Adam Michnik, Agnieszka Kublik, Piotr Pacewicz, Paweł Smoleński: Drugą prezydenturę zdobył Pan pod hasłem "Wybierzmy przyszłość", ale to właśnie z przeszłością przyszło się Panu zmierzyć. Przepraszał Pan już za PRL, za Jedwabne, teraz za stan wojenny...

Dlaczego uznał Pan - w końcu postkomunista, człowiek 20 lat temu stojący po drugiej strony barykady - że czas powiedzieć publicznie, iż stan wojenny był złem?

13 grudnia 1981 r. wyrosła barykada wyższa niż kiedykolwiek wcześniej. Pan powiada, że nie był Pan po żadnej stronie.

Czy zapamiętał Pan pierwsze uczucie, pierwszą myśl, jaka przyszła Panu do głowy, gdy się Pan zbudził 13 grudnia?

A co Pan myśli o praktykowaniu stanu wojennego?

W 1993 r. powiedział Pan w Sejmie: "Przepraszam tych wszystkich, a niektórzy są na tej sali, którzy doświadczyli krzywd i niegodziwości władzy i systemu przed 1989 r.".

Prezydent RP:To było moje pierwsze "przepraszam". Bardzo ważne przede wszystkim dla mojej formacji. Ono zamykało etap lewicy w systemie niedemokratycznym i nakazywało iść drogą demokracji i wpisywać lewicę w przeobrażenia III Rzeczypospolitej. W tym roku być może przyszło wypowiedzieć mi jeszcze trudniejsze słowa . Co powiedzieć w dwudziestolecie stanu wojennego, jak wyrazić tę istotną myśl, która na pewno nie wszystkich zadowoli, pokaże inną perspektywę, oswoi nas z myśleniem o przeszłości?

Bez historii nie da się politycznie być tu i teraz?

...w sensie chronologicznym tak, lecz tak naprawdę do przodu.

Kiedy zaczęła się ta Pana edukacja historyczna?

Ma Pan rację - na szczęście. Lecz także po naszej stronie rozum podpowiadał, że sukces wyborczy nie będzie aż tak miażdżący, jak się okazało.

Pan się identyfikował z tymi winami?

Przepraszał Pan z zaskoczenia. Jak przyjął to Pański klub, środowisko? SLD nie lubi Pańskiego przepraszania. Mieli Panu za złe?

Po Pańskim wystąpieniu w Instytucie Pamięci Narodowej Lech Nikolski, szef gabinetu politycznego premiera, zasugerował w TVN, że to przemówienie wzbudziło w SLD także negatywne emocje, że SLD nie może się z nim w pełni identyfikować.

Nie jeden Nikolski tak twierdzi.

Czy to forma edukacji Pańskiego środowiska politycznego, postkomunistów?

Wcielając się w rolę adwokata diabła zapytam, czy w Polsce nie trzeba dokonać znacznie głębszego rozliczenia? Bo inaczej zawsze się będzie mówiło, że tacy ludzie ja Pan, jak ja [pyta Adam Michnik - red.], zacierają podziały między dobrem i złem.

Lecz odrzucając dekomunizację, krytykując pułapki lustracji, uzyskaliśmy niechciany efekt zamazania odpowiedzialności i osłabienia pamięci o winach. Nastąpiła eksternalizacja winy. W Polsce wszyscy są niewinni, a za całe zło komunizmu odpowiadają chyba tylko Jaruzelski i Kiszczak, którzy akurat, choć komunizm wspierali, w końcu go pogrzebali.

Jak przed 1989 r. postrzegał Pan Związek Radziecki?

Ale wcześniej komunizm pokazywał, na co go stać. Czym dla Pana były interwencje na Węgrzech w 1956 roku i w Czechosłowacji w 1968 roku?

Czy przez czas "Solidarności" był w Panu obecny lęk, że Rosjanie mogą Polsce zgotować taki sam los?

No właśnie, co robić?

Scenariusze były straszliwie skomplikowane, i ani jednego dobrego.

Ile jeszcze jest takich momentów w najnowszej historii Polski, za które Pan będzie przepraszał?

Gdy Pan charakteryzuje swą politykę, padają trzy hasła: demokracja, porządkowanie historii, pragmatyzm. A co z socjaldemokracją?

Mówi Pan o socjaldemokracji z naciskiem na demokrację. A co ze składnikiem socjalnym. Kanclerz Schroeder i premier Blair zaproponowali "trzecią drogę". Czy ona ma jakiś sens? Na ile doświadczenie zachodniej socjaldemokracji się dla Pana liczy?

Kiedyś powiedział Pan, że chciałby być dla Polski kimś takim, jak Felipe Gonzales dla Hiszpanów.

Jest paradoksem, że SLD - formacja postkomunistyczna, raczej nieskłonna do działań reformatorskich - staje samotnie wobec wyzwania, jakim jest wprowadzenie Polski do Europy. PSL-owski koalicjant będzie utrudniał negocjacje, co pokazała choćby wymuszone ostatnio przez ludowców zaostrzenie stanowiska w sprawie polskiej ziemi - wydłużenie z trzech do siedmiu lat wymaganego okresu jej dzierżawy przed zakupem przez cudzoziemców z Unii. W dodatku silna jest opozycja antyeuropejska. Czy SLD się uda?

Pańska prezydentura wprowadziła nowy ton w stosunkach polsko-ukraińskich.

Ale i zostać przeproszonym.

Jak widzi Pan przyszłość Ukrainy?

Wkrótce czekają Pana rozmowy z prezydentem Putinem. Jak Pan go ocenia?

Jeśli w 2002 r. odwróci się Pan wstecz, zobaczy Pan akcję "Wisła" i konieczność następnych przeprosin. Gdy popatrzy Pan do przodu, zobaczy Pan nadchodzące wielkimi krokami referendum europejskie - któremu towarzyszyć będą wzmacniające się nastroje antyunijne - oraz konieczność budowy lepszych stosunków ze wzmocnioną Rosją i Ukrainę z niedoborem elit, będącą jednak dla Polski strategicznym partnerem. Nadto, wedle wszystkich prognoz, gospodarkę naszego kraju czeka raczej trudny czas. Jaki będzie ten 2002 r. dla Pańskiej prezydentury?