oś sporu między Krzaklewskim a panem? - Prezydent RP: Sądzę, że z jego strony będzie to kwestia historii, może problemy ideologiczne. Natomiast ja nie przewiduję, że będę z nim się spierał w jakiś szczególny sposób. Kampania kandydata, który ma za sobą pięć lat prezydentury - to dotarcie do społeczeństwa z pytaniem: czy akceptujecie to, co do tej pory zrobiłem. Bo przecież nikt nie może oczekiwać, że druga cześć prezydentury będzie radykalnie inna. Nagle objawi się Kwaśniewski bis. Nie. To będzie ten sam człowiek, który zna swoje możliwości, zna siłę tego urzędu, ma ogromne doświadczenie, nie tylko płynące z prezydentury ale i wcześniejszego okresu, ma rozliczne kontakty, jest gotów współdziałać z głównymi siłami politycznymi i wie co Polsce jest potrzebne w ciągu pięciu lat, które będą wyjątkowo ważne i wymagające.

To będzie Pana ostatnia kadencja. Czy świadomość, że będą wybory na tę drugą kadencję modyfikowała pana zachowania w trakcie pierwszej.

Stabilizować Konstytucję

Będzie pan miał prawdopodobnie większe możliwości mając za zaplecze SLD w Sejmie. Czy będzie wówczas możliwa nowelizacja Konstytucji Wydaje się to w niektórych sprawach niezbędne.

Nawet jeśli wprowadzą trzecią kadencję? Albo kontynuację rodzinną -Prezydent RP:Traktuję te sugestie jako miłe uznanie do mojej żony, ale zdecydowanie jestem zwolennikiem prezydentury demokratycznej a nie dynastycznej. Po zakończeniu drugiej kadencji, jeżeli będę ją sprawował, wychodzę z tego pałacu i nic mnie nie zatrzyma. Wracając do nowelizacji. Na szczęście jest ona proceduralnie trudna. Musiałaby eliminować błędy, które zauważymy. Każda nowelizacja ma istotną wadę: osłabia znaczenie Konstytucji. Gdyby założyć, że 2007 rok byłby momentem nowelizacji, to nie wiem, czy 10 lat jest wystarczającym okresem, żeby udowodnić społeczeństwu, iż Konstytucja jest czymś ważnym. Zadanie, które jest przede mną, to stabilizować Konstytucję i wprowadzić ją w obieg nie tylko społeczny, ale do świadomości obywateli, żeby była na przykład - dobrym prezentem z okazji domowych świąt. Nie podejrzewajcie mnie o naiwność, ale wydaje mi się, że to musi przyjść, że to musi stać się ważnym fragmentem naszego sposobu myślenia.

Kampania w cieniu nastrojów

Wróćmy do kampanii. Jakie jest pana hasło wyborcze.

A co pan prezydent sądzi o haśle: Przywrócić nadzieję. To jest hasło SLD.

Czy naprawdę jest tak beznadziejnie

Z badań wynika, że nastroje społeczne są dosyć marne. Obywatele są nieszczęśliwi. Czy pan jako głowa państwa ma poczucie odpowiedzialności za stan nastrojów społecznych?

Czy jeśli ludzie słyszą od lidera SLD, że inni wyjadają ze śmietników...

Nie wszystkie orły są pod naszym dachem

Czyli sytuacja nie jest tak zła, jak pokazują badania nastrojów? Prezydent RP:Dzisiaj żaden polski populista nie jest w stanie wyprowadzić tysiące ludzi na ulice. To świadczy o nastrojach. Na moje spotkania, a przecież nie jestem populistą, przychodzi wielu ludzi w miejscowościach, które nie są oazą szczęśliwości. To jest największy sukces polskich reform, że od początku udaje się z trudem, ale utrzymywać tę niewielką, a jednak nadwyżkę optymizmu nad pesymizmem i nadwyżkę beneficjantów reform nad tymi, którzy tracą. Reprezentanci skrajnego pesymizmu i populistycznych reform, jak dotąd są na samym końcu rankingów.

Powiedział Pan w wywiadzie dla "Tygodnika Powszechnego", że historyczne upośledzenie w rodowodzie, skaza na rodowodzie SLD wymusza skromność i pokorę. Czy rzeczywiście w SLD obserwuje pan skromność i pokorę? Czy przewodniczący Miller jest symbolem tej skromności?

My stykamy się wyłącznie ze stroną werbalną.

Czy pana zdaniem istnieje w Polsce niebezpieczeństwo rządu oligarchii?

Tu chodzi raczej o układy.

Pilnować przyszłości

Pięć najważniejszych punktów pana programu wyborczego. Prezydent RP:Pierwszy - Unia Europejska. Drugi - utrzymanie rozwoju gospodarczego i przełożenie tego rozwoju w większym stopniu na zmniejszanie stref biedy, bezrobocia. Trzeci - edukacja. Wszyscy kandydaci o tym mówią. Ogromnie się z tego cieszę. 1,5 mln ludzi kształci się w szkołach wyższych - to bardzo dobra wiadomość. Lepiej, że kształci się, nawet w nienajlepszych uczelniach, niż stoi po zasiłki. Młodym ludziom musimy dać dobre wykształcenie, dobre wychowanie, kontakt z nowoczesnymi technikami, naukę języków obcych. Czwarte - bezpieczeństwo zewnętrzne czyli wzmocnienie na naszej pozycji w NATO. Polska musi przestać porównywać się w NATO do Czech i Węgier. To o wiele za mało. Musimy mieć pozycję hiszpańską, a to oznacza, że musimy być dobrze zorganizowani, zmodernizowani. Piąty - bezpieczeństwo wewnętrzne czyli cały system prawny, wymiar sprawiedliwości, ściganie przestępczości. Szósty - nasz region, czyli Europa Środkowa. Pięć lat najbliższych może zadecydować, że my w Europie Środkowej będziemy odgrywać istotną rolę swoistego europejskiego łącznika, spoiwa i wobec krajów bałtyckich, i wobec Rumunii, Bułgarii, a przede wszystkim wobec Ukrainy.

Czy Unia Europejska to nie jest porażka prezydenta Polski. Przecież oni nas nie chcą.

Minister Kułakowski tłumaczył, że to nie jest takie proste, negocjują profesjonalni urzędnicy. Nie można dopraszać polityków.

Historyczny kompromis bliżej

Bardzo serdecznie pan żegnał ministrów z Unii Wolności. Dziwił się pan, że tak długo wytrzymali.

Czy pana zdaniem rozejście się koalicji AWS-UW przybliża historyczny kompromis

A jaką pan widzi przyszłość dla AWS?