Menu rozwijane

13 października 2014
Wywiad Anny Komorowskiej dla "Onetu"
Wywiad Anny Komorowskiej dla "Onetu"
Wywiad Anny Komorowskiej dla "Onetu"
o1409953697.jpg
o1327959909.jpg
o2013148045.jpg

Wywiad z Małżonką Prezydenta RP Anną Komorowską ukazał się 13 października na stronach portalu Onet.pl

Żaneta Gotowalska: Jak ocenia Pani prezydenturę Bronisława Komorowskiego?

Anna Ko­mo­row­ska: Mogę oce­niać pre­zy­den­tu­rę mo­je­go męża jako wy­bor­ca, bo gło­so­wa­łam na niego z prze­ko­na­niem. Ale waż­niej­sze od moich ocen są oceny Po­la­ków. Od sa­me­go po­cząt­ku no­to­wa­nia są bar­dzo dobre, po­ka­zu­ją, że jego praca  jest do­brze od­bie­ra­na i ak­cep­to­wa­na przez znacz­ną część spo­łe­czeń­stwa pol­skie­go.

Czy uważa Pani, że do­tych­cza­so­we lata to czas do­brze za­go­spo­da­ro­wa­ny przez pre­zy­den­ta?

Co­dzien­nie z bli­ska ob­ser­wu­ję pracę mo­je­go męża i mogę po­wie­dzieć, że jest to bar­dzo in­ten­syw­ny czas. Czuję sa­tys­fak­cję, że ten wy­si­łek jest docenia­ny.

Czy uważa Pani, że Bro­ni­sław Ko­mo­row­ski, jako po­li­tyk, zmie­nił się pod­czas tej ka­den­cji?

Nie, nie sadzę. W mo­men­cie wy­bo­ru na urząd pre­zy­den­ta mój mąż był już ukształ­to­wa­nym po­li­ty­kiem. Zanim to na­stą­pi­ło był prze­cież mar­szał­kiem sejmu, jesz­cze wcze­śniej wi­ce­mar­szał­kiem, przez kilka ka­den­cji po­słem, miał też do­świad­cze­nie w pracy rzą­do­wej jako wi­ce­mi­ni­ster i mi­ni­ster obrony na­ro­do­wej.

Warto pa­mię­tać, że przed zwy­cię­ski­mi wy­bo­ra­mi pre­zy­denc­ki­mi w 2010 roku wy­grał pra­wy­bo­ry w Plat­for­mie Oby­wa­tel­skiej, a po ka­ta­stro­fie smoleń­skiej przez kilka nie­zwy­kle trud­nych mie­się­cy jako mar­sza­łek sejmu wy­peł­niał jed­no­cze­śnie obo­wiąz­ki głowy pań­stwa.


Wspo­mi­na­ła Pani o son­da­żach, które cały czas są bar­dzo przy­chyl­ne Panu pre­zy­den­to­wi. Ile­kroć po­ja­wia się son­daż do­ty­czą­cy za­ufa­nia spo­łecz­ne­go, Bro­ni­sław Ko­mo­row­ski zaj­mu­je w nim czo­ło­we miej­sce. Czy uważa Pani, że w związ­ku z tym pre­zy­dent po­wi­nien wy­star­to­wać po­now­nie w wy­bo­rach i ubie­gać się o drugą ka­den­cję?

Ta ka­den­cja musi się wy­peł­nić do końca. Zo­sta­ło jesz­cze kilka mie­się­cy, które warto spo­żyt­ko­wać na pracę, co naj­mniej w takim ryt­mie, jak to się od­by­wa­ło do tej pory. Myślę, że mó­wie­nie o de­cy­zji co do star­tu w na­stęp­nej kam­pa­nii wy­bor­czej jest przed­wcze­sne. A już na pewno nie ja powinnam to ogła­szać.

Zresz­tą, gdy­by­śmy pro­wa­dzi­ły taką roz­mo­wę parę mie­się­cy przed po­przed­ni­mi wy­bo­ra­mi w 2010 roku, to bym w ogóle o tym nie my­śla­ła. Życie niesie tyle nie­spo­dzia­nek. Nie ma co za bar­dzo wy­bie­gać w przy­szłość.

Czy od­czu­wa Pani sa­tys­fak­cję z bycia Pierw­szą Damą? Czy gdyby mogła Pani cof­nąć czas do 2010 roku i mogła pod­jąć taką decyzję, wo­la­ła­by Pani być tylko Anną Ko­mo­row­ską?

Pro­szę nie czuć się przy­ła­pa­ną, ale słowa "tylko Anną Ko­mo­row­ską"?

Wzię­łam to w duży cu­dzy­słów.

Myślę, że po­zo­sta­łam Anną Ko­mo­row­ską. Sta­nę­ło jed­nak przede mną nowe wy­zwa­nie wy­ni­ka­ją­ce  z de­cy­zji Po­la­ków o wy­bo­rze mo­je­go męża na urząd pre­zy­den­ta. Sta­ram się wy­ko­rzy­stać ten czas jak naj­le­piej dla na­sze­go kraju i jego oby­wa­te­li.

Czy mam sa­tys­fak­cję? Bar­dzo dużą. Mam wra­że­nie, że te wy­so­kie no­to­wa­nia mo­je­go męża są w pew­nym stop­niu rów­nież moim udzia­łem oraz oceną na­szej wspól­nej pracy.


Czy spo­ty­ka się Pani z ko­men­ta­rza­mi do­ty­czą­cy­mi swo­jej dzia­łal­no­ści ze stro­ny na przy­kład wy­bor­ców Pani męża? Choć­by pod­czas po­dró­ży po Pol­sce lub świe­cie.

Spo­ty­kam się z dużą życz­li­wo­ścią, ale nie czuję za­wro­tu głowy od suk­ce­su. To dla mnie bo­dziec do tego, by kon­ty­nu­ować moją do­tych­cza­so­wą działal­ność.

Czy w momencie, gdy Bronisław Komorowski obejmował stanowisko prezydenta Polski, nie obawiała się Pani negatywnej oceny społeczeństwa? Obserwując reakcje dotyczące poprzednich żon prezydentów – Marii Kaczyńskiej czy Jolanty Kwaśniewskiej – te oceny były różne.

Wiedziałam, że na pewno nie da się zadowolić wszystkich. Czułam jednak, że to jest kolejna rola, którą jestem w stanie wypełnić i do której jestem przygotowana. Nie porównywałam się do moich poprzedniczek, od początku miałam swoją wizję pełnienia roli żony prezydenta, miałam swój program działania, który konsekwentnie staram się realizować.

To też przekłada się na sondaże. Jest Pani bowiem jedną z najbardziej wpływowych kobiet w rankingu przygotowanym przez Millward Brown dla „Newsweeka”. Jak czuje się Pani w tej sytuacji?

To miłe. Rozumiem, że to moje zaangażowanie, wysiłki i realizacja moich koncepcji są doceniane między innymi w taki sposób. To rzeczywiście sprawia dużą przyjemność, ale – nie ukrywam – jest dużym zobowiązaniem.

Ewa Kopacz, która dotychczas była marszałkiem Sejmu, objęła stanowisko premiera naszego kraju. Jak ocenia Pani tę zmianę? Choćby w kontekście zwiększenia udziału kobiet w Polsce.

Pani Ewa Kopacz jest aktywna w polskiej polityce nie od dzisiaj. Była już i ministrem zdrowia i marszałkiem sejmu, ma więc duże doświadczenie i kompetencje. Wiele pań czuje się nieprzygotowanymi do pełnienia funkcji publicznych, nie dlatego, że brakuje im kompetencji, ale dlatego, że są przesadnie skromne.

Czasami niesłusznie chowają się za panów. W tej kwestii jestem daleka od pojmowania świata w kategorii płci. Bardziej interesują mnie kompetencje niż to, czy dane stanowisko piastuje kobieta czy mężczyzna. I choć kobieta premier to nie nowość w 25-leciu demokratycznej Polski, to objęcie tej funkcji przez panią Ewę Kopacz na pewno dało kobietom dużą satysfakcję i impuls do większej aktywności.


Parytety, jako takie, nie mają według Pani dużego znaczenia?

Jeżeli chcemy, by udział kobiet w życiu publicznym był większy niż jest obecnie, to trzeba włożyć więcej pracy w to, by kobiety odważyły się być bardziej aktywne. Dlatego staram się w swojej działalności pobudzać i wzmacniać tego typu kobiecą aktywność.

Skoro mówimy o płci, przejdźmy do dyskusji na temat gender. Ten temat od kilku miesięcy rozgrzewa opinię publiczną. A poziom tej dyskusji nie jest najwyższy…

Mam wrażenie, nie wiem, czy się Pani ze mną zgodzi, że emocje na temat gender troszeczkę opadły.

Temat troszkę ucichł. Jednak teraz, ci sami politycy, którzy skupiali się na kwestii gender, teraz prowadzą dyskusję na temat edukacji seksualnej w polskich szkołach. Jakie jest Pani zdanie w tej sprawie?

Wszelka edukacja jest potrzebna. Pytanie, kiedy i jaka? Dzieci należy edukować w zależności od możliwości ich percepcji. Nie ma tutaj jednego wzoru. Edukacja seksualna też jest potrzebna, ale chciałabym, aby w tym procesie była uwzględniana także wrażliwość rodziców.

Tak samo będzie z tematem aborcji, in vitro…

Ten temat jest ciągle żywy. Jestem szczęśliwą mamą pięciorga dzieci. Mogę sobie tylko wyobrazić co czują pary, które nie mogą mieć dzieci. Dla niektórych z nich metoda in vitro jest jedyną szansą na rodzicielstwo. Nie dla wszystkich decyzja o jej wyborze wiąże się z konfliktem sumienia.

Czy dużą wartość ma dla Pani rodzina?

Bardzo dużą.

Czy bycie Pierwszą Damą nie przeszkadza w pełnieniu roli matki, babci?

To się nie wyklucza. Na pewno mam mniej czasu dla moich dzieci i wnuków, niż bym chciała. Staram się jednak ten czas, który mogę im  poświęcić, wykorzystać jak najlepiej.

Jak Pani wspomniała, jest Pani matką pięciorga dzieci. Wiele kobiet w Polsce odkłada macierzyństwo na drugi plan. Czy uważa Pani, że to dobre rozwiązanie?

Nie powinnam i nie chcę innym kobietom układać życia. Mogę tylko życzyć, by decyzja o macierzyństwie przesuwana na później, na czas osiągnięcia stabilizacji zawodowo-finansowej nie okazała się zbyt późna.

Wiele kobiet odkłada posiadanie dziecka na późniejsze lata, ze względu na karierę zawodową. Czy skupienie się na tym, kosztem braku dzieci w przyszłości, to rozsądne wyjście?

Idealnym rozwiązaniem byłaby harmonia i połączenie aspiracji zawodowych i macierzyńskich. Na szczęście takie możliwości się poszerzają. Urodzenie i wychowanie dzieci zawsze wiąże się nie tylko z radością, ale także z wyrzeczeniami, nie odbywa się to bez "kosztów", zawsze jest coś za coś. Ale dziś w Polsce przybywa rozwiązań ułatwiających godzenie życia rodzinnego i zawodowego.

W Polsce zostały wprowadzone zmiany dotyczące urlopu macierzyńskiego, który ułatwia kobietom połączenie wspomnianych przez Panią sfer. Czy coś jeszcze powinno się zrobić w naszym kraju, by zachęcić kobiety do posiadania dzieci?

Oprócz rocznego urlopu rodzicielskiego w Polsce wiele zrobiono na rzecz wspierania rodziców aktywnych zawodowo. Warto pokazywać te rozwiązania , np. dobre praktyki, jakie wprowadzają firmy w zakresie rozwiązań prorodzinnych - elastyczny czas pracy, możliwość pracy z domu.

Warto pokazywać, że godzenie ról rodzicielskich i zawodowych nie jest tak strasznie trudne. Mam wrażenie, że wielu młodych ludzi boi się rodzicielstwa. Dlatego warto wspierać i wzmacniać poczucie bezpieczeństwa. Ale oczywiście nikogo nie można zmuszać, to musi być indywidualna decyzja. Każdy musi mieć tę potrzebę w sobie.

Rodzicielstwo jest troszkę demonizowane.
 

Tak, wiele osób wychodzi z założenia, że jeśli nie jest w stanie zapewnić swojemu dziecku wszystkiego, to nie nadaje się na rodzica. To nie jest prawda. Nie o to chodzi w wychowaniu dziecka, by miało wszystko jeśli chodzi o materialną stronę życia. Ważniejsza jest miłość rodzicielska i ciepło rodzinne.

Jestem jednak zwolenniczką odpowiedzialnego rodzicielstwa. Jeśli człowiek ma dzieci, powinien zapewnić dzieciom czas, ciepło, serdeczność i szacunek. Ważne jest też, by mieć koncepcję, wizję wychowawczą, która będzie konsekwentnie i z refleksją wprowadzana.


Wiele mówi się także o różnych modelach wychowania. W tym o wychowaniu bezstresowym. Czy – w Pani ocenie – jest to dobre wyjście?

Nie słyszałam, by komuś udało się przejść przez życie bez stresu. Mamy przygotować dzieci, by radziły sobie w życiu realnym. Trzeba je uczyć nie tego, że w życiu nie ma stresów, ale tego, jak ze stresami sobie radzić i jak je ograniczać.


Co jest dla Pani najważniejsze w byciu Pierwszą Damą?

Jako żona prezydenta za ważne zadanie uważam wspieranie mojego męża, towarzyszenie mu w jego działaniach. Ale oczywiście istnieje też istotna przestrzeń mojej własnej aktywności wynikająca z wybranych przeze mnie priorytetów. Takie podejście bierze się zarówno z mojego charakteru, jak i z odczytania zadań wynikających z roli, którą przychodzi mi wypełniać.

Z czego, z dotychczasowych działań, jest Pani najbardziej dumna?

Muszę przyznać, że mam bardzo dużą satysfakcję z podniesienia poziomu debaty o rodzinie w naszym kraju. Proszę zauważyć, że przełożyło się to na konkretne regulacje prawne, inicjatywy prorodzinne podejmowane w wielu miejscach w Polsce.

Myślę tu choćby o wydłużeniu urlopu macierzyńskiego, karcie dużej rodziny oraz o projektach zgłaszanych do konkursu Dobry Klimat dla Rodziny. To są duże inicjatywy, ale warto też wspomnieć o tych całkiem małych, jak współorganizowanie wakacyjnego wypoczynku dla rodzin zastępczych, dla których była to jedyna okazja do wspólnego wyjazdu na wakacje.

Drugim obszarem, który jest dla mnie ważny są sprawy kultury. Mam na myśli promocję polskiej kultury poza granicami naszego kraju oraz wspieranie młodych artystów podczas organizowanych przeze mnie wieczorów w Belwederze i koncertów w Pałacu Prezydenckim.

W Polsce istotny jest problem czytelnictwa.

Z tym niestety jest cały czas bardzo słabo.


Na Narodowy Program Czytelnictwa ministerstwo kultury i dziedzictwa narodowego ma zamiar przeznaczyć 700 mln złotych. Czy uważa Pani, że to przyczyni się do wzrostu czytelnictwa w Polsce?

Ważne są wszelkie kroki, które zmierzają do tego, by zachęcić Polaków do czytania. Do kontaktu z książką, także w wersji elektronicznej. Nie skupiajmy się tylko na kulturze obrazka. Przechodzenie przez słowo to bardzo ważny element, także w przyszłym życiu zawodowym. Stąd nasza inicjatywa Narodowego Czytania, był już Mickiewicz, Fredro, Sienkiewicz. Ważne są nie tylko pieniądze, ale kształtowanie wzorców zachowań czytelniczych.


Zdrowie kobiet to też istotna sprawa. Kobiety nadal niechętnie się badają. Czy – w Pani ocenie – akcje, które są przeprowadzane w Polsce, są wystarczające do zwiększenia świadomości w kwestii zdrowia?

Mówienia o profilaktyce nigdy za dużo. To nie jest sprawa, która się skończy. Nie sądzę, byśmy doszli do przesycenia tą tematyką i do uznania, że wszystko w tej sprawie zostało zrobione. Widzę tutaj pole do działania państwa, ale i organizacji pozarządowych.


Czy patriotyzm jest dla Pani ważną kwestią?

Tak, jest ważny i dlatego chętnie angażuję się w działania mające na celu budowanie dumy z osiągnięć Polski i Polaków, wzmacnianie szacunku dla symboli narodowych.

Jak w związku z tym ocenia Pani wydarzenia, które od kilku lat mają miejsce 11 listopada w Warszawie?

Co ma Pani na myśli?


Manifestacje różnych grup, które 11 listopada dopuszczają się aktów wandalizmu w stolicy.

W zeszłym roku już po raz drugi szliśmy 11 listopada w marszu "Razem dla Niepodległej", było to radosne świętowanie, a przede wszystkim łączące różne środowiska, opcje polityczne, różne pokolenia.  A że nie wszyscy mają jednakowe podejście – można tylko żałować. Jeśli jednak narusza się porządek publiczny, to trudno to akceptować.

Co chciałaby Pani przekazać czytelniczkom cyklu "Rozmowy na obcasach"?

Zachęcam wszystkie panie do działania. Warto wyjść z etapu narzekania i zacząć szukać rozwiązań spraw, które nam doskwierają. Jeżeli  brakuje indywidualnie siły, to warto pomyśleć o wspólnym działaniu, zrzeszaniu się. Takie wspólnotowe działanie daje więcej energii i jest płaszczyznę do wymiany poglądów i opinii, co niejednokrotnie może być inspiracją do dalszych działań.