Czy wierzy Pan w to, że Marek Belka będzie premierem do wiosny, albo przynajmniej do lutego przyszłego roku, bo wtedy - według pańskich słów - mogłyby się odbyć wybory do parlamentu?

Prezydent RP: W pytaniu poruszane są trzy i to zupełnie różne sprawy. Pierwsza - jeśli chodzi o osobę, to uważam, że Marek Belka jest jednym z najlepszych fachowców jakich w Polsce mamy: profesor, ekonomista, z dużym doświadczeniem międzynarodowym. Gdyby w Polsce premierów nie wybierano drogą parlamentarną, ale w konkursie, to jestem pewny, że prof. Belka miałby wielkie szanse żeby wygrać. Sprawa druga - kadencja Sejmu. Konstytucyjnie powinna ona trwać do jesieni przyszłego roku, a więc posłowie mieliby jeszcze 1,5 roku. Kryzys polityczny, który zdarzył się po stronie rządzącej w Polsce lewicy sprawił, że trzeba znaleźć czas dla załatwienia spraw podstawowych. Zatem dziś nikt nie mówi o całej kadencji, mówimy o tym, że wybory powinny być przyspieszone około pół roku, i że to jest ten czas, który pozwala ustabilizować sytuację w Polsce, szczególnie gospodarczo, zakończyć sprawy unijne, porozumieć się w sprawie traktatu konstytucyjnego.

Prezydent RP: W 1995 roku, kiedy zostałem prezydentem porzuciłem wszystkie legitymacje, właśnie w przekonaniu, że prezydent musi być osobą, która współpracuje z partiami, szanuje partie polityczne, ale sama nie jest związana z żadną z nich. To różni nas np. od systemu francuskiego czy amerykańskiego, gdzie prezydent jest jednocześnie szefem swojej partii. Polskie rozwiązanie pozwala zachować prezydentowi rolę arbitra, i tak długo jak będę prezydentem, a więc do końca przyszłego roku, to taką rolę będę chciał odgrywać. Dzisiaj daleki jestem od działalności partyjnej. Gdybym stał się nowym liderem partyjnym, musiałbym przekonywać ludzi do spraw, które wydają się oczywiste. To byłoby tak, jakby profesor matematyki miał nauczać dzieci w I klasie szkoły podstawowej. Być może już na emeryturze zmienię zdanie. Natomiast nie wydaje mi się, aby działalność partyjna, w takim czystym charakterze, w tej chwili była dla mnie pociągająca. Wielkie postaci polskiej polityki pomału odchodzą - Bronisław Geremek, Tadeusz Mazowiecki, Mieczysław Rakowski, Władysław Chrzanowski. Młodsze pokolenie ich następców jeszcze nie wykształciło, albo niestety, zdarza się, że zamiast liderów mamy hochsztaplerów.

Po tym, co stało się w Sejmie tydzień temu w piątek trudno się dziwić, że ma Pan ostatecznie dość partyjniactwa. Gry parlamentarne SLD doprowadziły również do uszczerbku pańskiego autorytetu. Czy nie uważa Pan, że podejmowane przez Pana próby wyciągnięcia państwa z kryzysu są spóźnione? Skompromitowany Sejm, premier bez poparcia, i prezydent, któremu grożą Trybunałem Stanu.

Prezydent RP: Swoją sytuacją akurat się nie przejmuję. To jest tylko dowód, jak bardzo ci, którzy formułują tego rodzaju postulaty, są nieodpowiedzialni. Okazało się, że dla części polityków, dzień w którym nie ma już sprawy Rywina i zniknęły osoby, które z nią były związane, jest katastrofą. Teraz główny cel to prezydent i polowanie na niego. Ostatecznie nie chodzi tu ani o prawdę, ani o fakty, ani o zwalczanie korupcji, tu chodzi o to, aby niszczyć wszystko i wszystkich, którzy nie są z tej samej opcji politycznej. To jest prawdziwy dramat, ale nie mój, tylko tych ludzi.

Polska znajduje się w długotrwałym kryzysie rządowym. Na czym to polega i jak duże jest niebezpieczeństwo, że populista Andrzej Lepper wyjdzie z tego jako zwycięzca?

Prezydent RP: Polscy populiści posługują się dzisiaj dwiema z gruntu niesłusznymi ideami. Pierwsza – związana jest z faktem, że mamy w Polsce blisko 2 miliony ludzi bezrobotnych i niewątpliwie dużo ludzi biednych, o których przez cały okres polskiej transformacji zbyt mało pamiętano. Ale recepty, które populiści proponują tym ludziom, są dla nich fatalne. Nie ma takiej możliwości, żeby drenując budżet państwa, czy rezerwy finansowe banku centralnego, zapewnić im pracę i dobrą perspektywę. To musi się odbyć poprzez rozwój gospodarczy, edukację. Druga – zawiera się w haśle Leppera: „oni wszyscy już byli, wszyscy już rządzili”. Oczywiście, w jakimś sensie, to jest prawda, ale nie wynika z tego, że trzeba wszystkich dotychczasowych polityków odrzucić. Nie wolno mówić, że oni swoje już zrobili, dziękujemy i do widzenia. Dlatego, że jeżeli byśmy zrezygnowali z tych środowisk, to nie jesteśmy w stanie tak z dnia na dzień zastąpić ich kimś bardziej dojrzałym, doświadczonym, lepszym. Wręcz przeciwnie: to będzie prowadzić tylko do rozwiązań gorszych, a nie lepszych.

Powiedział Pan, że nie chce budować żadnej partii, co można rozumieć również tak, że odsunie się pan od bieżącej polityki wewnętrznej. Zapewne powoli też dokonuje Pan bilansów.

Prezydent RP: Gdy spoglądam na 9 lat mojej prezydentury to muszę powiedzieć, że wyznacza ją kilka kamieni milowych, z których jestem bardzo dumny. To polska konstytucja, przyjęcie Polski do NATO, wejście do Unii Europejskiej. To także zbudowanie bardzo dobrych kontaktów z sąsiadami, co nie było sprawą łatwą, bo jesteśmy jedynym krajem europejskim, który przez ostatnie 15 lat nie zmienił granic ani o jeden centymetr, a wszyscy nasi sąsiedzi już nie istnieją. Nie ma ani NRD, ani Czechosłowacji, ani Związku Radzieckiego. Mamy siedmiu sąsiadów i ze wszystkimi udało się zachować dobre stosunki. Polska jest eksporterem stabilności, dobrej współpracy, otwartości i tym się zasadniczo różnimy od Bałkanów. Jeżeli ponadto uwzględnimy postępy polskiej gospodarki, że ten rok prawdopodobnie zakończymy 6-procentowym wzrostem, to wszystko daje satysfakcję. Jeśli zaś chodzi o to, co się nie udało, to dwie sprawy leżą mi na sercu. Jesteśmy ciągle daleko od zbudowania w pełni społeczeństwa obywatelskiego. To znaczy chętnie uczestniczącego w wyborach parlamentarnych, czy europejskich, które będziemy mieć za chwilę. Chciałbym też, aby w Polsce była wyższa jakość debaty publicznej, zarówno ze strony polityków, dziennikarzy, jak i wyborców. Ale te niedostatki nie mogą przesłaniać nam sukcesów Polski. Mówimy o 15 latach przekształceń, które zaczęły się w grudniu 1989 r., ale przecież tak naprawdę mówimy o kraju, który przez 123 lata był podzielony i nie istniał na mapie Europy. O kraju, który przeżył pod zaborami ważny dla ludzkości koniec wieku XVIII i cały XIX, kiedy to dokonywała się rewolucja przemysłowo-techniczna. Mówimy o kraju, który był ogromnie zniszczony w czasie II wojny światowej. Warszawa legła w gruzach prawie w 90 procentach. A przecież mimo tego wszystkiego mówimy w swoim języku, zachowaliśmy tożsamość kulturalną, mamy wybitnych poetów, muzyków, na igrzyska olimpijskie jedziemy nie tylko, żeby startować, ale żeby zdobywać medale, no i przez całe lata udało nam się zachować poczucie humoru. Mamy 2 miliony młodych ludzi studiujących w szkołach wyższych. To jest ogromna liczba ludzi, którzy się kształcą i bez kompleksów startują w Europie i na innych kontynentach. Jedno tylko moje marzenie się nie spełniło i chyba w najbliższym czasie nie spełni - Polska nie będzie mistrzem świata w piłce nożnej. Uważam jednak, że Polacy mają powody do dumy ze swego kraju. A dziś, po wejściu do Unii Europejskiej, przed nami dobre perspektywy.