Coraz bardziej niezrozumiałe staje się Pana wstrzymywanie się z wyraźną deklaracją: tak, chcę być prezydentem przez drugą kadencję, podjąłem ostateczną decyzję o starcie w wyborach.

Mówi więc Pan: tak wystartuję, chcę być prezydentem.

Wokół jakich problemów powinna się więc toczyć kampania wyborcza, aby nie była kampanią pustych obietnic i nie wkraczała w sprawy, które zrealizować może tylko rząd.

To byłby taki modelowy spis tematów kampanijnych, ale co podpowiada Panu polityczny realizm, jaka ta kampania będzie?

Ale skąd u Pana i w SLD taka nerwowość, taki niepokój o możliwość walki na kwity, haki, pomówienia. Zapowiedział Pan na przykład zawetowanie ustawy abolicyjnej, właśnie odrzuconej przez Sejm, zanim została przyjęta przez Radę Ministrów, SLD kieruje sprawę wypowiedzi Jacka Dębskiego do prokuratury, mimo że to samo robił wcześniej premier.

A w kampanii wyborczej na jakie siły polityczne może Pan liczyć? Naturalnym zapleczem jest oczywiście SLD, z jego całą aparaturą organizacyjno-partyjną, lecz czy to wsparcie nie ograniczy Pana szans?

Załóżmy jednak, że Pan do tych wyborów staje, wygrywa, a z najbliższych wyborów parlamentarnych wyłania się koalicja rządząca z Leszkiem Millerem na czele. Jaki będzie wtedy zakres politycznej autonomii Pana urzędu i Pana osoby?

Na razie SLD rozpoczyna Pańską kampanię prezydencką dość ostro. Leszek Miller scharakteryzował układ dzisiaj rządzący jako TKK (czyli: telewizja, kasa, kwity). Na ile Pan się utożsamia z takimi ocenami?

Mówimy o sytuacji po wyborach parlamentarnych w 2001 roku, bo dla SLD wybory prezydenckie są tylko przygrywką?

Opozycja już się przygotowała. Przedstawiła dwa elementy tego programu, tak zwany bilans otwarcia i hasło zadośćuczynienia ofiarom reform.

Panie Prezydencie, my to słyszymy nie po raz pierwszy.

Pogorszyły się ostatnio pana stosunki w rządem. Dyskusja z ministrem spraw zagranicznych na temat aktywności w polityce wschodniej, wyraźna niechęć ministra spraw wewnętrznych, coraz częściej pojawiające się zarzuty, że wykorzystując urząd prowadzi pan kampanię wyborczą. Jak ocenia pan obecną fazę tych stosunków?

Czy rzeczywiście ten brak możliwości kreowania polityki odnosi się właśnie do polityki zagranicznej?

Panie prezydencie, mówi pan o priorytetach dla polskiej racji stanu na najbliższe lata. Czy jednak nie niepokoją pana sygnały, które płyną z samej Europy, że wejście Polski do UE może być znacznie opóźnione?

Przy okazji dyskusji o prywatyzacji banków, o fuzjach czy przejęciach banków pojawił się problem zdefiniowania narodowej tożsamości polskiej gospodarki w świecie, w którym dominują procesy globalizacji. Jak pan tę tożsamość definiuje? O co powiniśmy walczyć?

Chcemy zapytać jak się Pan odniesie do ustaw, które ma Pan właśnie na biurku, o zakazie pornografii i o ograniczeniu wynagrodzeń w spółkach i samorządach?

Został więc tylko Trybunał Konstytucyjny?

No, a ta nieszczęsna pornografia?