Co musiałoby się wydarzyć, żeby nie wystartował pan w wyborach prezydenckich, rezygnując z szansy na reelekcję?

Czy dostrzega pan zagrożenia dla procesu demokracji w wewnętrznej sytuacji politycznej Polski? Chodzi o słabe notowania rządu, waśnie w koalicji, liczne napięcia i incydenty polityczne.

Zatem zagrożeń nie ma?

Na pierwszym Kongresie SLD zbagatelizowano pański apel o przyznanie, że pod sztandarami lewicy popełniano w przeszłości zbrodnie. Czy traktuje pan to jako swoją porażkę?

W trakcie niedawnego spotkania z biznesmenami Amerykańskiej Izby Handlowej przewidywał pan, że w 2001 roku czeka Polskę bardzo głęboka zmiana polityczna. Nie sądzi pan, że taka prognoza jest jednak nieco przedwczesna?

Polska lustracji i dekomunizacji, nieustannych waśni i sporów, ciągłych i nie mających końca rozliczeń z przeszłością - tak ocenia sytuację w państwie wielu rodaków. Ilu jeszcze pokoleń trzeba, by wreszcie do świadomości politycznych elit przebiła się myśl, że daleko ważniejsze niż "wczoraj" jest "jutro"?

Ma pan na myśli aktualną sytuację polityczną w Polsce?

Wróćmy do problemu dekomunizacji. Wydaje się, że to zadanie, stanowiące treść i sens politycznego bytu przynajmniej niektórych polityków AWS, mało obchodzi zwykłych ludzi, znajduje się na marginesie społecznego zainteresowania.

Tymczasem ludzie z przeciwstawnych obozów politycznych, którzy porozumieli się w 1989 roku, dziś mają ogromne problemy, żeby ze sobą rozmawiać.

Społeczne poparcie dla pana prezydentury utrzymuje się stale na wysokim poziomie, a jednak można odnieść wrażenie, że żyje pan "na beczce prochu" - pod czujną obserwacją przeciwników, czyhających na najdrobniejszy błąd. Czy nie czuje się pan znużony lub zniechęcony?

Z wypowiedzi Jacka Dębskiego wynika, że "kwity" są, skoro ktoś z wysokiego politycznego szczebla AWS polecił mu ich szukać.

Czy poprze pan rządowy projekt ustawy o abolicji dla agentów obcych służb specjalnych - gdyby został uchwalony? Jak pan ocenia przegłosowany już przez Sejm całkowity zakaz pornografii - czy pod ustawą nowelizującą kodeks karny znajdzie się pański podpis?

W przypadku projektu ustawy o abolicji dla agentów obcych służb specjalnych problem jest zupełnie inny, inne pytania. Dlaczego w Polsce, w której zarówno opinia publiczna jak i wielu parlamentarzystów powtarza raz po raz, że dla skutecznej walki z przestępczością trzeba zaostrzyć przepisy prawa karnego, nagle rząd decyduje się na tak liberalne rozwiązanie w przypadku jednej z najcięższych zbrodni - zdrady państwa? Mam nadzieję, że Sejm zajmie się rozwikłaniem tej sprzeczności i spróbuje odpowiedzieć na pytanie: na jakiej podstawie mamy prawo żądać, żeby za rozpowszechnianie "miękkiej" pornografii sądy wymierzały karę do dwóch lat więzienia, "twardej" od pięciu lat pozbawienia wolności, a za szpiegostwo obowiązywała abolicja?

Precedens już jednak nastąpił - wystarczy przypomnieć aferę szpiegowską, w którą wciągnięto premiera Oleksego.

Pańscy przeciwnicy polityczni zarzucają panu nijakość. W ostatnim wywiadzie dla "Głosu Wybrzeża" podobnie wypowiedział się Lech Wałęsa, dodając, że uprawia pan politykę "ślizgania się po wierzchu". Czy jest pan zaniepokojony takimi reakcjami?

Pański poprzednik także nie czynił takich założeń.

W odróżnieniu od coraz lepszych dwustronnych relacji Polski i Ukrainy, nasze stosunki z Rosją znalazły się w fazie ostrego kryzysu. Jak pan ocenia skutki incydentu w poznańskim Konsulacie Rosji dla przyszłości wzajemnych kontaktów polsko-rosyjskich?